Dwa psy w domu – jak przetrwaliśmy i czego nauczył mnie pierwszy rok razem

aweDwoje ludzi, w tym jeden z obowiązkiem wychowawczym. Mieszkanie nie obfitujące w metry kwadratowe, codzienne obowiązki bez taryfy ulgowej, jeden dorosły, stateczny, ale hiperwrażliwy pies i on – nowy domownik, który wparowuje do tego ułożonego, spokojnego życia i sieje umykający gdzieś za mgłą wspomnień szczenięcy chaos. Zastanawiasz się jak przeżyć pojawienie się drugiego psa? Zadajesz sobie tysiąc pytań logistycznych? Super, to tak jak ja przez połowę kończącego się już roku. Chodź strapiony wędrowcze, usiądź spokojnie, pogłaszczę Cię po głowię i powiem: „jak ja przeżyłam, to i Ty przeżyjesz”

•••

Zwodnicza faza wyparcia 

Jeśli macie w domu więcej niż jednego psa i jeśli stan ten trwa dłużej niż rok, z pewnością (nie uwierzę, że nie), cierpicie na powolną fazę wyparcia i zapomnienia. Zaczyna Wam się żyć miło i przyjemnie, a wspomnienia pierwszego chaosu są jakby zamglone i jakieś takie niewyraźne. Gdy trafiają do Was strapione duszyczki, które pytają:

„Hej, myślę nad drugim psem, jest dużo trudniej to ogarnąć?”

odpowiadacie:

„A gdzie tam, no jedzą więcej, jak chorują to grupowo, ale jest super i dużo weselej, nie wyobrażam sobie już życia z jednym psem”.

No i pytasz takich dwóch, trzech i każdy odpowiada to samo. Myślisz sobie: „dobra, przetrwam znów te pieluchy, te obsikane dywany, ten pierwszy chaos i jakoś będzie” – ta…

Te rozmowy w odniesieniu do moich doświadczeń, bardziej niż cokolwiek w życiu, pokazały mi trzy rzeczy:

• Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia

• Ludzki (zdrowy) mózg ma niesamowitą zdolność do autonaprawy i dbania o samego siebie, usilnie wypierając wszelkie traumy, skazy i złe wspomnienia.

• Każdy kolejny domownik w stadzie, zmniejsza Twoją zdolność do racjonalnego definiowania trudności powiększenia rodziny.

•••

Co usprawnia proces wprowadzenia do domu drugiego psa (albo i czego brak, ten proces utrudnia)

i co sprawia, że ciotki, które pozdrawiam z tego miejsca i całuję, wcale nie musiały cierpieć na ogromne wyparcie, mówiąc, że jest tak miło i lekko. Po prostu wprowadziły drugiego psa do domu na dogodniejszych warunkach niż ja. W tej części wpisu, zobaczycie też mniej więcej jakie było nasze zaplecze i świat przedstawiony.

• Drugi człowiek do pomocy

Nie będę tutaj psioczyć i marudzić na mojego dziada. Warunki, które wspólnie ustaliliśmy były dość proste. „Będę kochał i przytulał, nie będę psuć elementów wychowawczych, ale to Twój pomysł, Twoja chęć i Twój obowiązek”. Zgodziłam się na to wiedząc, że to moje konsekwentne dziadostwo będzie się tego trzymać i jeśli już wyciągnę go na spacer z dwójką psów, to tylko jako formę niedzielnego relaksu, nie obowiązku. Można więc swobodnie uznać, że byłam samotną matką, z dwójką psów na głowie i jeśli macie chętną do pomocy parę rąk to cieszcie się bardzo. Gdy w pobliżu jest ktoś, kto może równolegle z nami pracować z drugim zwierzem, dużo łatwiej jest przepracować:

• wspólne spacery z dwójką

• odwoływanie się młodszego od zabawy ze starszym

• czekanie na swoją kolej

Ponadto druga osoba odciąży Was z części obowiązków. Wyjdzie z psami, gdy już padacie na twarz. Odejmie może nie połowę, ale choćby i 1/3 z zadań. To jest przeogromna pomoc.

• Dom

Jestem przeciwniczką teorii, że pies w mieszkaniu się męczy. Dom z ogrodem jest spoko pod warunkiem, że zapewniamy psu regularne spacery i nie idziemy na łatwiznę, wypuszczając go na trawkę żeby się wysikał i „wybiegał”. Jednak! O ile łatwiej byłoby mi wprowadzić szczeniaka do domu, w którym miałabym możliwość:

• rozdzielić swobodnie psy do osobnych pomieszczeń, nie musząc stosować do tego klatki, której szczenię jeszcze nie pokochało

• ćwiczyć ze starszym psem, gdy młodszy nie umie jeszcze poczekać na swoją kolej, tak aby nie słyszał wspólnych zabaw (np. w ogrodzie)

• wypuścić psy na szybkie siku, gdy ginę w chusteczkach, smarkam, lub spotykam się z toaletą co 15 minut, a tu jeszcze trzeba wyjść (z każdym osobno! ale o tym za chwilę)

• spokojnie wyjść na spacer po zielonych terenach, po prostu otwierając drzwi od domu, nie musząc użerać się z windą, schodami, ludźmi z psami bez smyczy, które wpadają na nas na korytarzach itp. Dwa psy, dwie smycze i ciasne przejścia to naprawdę nie jest coś superłatwego do ogarnięcia dla takiego zwykłego człowieczka jak ja.

