Hejted – srejted

DSC_7518x.jpgDzisiaj pohejtuję sobie hejtowanie o.

•••

Hejt jako zasłona dymna

Słowo „hejt” bardzo mi obrzydło. Jest nadużywane, niejednokrotnie wykorzystywane jako zasłona dymna dla wszystkich głupot, które się zrobi, formowane w tarczę do obracania kota ogonem i robienia z siebie ofiary. Przybiera absurdalne formy, w których każde wyrażenie własnego zdania, określane jest jako atak i piętnowane. Czasami mam wrażenie jakbym przyglądała się dzieciakowi w piaskownicy, który podbiega do kolegów, podkrada im foremki, rozbija babki z piachu, ciągnie za włosy, aż w końcu któryś traci cierpliwość, nazywa go głupkiem i odwraca się napięcie, a niszczyciel biegnie do opiekunki z płaczem i zażaleniami, że go koledzy obrażają i jest z tego powodu bardzo nieszczęśliwy, ale…

Nienawiść.*

Jednak jeszcze bardziej obrzydza mnie prawdziwy hejt. Pozbawiony dyplomacji, konstruktywności, empatii. Wynikający z nazbieranej złości, którą człowiek postanawia z siebie wylać, absolutnie nie będący odpowiedzią na czyjeś złe zachowanie. Nienawiść nieodpowiednia do popełnionych czynów, pozbawiona myślenia o konsekwencji, taktu i minimum kultury, z dawką zazdrości.

*tak to kropka nienawiści

Hejtedcośtam

Jest jeszcze jedna forma hejtu, która wybitnie mnie gryzie i, która sprowokowała cały ten wywód. (Nie)konstruktywne grupy zbiorowych zażaleń. Najczęściej pod szyldem: „hejted_cośtam”. Takie społeczności często określają siebie jako miejsce do krytyki, która ma coś zbudować, ulepszyć, naprawić (nie mam tu na myśli grup służących do zalewania memami, albo nabijania się z wiecznie opóźnionych tramwajów). Samo założenie jest pewnie słuszne, skoro pojawia się coś takiego, być może faktycznie istnieją w danej dziedzinie problemy warte przepracowania. Nikt nie zakłada fanklubu nienawiści dla krainy, w której rozpływa się tęcza, a po chmurkach kicają jednorożce. Z czegoś to wynika. Jednak dlaczego w takim razie nie nazwać się: „konstruktywnie_o_cośtam”, albo z takim pozytywnym zacięciem na przyszłość: „lepsze_cośtam”, „usprawniamy_cośtam”. Zamiast tego mamy: „znienawidzone_cośtam”, bo tak można to luźno przetłumaczyć na język polski. Po co? Czemu? No i dalej idąc, nawet jeśli faktycznie przysługuje temu szlachetne założenie naprawy, niestety rzeczywistość okazuje się brutalna. W wyniku anonimowości ludzie tracą hamulce. Wchodzą innym z biuciorami w życie prywatne, w portfele, komentują potknięcia i drobne skazy, nie znając całego obrazu. W białych rękawiczkach rzucają zdania, zaczynające się od: „pewna osoba” – plis, naprawdę nietrudno jest się zorientować o kim mowa. To są małe społeczności. Często „pewne osoby” odnoszą się do przytyków pod swoim imieniem i nazwiskiem, na co anonim nie miał wcześniej odwagi.

Oczywiście pojawiają się  też zarzuty, które mają sens i są napisane z kulturą. Byłabym ignorantką gdybym tego nie zauważała. Chociażby w grupie, rzecz jasna psiej, która mnie uruchomiła, była mowa o sprzątaniu po swoim psie na zawodach, czy chodzeniu z nim na smyczy, jeśli nie mamy stuprocentowej kontroli nad jego zachowaniem. Jednak w ogólnym rozrachunku jest w takich miejscach po prostu toksycznie. Z boku wygląda to jak spotkanie Grażynek na ploteczkach, które zamiast zająć się sobą i swoimi sprawami, obgadują za plecami pół osiedla.

•••

Pozostała część wpisu będzie skupiać się już mocno na jednej, konkretnej społeczności, ale myślę, że można spokojnie odnieść to do każdej innej.

