Wielkie zasięgi, wielki Internet, wielka dezinformacja i drobne czepialstwo

DSC_93612Czasem mam wrażenie, że nacja zwierzęcych miłośników wszelakich, żyje wśród odludnych archipelagów gdzieś na końcu świata, otoczonych zewsząd oceanem, na którym zza horyzontu wyłania się jeszcze kilka większych lądów, wypełnionych po brzegi ludźmi szukającymi odpowiedzi, a poza tym wszystkim jest długo, długo nic. Później wielka wyspa o nazwie: „śmieszne pieski z internetów”, a w samym centrum świata – superkontynent Pangea, zalana psami youtuberów, influencerów i innych erów. Mieszkańcy tamtego świata, zdają się mieć siłę rozgłosu absurdalnie wielką. Gargantuiczną na tyle, że dociera ona również w rejony tych odległych archipelagów. Natomiast tam daleko na końcu świata, pojedynczy gołąb pocztowy ledwie dolatuje na sąsiednią wyspę, a gdy jakimś cudem pokona prądy powietrzne i dotrze do wielkich mas, rozbija się na pierwszej lepszej szybie wieżowca.

•••

Słowem wstępu

Wytrwali czytelnicy, pewnie odnajdą tutaj wiele elementów, które przewijały się już we wpisie o odpowiedzialności publicznej. Nie da się ukryć, że te dwa posty mocno się zazębiają. Tym razem chciałabym jednak powiedzieć trochę więcej na temat rozprzestrzeniania się wiedzy, tego w jakim obiegu funkcjonuje i dokąd dociera. Z racji tematyki bloga, będę krążyć głównie wokół psów i zwierząt w ogóle. Jednakże cały problem dotyczy każdej niszy.

Nie każdy musi być psim ekspertem, by dobrze zajmować się swoim psem, jednakże każdy powinien poznać jego podstawową instrukcję obsługi

Nie każdy musi być ekspertem we wszystkim. Gdyby ktoś zmuszał mnie do czytania o każdym podzespole, znajomości całej nomenklatury i może jeszcze szybkiego kursu programowania zanim uruchomię komputer, to nie wiem czy bym zdecydowała się go kiedykolwiek włączyć. Jako człowiek, który przy jego użyciu pracuje bezustannie, powinnam wiedzieć mniej więcej jak działa, powinnam wiedzieć co z czego wynika i perfekcyjnie opanować te programy, z których korzystam. Nie muszę jednak wiedzieć, jeśli nie mam takiej potrzeby i nie jest to zakres moich zainteresowań, jakie linijki kodu odpowiadają za to, że szafka na mojej wizualizacji jest w kolorze złotego dębu. Gdybym jednak nie wiedziała na ten temat zupełnie nic, gdybym nie umiała jakkolwiek poruszać się w środowisku, z którego korzystam, prawdopodobnie w ciągu dwóch dni skasowałabym wszystko co jest do skasowania i w uroczej niewiedzy kliknęła w każdy z maili, zachęcających mnie do odebrania wygranej życia, po czym straciłabym wszystko co jeszcze w portfelu mi zostało, a na końcu na ekranie monitora zobaczyłabym tylko wielki blue screen, albo usłyszała złowieszcze rżenie, którym mój antywirus poinformowałby mnie, że wojska Sparty wkradły się pod osłoną nocy do mojego miasta.

W życiu z psem zasadniczo sprawa wygląda podobnie. Żaden człowiek nie musi być psim ekspertem, brakującym ogniwem, istotą z lasu złączoną po wieki z naturą by mieć w swojej rodzinie psa. Nie muszą go interesować sporty kynologiczne, niuanse behawioralne i najnowsze trendy w psiej modzie by być dobrym przewodnikiem. Tak samo jak mnie nie musi interesować budowa teleskopu, by z radością czytać i słuchać o astronomii. Tak samo jak nikt nie musi znać budowy każdej części w swoim samochodzie by nim jeździć. Jednakże wypadałoby by wiedzieć jak sprawdzić poziom płynów, co można wcisnąć, kiedy i jak by nie rozkraczyć samochodu na pierwszym skrzyżowaniu.

Biorąc pod swoje skrzydła psa, warto dowiedzieć się jakie są jego potrzeby. Jak prawidłowo go karmić, jak bezpiecznie spędzać z nim czas. Jak pokazać mu co dobre, a co złe i jak sprawić by jego życie było zdrowe i radosne, możliwie nieinwazyjne dla środowiska i nie podporządkowujące pod siebie wszystkich sił witalnych rodziny, chyba, że rodzina chce inaczej. To naprawdę wystarczy. Jeśli cokolwiek okażę się dla człowieka zbyt trudne, może pokierować swoje stopy w stronę mądrzejszych od siebie, którzy znają budowę każdego psiego podzespołu, bo od tego są.

Dlatego raczej unikam bycia człowiekiem z forum na końcu internetu, który próbuje na siłę oświecić swoją mądrością tych, którzy tego nie chcą. Ani to miłe, ani to potrzebne, ani to nie budujące, a jedynie nakręcające określenia typu: „psychiczne psiary”, „psychiczne koniary”, „psychiczne kociary” i inne psychiczne nawiedzeńce. Jednakże!