•  Trochę więcej czasu 

Poza psami mam normalne, ludzkie życie. Czasem dość zapracowane i w takich momentach odbieram czasu sobie, żeby psy nie były poszkodowane. W sytuacji, w której nie miałam do pomocy drugiego człowieka, nie miałam też urlopu wychowawczego, ani w ogóle żadnego, nie pracowałam zdalnie z domu i trzeba było co rano wstać i wyjść na kilka godzin, minuty skurczyły mi się przeokrutnie. W początkowej fazie szczenięcej nie mogłam dawkować czasu wspólnie. Każdy wychodził osobno, a więc i ja wychodziłam osobno…dwa razy. Cóż, przynajmniej mogłam jeść więcej ciastek, tylko tak trochę padałam na twarz.

• Stado 

Mając w domu psie stado, szczeniak wprowadza się tam jakoby sam i wpasowuje jak plastelina, na lekko innych warunkach. Ekspertem nie jestem, ale rozmawiając i obserwując ludzi, którzy mają już zwierza trochę więcej pod dachem, trudno nie dostrzec, że każdy kolejny domownik, dołącza z mniejszą trudnością.

• Odrobinę prostszy w obsłudze pierwszy domownik

Ze wszystkich możliwych zachowań pierwszego psa w domu, bycie wrażliwym jest akurat najmniej problematyczne. Dużo trudniej jest przeprowadzić proces wprowadzenia narybka, gdy starszy stażem jest bardzo agresywny, terytorialny, broniący wszelkich zasobów, lub ma problem w komunikacji. Vuko jest po prostu wrażliwy, ma mięciutkie serduszko. Do tego jest bardzo cierpliwy w stosunku do szczeniaków, pięknie się komunikuje i był genialnym wsparciem wychowawczym pod kątem wskazywania rzeczy zakazanych u Vukowskich. Jednak nadal, to jego wrażliwość była chyba najtrudniejszym dla mnie elementem, który wpływał na całą masę aspektów naszego życia. River jest znacznie bardziej odporny na presję przewodnika, co znaczy, że tam gdzie on miał w swoim małym, puchatym zadku prostą korektę, Vuko już chował się gdzieś pod kołdrą w smutku (nie pomagały osobne komendy dla każdego psa). Niestety skorelował też sobie, że gdy szczenię piszczy, ja robię się nieszczęśliwa (trudno nie być nieszczęśliwą jak to małe diabelskie nasienie wydaje z siebie dźwięki o takiej częstotliwości, że martwego by z grobu wyciągnęły). Gdy próbowałam coś zrobić ze starszym, a młodsze czekało na swoją kolej, wystarczyło krótkie piśnięcie, by duży odmówił pracy. Ponadto dobre kilka miesięcy zajęło nam wspólne dogadanie się względem granic, jakie Vuko może wyznaczyć w kontaktach z Riverem, jednocześnie nie pozwalając mu wejść sobie na głowę, ale o tym za chwilę. Generalnie pies tak czuły i wrażliwy na swojego opiekuna, to pies specjalnej troski. Możecie się spodziewać, że będzie potrzebował w tym wszystkim Waszego wsparcia równie mocno, co Wy jego.

• Odrobinę prostszy w obsłudze drugi domownik 

Wiecie, szczeniaki są różne, psy są różne. Różnie to bywa. Ja wiedziałam na co się piszę i z pełną świadomością wzięłam pod dach wspaniałego, ale bardzo energicznego, mocno zainteresowanego człowiekiem psa, który chciałby robić…dużo. Z radością i dumą przyznaję, że odpoczywania nauczyliśmy się całkiem sprawnie jak na te dzikie chochliki w riverowej głowie, ale wiem, że są papuciątka, które będą spokojniejsze, cichsze, mniej absorbujące i w ogóle jakby ich mniej będzie w domu i dużo tym ułatwią.

Naprawdę psy potrafią być skrajnie różne, nawet w obrębie jednej rasy.

•••

Z tych wszystkich ułatwień, jak myślicie ile posiadałam ja? Domyślacie się już? Macie? Tak, zero, okrąglutkie zero. Jedynym i największym wsparciem w tym wszystkim był Vuko, wtedy gdy nie cierpiało mu serduszko i dziad mój, gdy już naprawdę tonęłam w chusteczkach.

Gdy macie już nakreślone tło, w którym:

• mieszkam na ograniczonym metrażu*

• w opiece nad psami jestem sama

• starszy pies cierpi przy każdym skrzeku młodszego, jest wrażliwy i wymaga wsparcia

• młodszy jest bardzo energiczny, wszędzie go pełno i chętnie robiłby dużo więcej, niż człowiekowi czasem sił wystarcza

• wspólne spacery nie wchodzą w ogóle w grę na początku

• nie siedzę w domu na urlopie

Zapraszam na część, w której opisuję jak to wszystko przeżyłam i co wymagało ode mnie największej logistyki i rozkminy.