Nowi, młodzi, przerażeni

Należę do ludzi, którzy są absolutnie świadomi, że wszędzie, w każdym środowisku istnieją jeszcze mniejsze środowiska, które czasem rozmawiają o sobie na wzajem. Wiem, że jak odstawię coś głupiego publicznie, to ludzie spojrzą na mnie jak na głupka. Jednak jeszcze bardziej wiem, że o ile nikogo nie skrzywdzę, nie zostanę skrzywdzona, albo nikogo bohatersko nie ocalę, zapomną o mnie w minutę. Gdy pierwszy raz wychodziłam na pole startowe z psem, byłam przerażona bo nie wiedziałam do końca co ja tu robię, jak to wygląda, o co tu właściwie chodzi. Gdy wychodziłam na debiut we fristajlu, byłam jeszcze bardziej przerażona, bo bałam się, że zawiodę siebie i ze stresu, który jest zupełnie naturalny, wykonam ruch, który spowoduje niebezpieczeństwo dla psa. Jednak poza tym byłam odcięta od negatywnych emocji. Miałam wokół siebie ludzi, których sama wspierałam z całych sił, z których sukcesów się cieszyłam i czułam, że oni odpłacają się tym samym. Stworzyłam sobie radosną bańkę dobrej atmosfery, do której nie wpuszczałam zła.

Poza tym nauczyłam się wyznawać w życiu filozofię dwóch różnych skarpetek*, w której wiem, że dopóki kogoś nie krzywdzę swoim zachowaniem i nie jestem mu bliska, to jestem dla tej osoby tłem, elementem życiowej scenerii. Poboczną historią jego własnej historii, którą on jest tak naprawdę w życiu zainteresowany, a moje porażki go nie obchodzą na dłużej niż 5 minut. Świat się nie kręci wokół nas, nawet jeśli nam się wydaje inaczej. Tylko, że ja nie mam dwunastu, trzynastu, czternastu lat. Mam wizję goniącej mnie trzydziestki i przepracowane kilka rzeczy.

*filozofia dwóch różnych skarpetek to moja robocza nazwa na coś co ma swoją poważną nazwę, ale jej za cholerę nie pamiętam. Sens jest taki, żebyśmy w życiu nie przejmowali się aż tak bardzo tym co myślą o nas inni, bo oni wcale nie myślą o nas tak często jak nam się wydaje. Jesteśmy dla nich (obcych) jedynie tłem w ich życiu i tak samo jak my, są oni zajęci swoimi własnymi sprawami, a nie przeżywaniem naszych porażek. Teraz skarpetowa nazwa straciła trochę na aktualności, bo różne skarpetki stały się „modne”, ale kiedyś nie były.

Wracając:

Dlatego właśnie gdy trafiłam na „hejted_cośtam” pierwszą myślą, która mi towarzyszyła było:

„Świetnie, już widzę tych przerażonych debiutantów, którzy dopiero wkraczają w środowisko. Z pewnością będzie im teraz dużo łatwiej i bardzo przyjemnie wśród plot i komentarzy”.

Wyobraziłam kogoś kto ma pierwszy raz wyjść na pole startowe z psem i dobrze się bawić. Kogoś komu wydaje się, że zawody, które wszyscy tak uwielbiają to fajne miejsce, pełne ludzi o podobnych zainteresowaniach, gdzie będzie mógł wymienić się doświadczeniami i spróbować swoich sił. Gdzie będzie wśród swoich. A potem ten ktoś dostaje na głowę wiadro zimnej wody. Trafia na grupę tematyczną i już mu się odechciewa tych całych zawodów. Zaczyna czuć się malutki, przytłoczony. Dostaję jasną informację – ludzie tutaj się obgadują, krytykują, komentują. Jest nowy, być może nie umie się od tego odciąć i uznać, że w zasadzie tak jest wszędzie, trzeba podnieść cyce do góry i robić swoje. Ostatecznie wychodzi na pole jeszcze bardziej przerażony, co oczywiście odbija się na jego psie, albo rezygnuje zupełnie i nawet nie podejmuje próby.

Oprócz filozofii dwóch różnych skarpetek, wyznaję w życiu jeszcze jedną. Dużo ważniejszą. Nie chciałabym być nigdy tym człowiekiem, który jest kłodą i kamieniem rzuconym pod nogi w czyjejś historii. Nie chciałabym nigdy, aby przeze mnie ktoś czuł się pociągnięty w dół, aby zrezygnował z czegoś, zatrzymał się w rozwoju. Takie sobie zrobiłam założenie już dawno temu. Nie jestem krystaliczną matką Teresą. Też czasem ponarzekam, powkurzam się na coś, czy na kogoś. Bywam złą bubą, ale w ogólnym rozrachunku polecam za każdym razem, gdy świerzbi nas język, zastanowić się dwa razy, czy to co zaraz powiemy kogoś zbuduje, czy złamie. To zabiera wiele toksyczności z naszego życia.

