Gdy zaatakuje obcy pies, człowiek, lub jedno i drugie…

DSC_15718

…najgorszą obroną jest atak.

•••

Słowem wstępu

Jestem człowiekiem cierpliwym dość długo, ale gdy ktoś przekracza pewną granicę, lub próbuje skrzywdzić coś mi bliskiego określenie: „nieprzyjemna” jest dość daleko idącym eufemizmem. Przekonałam się ostatnio na własnej skórze, że czasem lepiej ugryźć się w język i być miłym we własnym interesie, nawet jeśli jakiemuś dupkowi należy się gradobicie obelg. Jak to mówił wielki wieszcz poznański „jakie życie, taki rap” Rychu Peja: „najlepszą obroną jest atak”.

Ja mówię: ” na ogół najgorszą obroną jest właśnie atak”.

W tym wpisie złapiemy dwie sprawy. Co robić, czego unikać i jak mniej więcej wyglądają procedury, gdy zostaniemy ugryzieni przez obcego psa oraz dlaczego pokorne cielę dwie matki ssie.

Jeszcze jedno słowo adnotacji: Jeśli nasz pies jest na smyczy, a drugi podbiega do nas luzem i atakuje, cokolwiek by się po tym wydarzyło, to jego właściciel jest winny, nie my. Nie mamy obowiązku narażać własnego zdrowia i życia by ratować obce zwierzę, jeśli to ono będzie w tej sytuacji ostatecznie zagrożone. Niemniej jednak domyślam się, że dla większości psich miłośników może być dość trudnym przyglądanie się takiej sytuacji bezczynnie. Ja nie umiałam puścić psa i niech się dzieje wola nieba, to nas zaatakowano. Nie umiałam, skończyłam z dziurą w nodze.

•••

Podbiega do nas obcy pies bez smyczy, atakuje nas i naszego psa, my obrywamy rykoszetem z psiej motaniny, co dalej?*

*na potrzeby tego wpisu zakładamy sytuację, gdy rana nie stanowi bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia, a psom nic się ostatecznie nie stało.

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że najważniejszym i najtrudniejszym co powinniśmy zrobić w tej sytuacji jest choćby połowicznie ugryzienie się w język, powstrzymanie wewnętrznej Karyny i zachowanie spokoju. Tym co będzie dla nas najistotniejsze jest pozyskanie od właściciela obcego psa zaświadczenia o tym, że jego zwierz ma aktualne szczepienie przeciwko wściekliźnie i wszystkie nasze zachowania powinniśmy temu podporządkować. Brak tego papierka stawia nas w dramatycznej pozycji, najprawdopodobniej zakończonej serią szczepień.

W szamotaninie psich zębów możemy oberwać od napastnika, możemy dostać nietrafionym rykoszetem – nieważne. Jeśli doszło do przerwania tkanek, musimy być pewni, że pies, który mógł być tego autorem jest zaszczepiony. Z oczywistych względów będziemy zdenerwowani, pełni adrenaliny, zmartwieni o własnego psa. Będziemy mieli ochotę wykrzyczeć na napastnika stos epitetów z najbrudniejszego rynsztoku i wygłosić tyradę na temat odpowiedzialności i umiejętności odwołania swojego psa. Jednak agresja zrodzi jedynie agresję, a grożenie policją może co najwyżej przyspieszyć ucieczkę delikwenta z miejsca zdarzenia. Uwierzcie mi, że po 25 minutach od Waszego telefonu policja już niewiele zdziała, jeśli nie będzie miała z kim rozmawiać.

Gdy właściciel drugiego psa współpracuje

Warto zacząć od spokojnego, zrównoważonego i zasadniczego pytania o zaświadczenie o szczepieniu na wściekliznę. Najprawdopodobniej właściciel nie będzie takiego przy sobie posiadał, bo kto nosi to ze sobą. Jeśli współpracuje z nami, prosimy o numer telefonu, na który dzwonimy, upewniając się, że jest on prawidłowy i jednocześnie przekazując nasz, aby można było wysłać na niego zdjęcie zaświadczenia z domu, lub umówić się na osobiste dostarczenie go. Jeśli obawiamy się o uczciwość takiej osoby, i/lub chcemy zgłosić sprawę na policję to wzywamy ją na miejsce zdarzenia i czekamy wspólnie na ich przyjazd. Przyznam, że nie mam pewności co do podawania swoich danych w kontekście RODO, ale gdyby moje doświadczenia w tym temacie wyglądały inaczej i gdybym ja sama miała okazję porozmawiać jak człowiek z właścicielem drugiego psa, to oczywiście poprosiłabym o okazanie dokumentu tożsamości i spisała dane takiej osoby.