* Spytacie dlaczego zdecydowałam się na drugiego psa, mając ograniczony mocno metraż. Bo wiedziałam, że i tak zbliża się opuszczenie tego metrażu i w tej chwili jest to w fazie finałowej, a narybek przynajmniej wychował się w mieście i proces socjalizacji był przy tym ułatwiony.

I jeszcze tylko adnotacja:

To nie tak, że ja tu marudzę wielce i jęczę. Są domy, do których sprawdza się psy po przejściach, rozdziela się zwierzaki na lata bo nie mogą się znieść. Zdarzają się rodziny, w których mamy ze trzy, albo i cztery przewlekle chore futra, zjadające mnóstwo czasu, uwagi i serca. Są jednak też takie domy, w których nowy szczeniak od pierwszych dni radośnie drepta przy starszyźnie, nie próbując wyszarpać smyczy z rąk i wejść drugiemu psu na głowę (dosłownie). Bywa i łatwiej i trudniej niż miałam ja, a to co opisuję to po prostu moja perspektywa i jestem niemalże pewna, że gdy zapytacie kogoś z powiększonym składem jak mu się wiedzie, każdy odpowie Wam coś innego o swoich doświadczeniach.

•••

Moje główne pytania i rozterki

czyli tematy, w których zdawałam najwięcej pytań sobie samej oraz wszystkim życzliwym, pomocnym i litościwym ludziom wokół mnie.

Zacznijmy od tych najbardziej rozbudowanych

• Jak zostawić dwa psy same w domu?

Opcja najprostsza

Każde zostaje w osobnym pomieszczeniu, zamkniętym na drzwi. Jeśli któryś pies tego wymaga, zostaje w klatce. Gdy uznajemy, że są na to gotowe, zostawiamy razem same (będziecie wiedzieć kiedy to).

Jak wyglądało to u nas

Czyli z brakiem opcji odizolowania psów inaczej, niż poprzez klatkowanie, w sytuacji, w której szczeniak jeszcze klatki nie pokochał. Bez osobnych pomieszczeń do rozłożenia psów.

Jeśli jest taka możliwość, fajnie spróbować z bobasowymi bramkami. Starszy zostaje sam tak jak zostawał do tej pory, a młodszego wprowadzamy w świat samotności, jak uznajemy za słuszne. Rozdzielone od siebie płotem.

Ja nie miałam takiej możliwości, a umieszczenie psów razem samych nie wchodziło w ogóle w opcję. Ponieważ River zostawał w domu zupełnie bez problemu. Nie niszczył, nie piszczał, nie biegał. Robił dokładnie to samo co Vuko – spał. Nie ma człowieka – nic się nie dzieje, śpię. Dziękuję Ci losie, za to dobrodziejstwo u moich psów. Uznałam, że spróbuję podczas swojej nieobecności klatkować starszego, który kennel zna i lubi, a młodsze, które dopiero to ogarnia, niech siedzi luzem, skoro nie sprawia problemów. To był błąd! Być może w innych okolicznościach nic by się nie stało, ale w naszej sytuacji, doprowadziło to do ogromnej frustracji u Vuka. W swojej głupocie nie pomyślałam, że skoro szczeniak tak chętnie i często zaczepia starszyznę, to samo będzie robił, gdy nie będzie mnie w domu. Tylko tym razem, starszyzna w klatce nie będzie miała możliwości odejść od niekomfortowej sytuacji. Gdy zauważyłam problem z totalnie rozwalonymi emocjami u Vukowskiego i gdy znalazła się dobra dusza podrzucająca mi trop – zmieniłam strategię. Szczeniak wylądował w klatce, starszy na zewnątrz i wszystkie emocjonalne wariactwa zniknęły od tak, po kilku dniach. Ostatecznie okazało się, że początki, w których najpierw szczenię zabierałam ze sobą, później Vuko pocierpiał w klatce, a ja wracałam trochę wcześniej do domu niż zwykle, wystarczyły by przepracować kennel na tyle, żeby narybek mógł już w nim zostawać pod moją nieobecność.

Ważne!

Dlaczego w ogóle rozdzielać psy, nawet jeśli świetnie się już dogadują? Ja w tej chwili nie zostawiam chłopaków razem samych tylko dlatego, że zaczęli się ze sobą bawić i bywają w tym bardzo energiczni. Nie wiem (jestem w trakcie sprawdzania systematycznego i powolnego), czy zostawieni wspólnie beze mnie, postanowią uskuteczniać to co uskuteczniają osobno, czyli sen, czy zaczną dzikować i bez mojej pieczy nad tym wszystkim prosić się o nieszczęście. Wiecie, że wspólne psie brykanie jest jednym z częstszych powodów wszelkich kontuzji? Szczególnie jeśli mamy w zestawie brykającym dużego, ciężkiego, kabańskiego psa i małe, kruche, kształtujące się ciałko, które źle upadnie i już można mieć problemy.

•  Jak dać się psom dogadać?