•••

Pro tipy na żale

Ludzie gadają o sobie nawzajem. Mniej, lub więcej, ale robią to. Człowiek bywa zazdrosny, rozżalony, miewa poczucie niesprawiedliwości, które niejednokrotnie jest słuszne, ale można pracować nad tym, by wynikało z tego coś dobrego. Wyrzucenie żalu z siebie jest zdrowe, ale nie jest dobre, gdy przekuwamy to w atak na drugiego człowieka. Jeśli nie odpowiada nam czyjeś zachowanie i ma realny wpływ na życie innych, powiedzmy mu o tym, ale w sposób, który go nie obraża i nie zamyka na krytykę. Jeśli nikomu nie szkodzi byciem sobą, to niech sobie będzie co nas to obchodzi? Niech mu się dobrze żyje. Nawet możemy pograżynkować na jego temat, jeśli wybitnie nas drażni, ale nie musimy mu sprawiać przykrości jeśli on nikomu jej nie sprawia.

Poza tym, jedną z lepszych rzeczy w życiu, którą człowiek może dla siebie zrobić jest zamienić zawiść w determinację.

Która postawa przyniesie więcej pożytku nam i całemu światu?

To:

„On ma lepszy sprzęt foto, lepiej wypada na zawodach, ma „lepszego” psa (sic!)”.

„Zdjęcia robi mu sprzęt, zawody wygrywa bo ustawione, albo niesprawiedliwie taki dobry pies mu się trafił. Usiądę więc na tyłku, anonimowo wytknę mu co o nim myślę, sprawię mu przykrość i nic więcej z tym nie zrobię”.

Czy to:

„On ma lepszy sprzęt foto, lepiej wypada na zawodach, jego pies wydaje się sprawniejszy”.

„Zapracuję na taki sprzęt, albo nauczę się lepiej korzystać z tego co mam, żeby kiedyś być taki jak on, lub lepszą wersją siebie. Być może moje wyposażenie pozwoli mi zbudować coś własnego co będzie wartościowe? Wyjdę do parku poćwiczyć i może kiedyś staniemy obok siebie na podium. Jego pies śmiga jak szalony, a mój to tak niespecjalnie? Dobrze, będziemy trenować, uczyć się i bawić. Może kiedyś też tak pośmigamy, a może mój pies woli inny sport? Nie szkodzi. Zdobyta wiedza już zostanie, być może kiedyś pojawi się szczyl, z którym spełnię się w tej dyscyplinie, a obecne futro niech ma szczęśliwe życie robiąc coś innego. Ono też jest żywym, czującym stworzeniem przecież. Ktoś potrafi coś czego ja nie potrafię? Jeśli mogę, pójdę się tego od niego nauczyć”.

Proste co? Zazdrość jest ekstra, jak sobie z niej zrobimy zdrowy motor do działania. Zazdrość, która strzela w obiekt zazdrości laserami i piorunami nie jest super.

•••

Żeby sprawiedliwości stało się zadość

Ja w psie sporty się bawię. Nie mam ciśnienia na podium. Mam marzenia, ale nie mam presji. Udało mi się trafić na super ludzi wokół. Jeśli ktoś mówi o mnie coś nieprzyjemnego (chociaż nie sądzę, żebym dla kogokolwiek była na tyle absorbująca) to po prostu to do mnie nie dociera i dobrze mi z tym. Być może żyję w tęczowej bańce, trudno, nie planuję tego zmieniać. Planuję dalej wzruszać się przy barierkach nad sukcesami moich ziomków i cieszyć się z nimi.

Jak kogoś przyłapuję na nie sprzątaniu kupska, albo złym traktowaniu swojego psa, to mu to mówię prosto w twarz, a jak widzę, że mistrzowie Polski, Europy, czy inne teamy z kilkunastoletnim doświadczeniem wygrywają kolejne zawody, wydaje mi się to bardziej oczywiste, niż podejrzane.