Następnie udajemy się do szpitala na oddział zakaźny w naszym mieście po szczepienie na tężec i najczęściej antybiotyk. Psia ślina (tak, nawet ta naszego psa) może być nośnikiem dość niebezpiecznych drobnoustrojów. Na telefon, lub osobiście dostajemy zaświadczenie, które prawdopodobnie będzie też chciał zobaczyć lekarz nas przyjmujący i na tym możemy (z naszej strony i na ten moment) zakończyć sprawę jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i w papierach wszystko się będzie zgadzać. W przypadku poważniejszych obrażeń, może dojść konieczność poniesienia z tego tytułu odpowiedzialności karnej, ale to są już kolejne procedury. Na potrzeby tego wpisu skupiamy się na reakcji doraźnej i sytuacji braku większego uszczerbku na zdrowiu. Od razu podpowiadam też, że jeśli nie potrzebujecie natychmiastowej pomocy, a Waszemu życiu nie zagraża niebezpieczeństwo nie próbujcie dostać się na SOR. Waszym kierunkiem powinien być najbliższy oddział zakaźny, chyba, że nie posiadacie takiego w miejscu zamieszkania. Do czasu oględzin lekarskich ranę odkażamy, najlepiej dość solidnie ją przy tym przepłukując co wspomoże wypłukanie części drobnoustrojów i wstępnie opatrujemy.

Poza szczepieniem, dostaniemy od lekarza najprawdopodobniej antybiotyk. Jeśli nie zagraża to Waszemu zdrowiu, rana prawdopodobnie nie będzie szyta. Zamknięcie jej w przypadku gdy miała kontakt z dość bakteriogennym środowiskiem jakim jest psia ślina, może sprzyjać namnażaniu się drobnoustrojów. Ponad to, często są to rany szarpane, których zszycie jest bardzo trudne.

Jak obchodzić się z taką raną?

Zgodnie z zaleceniami lekarza to przede wszystkim. Codziennie oczyszczać ją środkiem antyseptycznym i zmieniać opatrunek. Zażywać antybiotyk i probiotyk. Nie narażać na kontakt ze środowiskiem. Nie grzebać, nie dłubać, nie brudzić. Gdy już wstępnie się zagoi, warto dać jej trochę poodychać. Ze sporym prawdopodobieństwem będzie temu wszystkiemu towarzyszył obrzęk i siniaki, jest to zupełnie normalne. Tym co powinno nas zmartwić jest:

  • powiększający się obrzęk
  • sączenie się z rany płynów innych niż krew (w standardowej ilości)
  • dziwne zmiany koloru rany
  • gorączka i bóle mięśni, czy głowy

to wszystko może świadczyć o zakażeniu, czy ogólnym stanie zapalnym w organizmie i kieruje nas to natychmiastowo do lekarza.

Jeśli właściciel współpracuje, ale okazuje się, że jego pies nie posiada aktualnego szczepienia, najprawdopodobniej Wy zostaniecie poddani serii zastrzyków, a pies pozostawiony na obserwację. Jeśli u psa nie zaobserwuje się oznak choroby, a lekarz uzna to za odpowiednie, może przerwać proces Waszych szczepień. Najprawdopodobniej zwierz zostanie poddany obserwacji również w przypadku gdy zaświadczenie będzie posiadał, ponieważ tak mniej więcej wyglądają procedury w takich sytuacjach.