Opcja najprostsza

Psy od początku ładnie się tolerują i komunikują. Młodsze nie jest wybitnie nachalne, starsze odpowiednio się wyraża. Jest delikatne, ale wyznacza granice, które są respektowane w normie szczenięcej głupoty.

Tutaj wystarczy tego nie zepsuć. Pilnować szanowania przestrzeni każdej ze stron i bezpieczeństwa. Dać psom ze sobą pogadać.

Jak to wyglądało u nas

Starszy toleruje szczeniaka, ale miewa przebłyski zazdrości, frustracji, nie jest pewien na co może sobie pozwolić w komunikacji z narybkiem. Młodszy jest dość nachalny, słabo reaguje na sygnały.

Przestrzeń dosłownie i w przenośni była najważniejszym elementem całego procesu ogarniania relacji mojej dwójki futer. Był moment, w którym Vuko zdawał się przytłoczony obecnością i zainteresowaniem Rivera. Pewna frustracja, pojawiająca się w tym wszystkim, dała pokaz kilkoma reakcjami, które mi się bardzo nie podobały. Moja korekta sprawiła jednak, że starszy w swojej grzeczności odpuścił zupełnie i młodszy zaczął wchodzić mu na głowę. Wkroczyłam więc z solidnym planem o kryptonimie: „przestrzeń dla wszystkich” i zaczęłam działać, obserwować niczym sokół na skale i rozplanowywać wtrącanie swojego zdania bardzo strategicznie. Co to oznaczało w praktyce?

  • Gdy tylko Vuko odchodził na bok wyraźnie szukając sobie miejsca, a River do niego podchodził, zamieniałam się w czytnik sygnałów. Jeśli zauważyłam te subtelności, których szczeniak nie widział, choćby drobne odsunięcie głowy, ziewnięcie, zmiana oddechu. Wstawałam, podrzucałam młodemu komendę na zostawienie starszego i izolowałam go od Vuka. Czasem wystarczyło zająć go czymś innym, czasem potrzebna była klatka, a jeszcze później wystarczyło słowne upomnienie i River wiedział już o co chodzi. Gdy to robiłam, puchaty momentalnie odsapywał i kładł spokojnie głowę na ziemi. Widać było, że z czasem czuje się coraz spokojniejszy i mniej przytłoczony, bo wiedział, że jestem na miejscu by skontrolować sytuację za niego, gdy tego potrzebował.
  • Gdy pierwsze emocje trochę opadły i Vuko zaczął odczuwać przestrzeń osobistą,  nagradzałam słownie drobne przejawy odpowiedniej komunikacji, balansując między tym co wolno, a czego nie i wydłużając moment mojego wkroczenia. Gdy Vuko przełamał się i znów spróbował postawić szczeniakowi granicę w odpowiedni sposób, został za to pochwalony. Gdy odrobinę się rozbestwił i wysyłał CS’y w sytuacjach, które mi nie odpowiadały, dostawał korektę dostosowaną do jego wrażliwości. Najczęściej było to moje krzywe spojrzenie. Ponadto River był nagradzany za przejawy zrozumienia tego co Vuko do niego mówi, a ja zaczęłam się odrobinę odsuwać w cień, wciąż krążąc nad gniazdem i kontrolując głupie wybryki, ale zostawiając im przestrzeń do komunikacji, w momencie, w którym widziałam już, że żadna ze stron nie potrzebuje aż tyle mojego wsparcia.
  • Nie wtrącałam się też w momencie, w którym Vukowski robił za domowego szeryfa, ponieważ był w tym bardzo rozsądny, rozważny i skuteczny. Dałam puchatemu przestrzeń do funkcjonowania jako mój „zastępca”, bo wymagał respektowania prawa w sposób delikatny, a jednak stanowczy i widziałam, że pomaga mu to zbudować pewność siebie w komunikacji ze szczeniakiem. Jednocześnie nie nadużywał tego co dostał. Mało tego, poczucie kontroli i możliwości wypowiedzenia się, sprawiło, że stał się też dużo bardziej cierpliwy, mniej sfrustrowany i bardziej zainteresowany kontaktem ze szczeniakiem. Zaczęli spać obok siebie, leżeć obok siebie, jeść gryzaki obok siebie i nikt od nikogo nie uciekał. Obecność młodzieży przestała przytłaczać starszyznę.
  • Stosowałam się też do zasady, która mówiła o tym, że ten pies, który zaczepia ma prawo usłyszeć od drugiego: „spadaj”, ale nie godziłam się na sytuację, w której zwierz zaczepiający, sam z siebie podchodził być niemiłym. Leżysz, chcesz mieć spokój, coś Cię zaczepia? Możesz to wysłać w diabły. Postanawiasz podejść i przyczepić się do czegoś, mimo, że nic od Ciebie nie chciało? Nenenenene, not on my watch.

Opcja dużo gorsza

Wszelkie sytuacje, w których zaczyna być już naprawdę niebezpiecznie. Mocna agresja, czy lękliwość, któregoś z psów itd.