Jednakże absolutnie rozumiem, że są ludzie, którzy traktują psie sporty poważniej. Z większymi ambicjami, prawdopodobnie trenując więcej i ciężej, takie które w pełni zasługują na docenienie. Rozumiem ich żal o każdy punkt, który stracą przez niedopatrzenie sędziego. Kumam, czaję, ale nie tędy droga. Skoro jest potrzeba naprawienia pewnych aspektów, które ludzi martwią i drażnią, niech stworzą dojrzałą grupę, na której dyskusja nie zamieni się w klub Grażyn, rozsiewających toksyczne opary i sprawiających, że nowi ludzie boją się wkroczyć do tego świata. „Kiedyś było lepiej”. Nie wiem, nie było mnie tu wtedy, ale wierzę, że mogło być lepiej, bo było z pewnością kameralniej, a więc i mniej „grupek”, mniej „świeżaków” nie znających zasad, pewnie bardziej swojsko. Ja to rozumiem, ale to nie wróci. Psie sporty się rozrastają, będzie coraz więcej zawodników i tym co powinno ich wszystkich teraz interesować to wspólne budowanie świadomości, kultury i wsparcia. Jeśli ludzie dookoła będą widzieć pozytywne twarze, nie będą mieli ani kompanów, ani powodów do plot. Krytykę pełną zrozumienia i empatii z chęcią przyjmie każdy, krytykę będącą atakiem każdy atakiem odeprze. Jeśli będziemy się tylko wspierać, nikt nie pomyśli, że można inaczej.

Rozumiem też, że trudno jest powiedzieć coś głośno na temat czołowych zawodników, którzy mają za sobą wsparcie wielu ludzi. Trudno też pożalić się na ich temat sędziom, skoro część z nich sędziami jest, albo zna się z nimi prywatnie – czaję. Jednak jeśli kogoś coś w tym temacie boli, nie ma innej możliwości niż porozmawiać jak człowiek z człowiekiem. Nie ma. Nikt kto jakkolwiek szanuje swoje zdrowie psychiczne, nie będzie się przejmował anonimami z internetu bo by zwariował. Anonimowo to ja się dowiedziałam kiedyś, że Vuko jest dzieckiem, matki Rivera, tyle są warte te internetowe ploty. Myślę, że jakieś miejsce do zbierania uwag na temat zawodów jest dobrym pomysłem. Organizatorzy mogą nie widzieć i nie wiedzieć wszystkiego, ale nie w takiej formie, nie w taki sposób, który buduje jeszcze większe podziały zamiast coś usprawniać.

•••

Słowo otuchy

Dla wszystkich tych, którym być może troszkę zwiędły skrzydełka po przeczytaniu kilku plot, ploteczek i nieprzychylnych komentarzy, zacytuję samą siebie. Pisałam o tym kiedyś w tym wpisie, ale przytoczę fragment, o który głównie mi chodzi.

Człowiek w swojej najbardziej pierwotnej istocie, mimo wszelkich altruistycznych zachowań jest egoistą, skupionym na sobie i swoich bliskich i to zupełnie normalne. Możemy z wielką chęcią nieść pomoc innym, interesować się losem pokrzywdzonych, ale każdy z nas idzie swoją własną drogą i opowiada swoją własną historię, w której to on jest głównym bohaterem, nawet gdy całe życie poświęca pomocy pokrzywdzonym.

Wydaje Wam się, że każdy tylko czeka na Wasze potknięcie, że jeśli powiecie coś nieodpowiedniego, to świat zapamięta to na zawsze, więc lepiej w ogóle nie mówić? Wy będziecie to wertować w głowie pół nocy, a świat zapomni po 30 sekundach, zajęty swoimi zmartwieniami. Na własne życzenie pozbawiamy się cudownych doświadczeń, pięknych uczuć, emocji, dobra, radości tylko dlatego, że boimy się oceny świata, a prawda jest taka, że świat i tak najbardziej zainteresowany będzie sam sobą. Dlatego najważniejszą rzeczą, która pozwala rozłożyć skrzydła i oderwać się od ziemi jest nie myśleć o tym co sądzą o nas inni. Dopóki nikogo nie krzywdzimy, róbmy co chcemy i jak chcemy, dajmy to robić innym i podziwiajmy jak i oni rozkwitają”.