Gdy właściciel drugiego psa nie współpracuje

Nie chce podać numeru telefonu, nie chce podać zaświadczenia, mimo naszego spokoju jest agresywny. Przede wszystkim musimy być sprytniejsi od niego. Absolutnie nie grozimy policją. To tylko zachęci go do ucieczki z miejsca zdarzenia. Wyciągamy telefon i nagrywamy wyraźnie jego twarz. Robienie zdjęć w takiej sytuacji nie ma większego sensu. Trudno będzie nam złapać ostrość na szybko i w stresie. Telefonem można nam wytrącić nim zdążymy pstryknąć fotkę. Najbezpieczniej jest wszystko filmować, dopiero wtedy dzwonimy na policję, która powinna sprawcę zidentyfikować, jeśli do jej przyjazdu ucieknie. Jeśli jesteśmy w stanie ustalić tożsamość sprawcy to reszta wygląda już jak w punkcie wcześniejszym, tylko mniej przyjemnie. Jeśli jednak nam się nie uda, sprawca ucieknie, pozostawiając nas bez danych, bez zaświadczeń, z raną, lądujemy w punkcie poniższym.

Gdy delikwent nie współpracuje, a my tylko pogarszamy sytuację

Delikwent nie współpracuje, my też nie współpracujemy, nic nie współpracuje. Trwa wielka awantura i próba wykpienia się od winy. W nas buzuje adrenalina, jesteśmy zdenerwowani, zamiast skupić się na tym co istotne, po szybkich oględzinach psów, toczymy dziką batalię i grozimy policją – dzwonimy. Delikwent świadomy swoich winien, bierze nogi za pas i ucieka. Dyspozytor przekazuje nam aby czekać na przyjazd radiowozu, a my nie wiemy już czy biec z dziurą w nodze za winowajcą, czy pilnować aby policja nas znalazła. Sprawca ucieka, niebiescy przyjeżdżają za późno. Stoicie z dziurą w spodniach, bez niczego. Co dalej? Policja zbierze od Was maksymalną, możliwą ilość informacji i „spróbuje” poszukać napastnika. Z dość przewidywalnym skutkiem, chyba, że będziecie mieli szczęście. W każdym razie, tak czy siak warto policję wezwać, żeby została sporządzona notatka ze zdarzenia. Jeśli chcecie możecie udać się na komisariat i rozpocząć batalię – nie musicie, to zależy od Was i od stopnia poszkodowania. Udajecie się za to bezwzględnie na oddział chorób zakaźnych jak najszybciej ze świeżą raną.

Procedury zaczynają wyglądać z goła inaczej. Dostajecie szczepienie na tężec, jeśli Wasze nie jest aktualne i na dokładkę antybiotyk. Opisujecie jak najdokładniej zdarzenie i na podstawie oględzin rany, opisu wypadku i opisu sprawcy, lekarz podejmuje decyzję czy szczepić Was na wściekliznę czy nie. Jednocześnie wysyła na ten temat zawiadomienie do sanepidu, który najprawdopodobniej będzie do Was później dzwonił żeby uzyskać dodatkowe informacje. Na decyzję lekarza mają wpływ takie czynniki jak to czy pies był z rodziną z dzieckiem, czy sam. W mieście, na wsi, czy w lesie. Czy był to rasowy/”zadbany” (tak, serio). Czy w okolicy występuje aktualnie wścieklizna czy nie itd. Cokolwiek zadecyduje lekarz, Waszym obowiązkiem w takiej sytuacji jest się do niego udać. Wścieklizna jest chorobą ŚMIERTELNĄ. W dzisiejszych czasach nadal nie posiadamy na nią skutecznego lekarstwa, poza profilaktycznym zaszczepieniem zanim pojawią się pierwsze objawy choroby! 