Jeśli Wasze psy nie są w stanie w żaden sposób choćby przebywać obok siebie bezpiecznie, najlepiej zapytać o pomoc kogoś doświadczonego, kto dostosuje postępowanie do Waszego przypadku. Większa część pracy sprawdza się tu do rozdzielania psów, ale nie kompletnego izolowania (np. barierki, czy smycz) i nagradzania wszelkich form prawidłowej komunikacji oraz wielu wspólnych, smyczowych spacerów, tak, żeby psy nauczyły się swojej obecności i tolerowania siebie na wzajem.

•  Jak ćwiczyć z dwoma psami w domu?

Opcja najprostsza

Dużo sprowadza się znów do posiadania trochę innego metrażu. Jeden pies w jednym pomieszczeniu, a my ćwiczymy w drugim. Stopniowe wprowadzanie szczeniakowi czekania na swoją kolej, na takim poziomie na jakim jest w stanie wytrzymać. Z początku dla małego gluta samo słyszenie nas za drzwiami, czy w ogóle odizolowanie od nas może być problematyczne, więc skupiałabym się na ćwiczeniach ze starszyzną na dworze i rozsądnym wprowadzaniu czekania z maluchem, nagradzając za każde drobne wysiedzenie, ale ekspertem w tej dziedzinie to ja nie jestem. Świetną opcją byłaby pomoc drugiej pary rąk, która nagradzałaby szczeniaka za grzeczne oczekiwanie, gdy my ćwiczymy, albo automatyczny podajnik jedzenia, jak ten tu. Oczywiście jak zwykle dużo zależy od naszych futer. Są szczyle, które grzecznie wysiedzą na zadku, a są…pomioty, które przeżyć nie mogą, że nie robią 😉

Jak to było u nas

Jak już wspominałam, opcji na osobne pomieszczenia, ogród czy inne takie nie było, więc z samego początku Vuko ćwiczył tylko na dworze, na spacerach. Gdy River był w stanie wyleżeć choć chwilę (na przedłużonej komendzie), zaczęłam robić ze starszyzną ćwiczenia, które są jak najmniej ruchliwe, pobudzające, czy głośne. Komendy wypowiadałam szeptem, lub samym tylko gestem, a River w tym czasie proszony był o pozostanie na kanapie. Dostawał nagrodę za każde wysiedzenie w ciszy, w miejscu, po każdym, nawet pojedynczym ruchu Vuka. Gdy zaprzyjaźnił się z klatką, dostawał w Kongu coś absolutnie najwspanialszego, co mogłoby konkurować z ruszającym się obok psem i wtedy starałam się przećwiczyć elementy bardziej dynamiczne, lub większą ich ilość po sobie. Przede wszystkim na każdym kroku dostosowywałam się do możliwości szczeniaka. Jeśli zwierz nie jest w stanie wysiedzieć w klatce, to nie wsadzam go tam i nie nakręcam ćwiczeniami obok. Jeśli zrywa się z zostawania, to wałkuję to, zanim przejdę do zostawania przy drugim psie. Jeśli obrót Vuka, jest dla niego za trudny, to ćwiczę podawanie łapy. Gdy próby leżakowania przy innych psach na zajęciach grupowych zaczynają go przerastać, wychodzę do drugiego pomieszczenia itd. Pozwalanie na eskalowanie emocji, w sytuacji zbyt trudnej i dopuszczenie później do nagrody w formie treningu nie przyniesie żadnego pożytku.

Teraz jest już u nas dużo lepiej. W tej chwili jestem w stanie porobić kilka rzeczy z dużym, a mały nie dramatyzuje, ale droga do sensownego oczekiwania na swoją kolej jeszcze daleka. W tym temacie jestem moim zdaniem raczej słaba, polecam zerknąć do Pauli Gumińskiej, bo ona genialnie pokazuje jak uczyć psa siedzenia na zadku i czekania, o tu.

•  Jak spacerować z dwoma psami?

Czy w ogóle spacerować razem?

Pytałam na ten temat przeróżnych ludzi i ilu tych ludzi, tyle odpowiedzi. To czy powinniśmy wychodzić od początku razem, czy osobno zależy moim zdaniem od naszych psów i naszej zdolności ogarnięcia tego. Jeśli jesteśmy w stanie przedstawić szczeniakowi świat, poćwiczyć z nim i kontrolować odpowiednio, jednocześnie mając pod opieką drugiego psa, to myślę, że spokojnie można wspólnie sobie dreptać. Ja jednak długo chodziłam z moimi futrami na osobne spacery. Zwykłe wyjście na sikupę w dwójkę było dla mnie trudne. River bardzo nakręcał się obecnością Vuka. Skakał, gryzł smycz, szarpał się nią (rozładowując emocje), biegał, skupiał się na wszystkim innym niż sikanie. Zaczepiał starszego i generalnie był niesamowicie absorbujący. Choć starszyzna nie była wymagająca, to zwyczajnie się męczyła. Dla puchatego spacer był w początkowych fazach stada odpoczynkiem od tego wszystkiego. Skoro zwykłe zaspokojenie potrzeby fizjologicznej było trudne, to wyjście na dłużej w trójkę nie miało najmniejszego sensu. Nie przynosiło absolutnie niczego dobrego. Ja dostawałam spazmów, targana na wszystkie strony, młody był zbyt nakręcony, duży cierpiał, no chaos i po co to komu?