Krytyka otacza nas wszędzie. W pracy, w szkole, w kręgach naszych zainteresowań. W niektórych sportach potrafi być pełna psychologicznych zagrywek, mających za zadanie podłamać nas jeszcze na długo przed startem. Taki jest świat, nie uciekniemy od tego, trzeba nauczyć się sobie z tym radzić. Jednak możemy sami starać się być dla innych tacy, jak chcielibyśmy żeby byli dla nas. Konstruktywną krytykę od mądrzejszych przyjmować z pokorą. Bezpodstawny hejt olać i robić swoje, a jak ktoś nas jawnie obraża to można być albo „mądrzejszym”, albo powiedzieć mu, żeby się gonił i odejść w swoją stronę, ja się wciąż uczę tego pierwszego. Starajmy się być lepszą wersją samych siebie i bądźmy zwyczajnie w porządku dla innych. Możemy się lubić, lub nie, ale okażmy sobie na wzajem szacunek.

 

 

6 uwag do wpisu “Hejted – srejted

  1. White_Paws

    Dopiero co się zbieram po wczorajszej fali hejtu na mnie bo mam terrera. Niewielu ludzi potrafi zrozumieć iż … Frida zabiła trzy myszy , dwie jaszczurki i żabę. Jestem wegetarianką z powodu szacunku dla zwierząt i mocno przeżywam komentarze o tym ,że mój pies ma silny instynkt. Jedna PRZEMIŁA pani zasugerowała … eutanazję. Ja naprawdę staram się by do takich sytuacji nie dochodziło. JA SIĘ NAPRAWDĘ STARAM. Ale nie – ludzie wolą zjechać jak burą szmatę i pomyśleć ,że pokonali seryjnego mordercę…

    Polubienie

  2. Piszesz o zawodach, ale mnie też uderzają wystawy. Pamietam pierwszą, na którą pojechałam. Stwierdziłam, że musi być tam super. Masa ludzi, którzy uwielbiają psy, znają się, majà tyle wiedzy o rasach…. Byłam młoda, nie ma co się śmiać 😋. I oczywiście te wszystkie rzeczy są, idą ze sobą czasami w parze a czasami nie 🤷🏻‍♀️, ale to co wiem dziś napewno to to, że jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, porozmawiać to wystawa z pewnością nie jest dobrym miejscem. I pomijam już to, że można nie mieć czasu, bo to mogłabym zrozumieć. Ale uwierzcie mi często przyjemnie nie jest. A szkoda. Naprawdę szkoda, bo to idealne miejsce na edukowanie ludzi! Przecież wszystkim nam właśnie o to chodzi, żeby wiedza była jak najlepsza, żeby ludzie nie brali psów pod choinkę, bo są ładne, czy z miejsc, które nie dbają o zdrowie szczeniąt.

    Polubienie

  3. No cóż, dzisiejsze czasy uławiają hejtowanie. Internet wszystko przyjmie, no i nie trzeba powiedzieć tego człowiekowi prosto w twarz. Dawniej także kwitło obmawianie za plecami, komentowanie i ocenianie, grupki wzajemnej adoracji. Jest taki typ ludzi i nic na to nie poradzimy. Najważniejsze, żeby się na to uodpornić – wiem, że nie zawsze się da. Nie wszyscy muszą nas lubić i nie musimy lubić wszystkich.
    Pamiętajmy jednak, że:
    przed dwudziestką człowiek się przejmuje, co obcy ludzie o nim myślą,
    po dwudziestce – nie przejmuje się, co o nim myślą,
    po trzydziestce już wie, że ludzie wcale o nim nie myślą,
    a po czterdziestce zdaje sobie sprawę, że zazwyczaj ludzie w ogóle mało myślą.

    Polubienie

      1. Wzajemne poklepywanie się po plecach to domena każdej trzymającej się grupy, mnie się podoba jak ludzie płacą wpisowe żeby potem za swoje pieniądze odbierać nagrody, medale i dyplomy. Taka wzajemna hipokryzja, ale co tam będę Ci tłumaczył, czujesz klimat.

        A co do sprzętu… uwielbiam tych, którzy pytają się mnie czym nagrywam swoje filmiki. Jakby nie dociera do nich prawda, że naprawdę nie ma znaczenia czy trzymają w ręku najnowszy aparat czy mikrofalówkę. Zdjęcie będzie różnić się tylko wielkością MB na dysku, ale ujęcie będzie takie samo.

        Ja też się przestałem przejmować opiniami tych wszystko wiedzących, którzy nagrywają w miliardzie K, bo taka jakość!!!

        A potem i tak oglądają to na telefonie…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s