Jeśli właściciel uciekł z miejsca zdarzenia to albo pies nie był szczepiony, albo jego „przewodnik” jest totalnym dupkiem. Ostatecznie jednak to wy kończycie z zagrożeniem życia i musicie o siebie zadbać. Gdy pogryzie Was pies, co do którego macie pewność, że był szczepiony, nie chcecie robić komuś problemów i nie chce Wam się biegać po lekarzach, więc postanawiacie samodzielnie zaopatrzyć ranę ok, Wasz interes. Powiedzmy, że jedną z gorszych rzeczy, które może Was spotkać jest zakażenie. Nie polecam tego rozwiązania, ale poza bardzo słabymi sytuacjami i/lub rozwojem zakażenia powinniście żyć. Jeśli jednak zlekceważycie ugryzienie psa, bez pewności co do aktualnego zabezpieczenia przed wścieklizną to mimo, że w dzisiejszych czasach prawdopodobieństwo zarażenie jest dramatycznie małe, jego skutkiem jest śmierć, w męczarniach. Po co tak bardzo to podkreślam? A no po to, że podczas własnych zmagań, zderzyłam się z przerażającą ilością reakcji zdziwienia gdy tłumaczyłam, że tak, latamy w kosmos, przeszczepiamy narządy i mamy szybki internet, ale nadal nie potrafimy wyleczyć wścieklizny jeśli pojawią się już pierwsze objawy.

Swoją drogą jakkolwiek przerażający, wirus wścieklizny jest dość fascynujący. Wiecie dlaczego zachorowaniu towarzyszy między innymi wodowstręt? Po to aby uniemożliwić zarażonym osobnikom wypłukanie pyska, w którym w wyniku potężnego ślinotoku zebrała się pokaźna ilość wirusa. To ustrojstwo w czasie między zarażeniem, a pierwszymi objawami krąży sobie po organizmie, aż dostaje się do mózgu, w którym „steruje” swoim nosicielem, tak aby jak najbardziej zwiększyć prawdopodobieństwo przeniesienia go dalej.

Gdy ugryzie Was obcy, samotny pies

NATYCHMIASTOWO odwiedzacie lekarza i na sto procent zostajecie zaszczepieni, zaantybiotykowani i profilaktycznie zabezpieczeni najbardziej jak to możliwe. Tutaj nie ma w ogóle innej możliwości.

Agresja rodzi agresję

Nasz świat taki jest, że czasem nie można nadstawić drugiego policzka i odpuścić, po prostu nie można i trzeba walczyć o swoje. Jednak w większości konfliktowych sytuacji z życia codziennego, zdziałacie znacznie więcej jeśli ugryziecie się w język, szczególnie jeśli to w Waszym interesie jest uzyskanie czegoś od drugiej strony. Myślicie, że jeśli obcy pies poszarpie Wam Wasze psie ubranko za 300 zł, to krzycząc na jego przewodnika coś zdziałacie? Zapomnijcie, włączy agresję, bunt, spróbuje za wszelką cenę wykpić się od winy i ucieknie. Jeśli staniecie jak słup soli i nic nie powiecie, a on nie będzie miał za grosz kultury, też chętnie się z tego wykpi. Dlatego najlepiej wejść w spokojny, ale stanowczy dialog, sugerujący z naszej strony próbę polubownego rozwiązania konfliktu, tak aby druga strona nie sądziła, że jeśli przyzna się do winy, będziecie robić jej pod górkę. Tak aby zauważyła, że problem istnieje, ale pokojowym rozwiązaniem zyska więcej. Ja wiem, że czasem do ludzi nie dociera, że czasem nie idzie, że nie działa nic, że to beton jest absolutny, ale w większości przypadków ludzie są jak ciecz nienewtonowska. Jak uderzysz to stwardnieją i nie dotrzesz. A gdy spróbujesz łagodnie i powoli się w nią zatopić, rozleją się jak masełko. Dotyczy to drobnych spin sąsiedzkich, kłótni na drogach, w internecie i generalnie prawie wszędzie. Wyjątkiem od reguły są skrajne przypadki głupoty i skrajne przypadki cwaniactwa.

Życzę Wam żebyście nigdy nie musieli stosować się do niczego o czym tutaj przeczytaliście i oby Wasi Arch-enemy okazywali się jak najczęściej cieczą nienewtonowską.

3 uwagi do wpisu “Gdy zaatakuje obcy pies, człowiek, lub jedno i drugie…

  1. Pingback: Psie internety - wrzesień 2019 - Życie z Psem

  2. Bardzo fajny, mądry post. 🙂
    Na szczęśce nigdy nie miałam takiej sytuacji, aczkolwiek u nas na osiedlu jest facet z owczarkiem niemieckim, który jest cholernie nieprzyjemny. Zawsze jak ich widzę i jestem ze swoim psem, to idę na drugą stronę ulicy. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s