Spacerowałam z każdym osobno. Vuko miał święty spokój na swoich wyjściach, River był kompletnym przeciwieństwem tego pomiotu, który wstępował w niego przy starszym i z ogromną przyjemnością wychodziłam z nim we dwójkę, mogąc odpowiednio pokazać mu świat, spokojnie poćwiczyć i bawić się razem. Z czasem, gdy emocje trochę przysiadły zaczęłam uskuteczniać wspólne wyjścia i przeżywać każdy spokojny spacer jak mrówka okres. Na tę chwilę, jeśli nie wstąpią w chłopaków piekielne emocje, jest całkiem miło, a River sporą część spaceru spędza na odwracaniu się w moim kierunku i czekaniu na jakieś zadanie, zamiast na maltretowaniu Vuka.

Co warto promować i przećwiczyć na spacerach smyczowych:

  • zwracanie na nas uwagi szczeniaka, nagradzanie każdy przejaw wybrania nas ponad drugiego psa, czy środowisko, reakcję na imię
  • czekanie w miejscu, aż drugi pies załatwi swoje sprawy, lub powącha swoje kwiatki, zamiast ciągnięcia w drugim kierunku
  • oczywiście nie ciągnięcie na smyczy, chociaż to długi proces
  • ignorowanie innych psów

No dobra, a co ze spacerami bez smyczy?

Dla mnie naczelnym celem w układzie Vuk-River-Ja, było to aby szczenię wybierało mnie ponad tak atrakcyjnego kompana jak duży, puszysty wuja – Vukowski. Do tego bardzo, bardzo martwiłam się o bezpieczeństwo szczeniaka, który w gonitwie ze starszym mógłby zostać zwyczajnie staranowany. Dlatego wspólne spacery bezsmyczowe zaczęliśmy uskuteczniać tak naprawdę po około pół roku. W  międzyczasie kładłam ogromny nacisk na przywołanie i skupienie na sobie paputa i co jakiś czas robiłam kontrolne wyjście, sprawdzające stan mózgu przy dużym, połączone z solidnymi ćwiczeniami w tym temacie. Jestem pewna, że jeśli szczeniak nie wykazuje aż takiego zainteresowania swoim towarzyszem, albo jeśli stadko jest większe, albo przewodnik bardziej doświadczony to można połączyć wyjścia wcześniej, lub od razu. U mnie jednak byłoby to tylko źródłem złych nawyków i mojego załamania nerwowego 😛

Szybkie pytania – szybkie odpowiedzi

•  Przywołanie

Czy psy mają jednakowe komendy na przywołanie?

Nie. Każdy z nich ma standardowe przywołanie na swoje imię, do tego komendę awaryjną i wspólną. U Rivera, udało mi się to poprowadzić na tyle miło, że w zasadzie imię przywołuje go praktycznie zawsze, poza naszym nemezis – biegającymi psach, gdzie wymaga to ode mnie większego zaangażowania. Vuko jednak ma za sobą szereg moich błędów i imię jest przez niego traktowane trochę bardziej pobłażliwie. Natomiast komenda awaryjna ma 100% skuteczność jak dotąd i ma status świętej. Nie chcąc tego zepsuć, podkładając ją też uczącemu się dopiero szczeniakowi, postanowiłam, że młode dostanie swoją własną i tyle. Jednocześnie odkąd zaczęliśmy spacerować bez smyczy wspólnie, wprowadziłam wspólne hasło, na które przybiegają razem. Oczywiście nie jest to moim zdaniem jedyne słuszne rozwiązanie, ale tak funkcjonuje to u nas.

•  Korekty

Czy psy mają osobne słowa na korekty?

Tak, ze względu na wrażliwość Vuka, który za bardzo brał sobie do siebie moje smutki na szczeniaka, postanowiłam podłożyć Riverowi pod to inne słowo. Odrobinę pomogło, przy drobnych domowych sytuacjach bez większych nerwów. Jednak starszy szybciej niż młodzież wziął sobie do serca komendę, która nawet do niego nie była skierowana. Jeśli macie wrażliwego psa to odmienne słowo trochę pomoże, ale nie spodziewajcie się, że zrobi wielki szał. Pies i tak więcej czyta po naszych emocjach, niż po tym co wychodzi z naszych ust.

•  Wizyty gości i nasze powroty

Jak wprowadzić do domu ukochanych przez starszyznę gości i jak wrócić do domu nie skłócając psów?

Powoli i osobno z każdym. Jeśli starszyzna miewa przejawy zazdrości, nie dopuszczamy na początku do wspólnego głaskania i kontaktów z jednym człowiekiem w tak dużych emocjach, jakie mogą towarzyszyć odwiedzinom. Najpierw wita się jeden, drugi jest nagradzany za czekanie, później wita się czekający. Jak już opadnie pierwszy szał i widzimy, że to bezpieczne można pozwolić na wspólne mizianko. Oczywiście, może być tak, że macie w domu zwierza, który nie będzie robił takiego dramatu, że jego ukochana ciotka przyszła przywitać tego małego śmierdziela. Jak w całym tym wpisie, wszystko zależy od poszczególnego przypadku.

•  Zazdrość

W naszym przypadku była to jedna z łatwiejszych rzeczy do opanowania. Gdy Vukowski zaczął już nawet lubić to małe – rozbrykane, a przebywanie obok siebie nie stanowiło problemu, spróbowałam głaskania i leżakowania na jednej kanapie synchronicznie. Zasada była prosta. Leżysz grzecznie – jesteś obok mnie. Wchodzisz na mnie, na drugiego psa, kopiesz w kanapie z frustracji, albo kłapiesz na drugie futro? Wstaję i odchodzę, bez słowa. Oba psy zajarzyły bardzo szybko jak powinny się zachowywać. Oczywiście każdemu zapewniam też czas na totalnie samotne pieszczoty, podczas, których drugi zwierz ma leżeć sobie spokojnie w nogach, albo gdzieś z boku.

•  Wspólne ćwiczenia

Czy ćwiczę z psami razem?

Tak i to coraz częściej. Na samym początku skupiałam się bardziej na unormowaniu relacji i kontaktów, a później przeszłam do wspólnej nauki od czasu do czasu i mam wrażenie, że jeśli jest to prowadzone sprawiedliwe (geez, psy mają niesamowite poczucie sprawiedliwości), to całkiem miło wpływa na mózgi obu futer w stosunku do siebie. Bardzo dobrze sprawdzają się wspólne ćwiczenia na samokontrolę, czy to przy użyciu zabawki, czy jedzenia. Daje to przydatne i ważne efekty w codziennym życiu.

Czy psy mają różne komendy przy ćwiczeniach?

Nie, mają po prostu podłożone przed komendę swoje imię. Różne mają przywołanie, korektę i komendę zwalniającą.

•••

Część o tym co wiedziałam w teorii, ale w praktyce i tak bezustannie nie mogłam się temu nadziwić

czyli kilka spraw, które niby wiedziałam, których niby się spodziewałam, ale jednak dotarły do mnie w pełni dopiero, gdy odczułam je na sobie.

•  Trzy sztuki to już stado

Wiedziałam, że mając kilka psów, dynamika i emocje wokół odrobinę się zmieniają, nie sądziłam jednak, że może to być tak widoczne już przy dwójce. Chociażby zwykłe wyjście na spacer, wymagało ode mnie szybkiego przepracowania na nowo reakcji na inne psy. Vuko, który normalnie totalnie ignoruje wszystko co futrzane wokół, nawet jeśli drze się na niego z całych sił, podczas spacerów ze szczeniakiem, stawał się bardziej czujny i obronny. Zdarzyło mu się nawet na etapie, w którym pozornie nie przepadał za narybkiem, odszczeknąć i zjeżyć się konkretnie na psy, które sprawiły, że szczenię wystraszyło się ich wrzasków. Spacer w powiększonym składzie, sprawiał, że zwierzyna moja zachowywała się w wielu różnych aspektach zupełnie inaczej niż osobno i myślę, że warto przepracować część pozornie zrobionych rzeczy na nowo, w nowym kontekście.

•  Różnice

Jeśli śledzicie nas trochę dłużej, wiecie, że do porzygu wręcz nadaję o tym jak to każdy pies jest różny, jak różne mogą być sposoby i problemy. No to odkąd mam drugiego psa, zupełnie mi na tym punkcie siadło na głowę. River jest skrajnie różny od Vuka. Nie lepszy, nie gorszy, inny. Każdy inny na swój ukochany sposób. To co sprawdza się u niego, nie sprawdziło się u starszego i na odwrót. Mając pod dachem więcej niż jedno zwierzę, trzeba być bardziej elastycznym niż kiedykolwiek. A mój poziom pokory w pracy z psami, wzrósł z: „o a ta znowu się tłumaczy”, do: „mejdej, teraz to ja już nie wiem nic”.

•  Emocje nakręcają emocje

Nie wiem czy wiele muszę tu dodawać. Dwa psy i więcej, to dwa i więcej źródła emocji – wszelakich, które będą oddziaływać na siebie na wzajem. Jeśli jeden pies zaczyna się nakręcać, pobudzać, smucić, cieszyć, czy złościć, drugi z dużym prawdopodobieństwem odbije te emocje u siebie. Dlatego tak ważne są ćwiczenia panowania nad sobą, umiejętności odpoczywania i samokontroli. Jeśli pierwszy pies nie umie leżakować w domu, możecie być pewni, że młody kompan do dzikowania nie ułatwi mu odpoczynku i na odwrót itd.

•  Jak chorować to grupowo

Pomijając fakt dość oczywisty, czyli zarazki, którymi psy mogą się po prostu wymienić, jakoś tak się dziwnie składa, że jak jeden rozetnie łapę, drugi nagle też. Jak jeden zje połowę domowego budżetu rozległym badaniem, drugi też nagle znajdzie coś co trzeba będzie zbadać, wyleczyć i ogarnąć. Deal with it.

•  Uwstecznianie się

Może też zdarzyć się tak, że Wasz dorosły i stateczny pies, nagle zacznie uskuteczniać próby dziwnego uwsteczniania i nieśmiało sprawdzać, czy nadal nie wolno robić tego, czego nie wolo było robić dotychczas. Jest to nic innego niż próba zwrócenia na siebie uwagi. Starszyzna widzi, że szczeniak robiąc głupoty, uzyskuje naszą atencję i nie ma znaczenia, że jest ona negatywna. Ponadto skoro on jakoś to robi i robi i jeszcze nikt go na parówki nie przerobił, to może jednak te zasady się zmieniły czy coś? Na szczęście na ogół starszyźnie wystarczy tylko przypomnieć, że wszystko jest po staremu i pomiziać za subordynację, by wybić z głowy te głupie pomysły.

•  Odgapianie

Tak, psy uczą się dużo poprzez obserwację innych przedstawicieli swojego gatunku. Również tych złych rzeczy 😉

•  Cwaniactwo i podpuchy

To jest moje ulubione zaskoczenie. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że psy są zdolne do takiego daleko-idącego myślenia, planowania i przewidywania skutków. Wyobraźcie sobie sytuację, w której leżę na kanapie z małym papi – Riverem, Vuko chce przejąć jego pozycję. Co robi starszyzna? Zaczyna rozglądać się po pokoju i szukać. Niucha, niucha, aż w końcu znajduje gdzieś pod szafką keczusię, o której wszyscy już zapomnieli, że istnieje. Podchodzi z nią w pyszczku do nas, pokazuje szczeniakowi. Szczenię zaczyna się interesować. Vuko wypluwa ją z impetem w najdalszy kąt pokoju. River wstaje i idzie po zabawkę, duży w sekundę wskakuje zająć jego miejsce. To samo powtarza w przypadku próby przejęcia czegokolwiek. Żarcia, gryzaka, miejsca do leżenia. Po jakimś czasie szczeniak zaczyna robić dokładnie to samo, a ponad to, nie daje się już nabrać na te podpuchy. Vuko może mu pluć przed pyskiem, a River nie reaguje. Co się dzieje dalej? Jeden i drugi zaczyna szukać coraz to bardziej interesującej rzeczy, którą mógłby skusić rywala, dochodząc do punktu, w którym drapią szafkę z zabawkami, próbując dostać się do środka, wiedząc, że tam są najlepsze rzeczy. Bezustannie fascynuje mnie obserwowanie tej gry psychologicznej i czekam co wymyślą dalej.

•••

Dobre zakończenie

Być może czytając ten wywód pomyślicie sobie, że dramatyzuję, albo, że inni są zbyt pobłażliwi. Nic bardziej mylnego. Każdy ma po prostu swoją prawdę, swoje psy i swój punkt, gdzie siedzi jego zadek. Poznałam dzikie szczeniaki, ale i anielskie stworzenia, których mogłabym mieć pod dachem dziesięć na raz i wcale nie była to kwestia prowadzenia, a predyspozycji. Bywa łatwiej, bywa i trudniej niż miałam ja. Myślę, że u nas głównym problemem, który generował wszystkie inne były emocje. Chociaż zupełnie różne i z różnych powodów to i u Vuka i Rivera, właśnie one powodowały najwięcej zamieszania. W moim odczuciu nie miałam lekko, ale po pierwszych trzech miesiącach było już dużo lepiej, po pół roku względnie normalnie, a teraz? „Jest spoko, trochę więcej jedzą, chorują razem, ale nie wyobrażam już sobie życia z jednym psem” 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3 uwagi do wpisu “Dwa psy w domu – jak przetrwaliśmy i czego nauczył mnie pierwszy rok razem

  1. Aleksandra

    Jak zawsze niesamowicie przydatne obserwacje przelane na kawałek tekstu do czytania przy kawie 🙂 Czy w przypadku tej „gry psychologicznej” ingerujesz jakoś w to zachowanie? Czy czasem nie byłoby lepiej umacniać zachowanie które sprawia, że paputki nie muszą stosować sztuczek aby zdobyć u Ciebie atencję? Czy pozwalasz im po prostu nauczyć się siebie nawzajem aby nie dawali się podstępom drugiego?

    Polubienie

    1. A dziękuję bardzo ❤ W przypadku gry psychologicznej dalej jestem sokołem krążącym nad gniazdem i pilnuję, żeby nie przerodziło się to w głupoty, ale głównie pozwalam i niech się uczą. To nie jest coś co odbywa się nagminnie, a mojej atencji te dwa gnomy i tak mają w nadmiarze 😉

      Polubienie

  2. White_Paws

    U nas to mała adopciara była agresywna do dużego . Zwalała go z łóżka w nocy i trzeba było ją eksmitować do innch rejonów domu z kocysiem i podusią. Duży obecnie śpi albo w swoim własnym łóżku ,albo na fotelu . Ona w końcu zawładnęła łóżkiem ,ale przyzwyczajam oba psy do wspólnych drzemek na łóżku .

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s