Gdy zły przykład płynie wielkim strumieniem

Czasem to mnie jednak tak świerzbi i krzywi i dusi, bo co by tu nie mówić i jakich wyszukanych metafor by nie używać pies to nie maszyna. Pies to jest żywe stworzenie. Jeśli jesteśmy ignorantami, którzy zamiast przeczytać instrukcję podstawowej obsługi, rzucą dramatycznie papiery w powietrze, po czym wleją oleju do zbiornika z płynem chłodniczym, to co najwyżej będziemy w plecy grube hajsy. Jeśli tak samo podejdziemy do tematu traktowania żywego stworzenia, możemy to stworzenie stracić, lub spowodować w jego głowie szkody, których nawet trzydziestu behawiorystów nie naprawi.

My tu sobie na naszym archipelagu, z wielu małych wysp złożonym, wylewamy tysiące słów, które sprawiają, że człowiek żywo zainteresowany musiałby się bardzo natrudzić żeby nie dowiedzieć się niczego. Jak ktoś się uprze to znajdzie w „psim internecie” prawie wszystko czego chciałby się dowiedzieć. Wyspa kynologicznej wiedzy może i miewa swoje wybuchy wulkaniczne, mongolskie teorie, burze z kup i pomyj, ale są tu malownicze oazy tropikalne, wypełnione po brzegi dobrem, urodzajem i mądrością. Dziesiątki, setki, tysiące ludzi codziennie na grupach, na blogach, na serwisach psom poświęconym stara się rozdawać instrukcje obsługi co by wszystkim na świecie żyło się ze sobą lżej. Tyle tylko, że ta wiedza w ogromnej większości krąży wokół naszych archipelagów i gdzieś z rzadka, z kilku zaledwie przystani, odpływa nieśmiały stateczek w kierunku Pangei, gdzie rozdaje ile tylko może podstawowych strzępków wiedzy. Całe pokłady mądrości przeskakują między wyspami. Jedna drugiej przytakuje, klaszcze i zbija piątki i pływamy sobie w tym naszym stawku oświecenia…sami. No może nie tak całkiem sami, byłabym strasznym ignorantem gdybym nie zauważyła rosnącego trendu świadomego życia z psem. WIDZĘ go, dostrzegam. Psie firmy wypełzają z ziemi jak dżdżownice na deszcz. Psie spędy i imprezy są coraz liczniejsze. Psów wszędzie więcej, wszystkiego więcej i tych statków z wiedzą też jakby więcej. I super!

Jednak te pełnię szczęścia, zaburza mi widok, który co jakiś czas wyłania się na tafli oceanu. Podwodny potwór, lewiatan o dziesiątkach głów, który pożera nasze małe stateczki, dzielnie płynące do nowego świata. Przeżuwa je, odbija srogo, głaszcze się po brzuchu, po czym wraca na swój superkontynent i przy okazji pokazywania treści zupełnie z psim archipelagiem nie związanych, wyrzuca z siebie co jakiś przykłady obsługi zwierząt, na poziomie oceanicznego rowu, z którego wylazł. Tak się składa, że czy nam się to podoba czy nie, to właśnie jego głos dociera do milionów ludzi, którzy oglądając jego poczynania w wielkim internecie, na wielkim kontynencie, dostają od niego pewien wzorzec zachowań, nad którym nawet się nie zastanawiają, bo nie leży to w obszarze ich zainteresowań. Oczywiście nie musi leżeć, jak wynikałoby z moich słów kilka akapitów w górę. O ile ta podstawowa instrukcja, którą przekazuje nie zawiera błędu na błędzie.

I tak na przykład, mam ochotę wykupić wielki harpun i udać się z nim na oceaniczną walkę niczym Dawid kontra Goliat Fame MMA, gdy po raz kolejny widzę, jak w internetowym miejscu o zasięgu milionów odbiorców, ktoś:

• Pływając w pieniądzach i epatując nimi na każdym kroku, kupuje psa z pseudo i za wszelką cenę unika odpowiedzi na pytanie o hodowlę, z której jest zwierz.

• Kupuje psa dlatego, że jego druga połówka tak strasznie tego chciała i wyświetlenia się będą zgadzać, mimo, że oboje głównie podrzucają go do znajomych, bo wyjeżdżają z kraju na wakacje co tydzień – jaki przykład odpowiedzialności to daje ja się pytam? 

• Reklamuje na swoim poletku psie żarcie, którego skład woła o pomstę do nieba.

• Urządza sobie festiwal śmieszków i radości z realnych problemów behawioralnych, bagatelizując je i tym samym pokazując swoim odbiorcom, że nie jest to coś czym należałoby się przejmować i ten punkt mnie chyba rozbraja najbardziej.

• Bawi się z psem patykami, chwali się tym, że jego pies ucieka przez płot, rozkopuje ogródek, ujada na pół dzielni i podgryza go po rękach, bo to w sumie takie śmieszne. Rzuca mu jakieś naleśniki mające być dyskami do frisbee. Bawi się piłką na betonie ze szczeniakiem i inne takie, które nas – „nawiedzeńców” bolą niemiłosiernie.

• Generalnie wykazuje wszystkie elementy psiego januszostwa, które później płyną sobie strumieniem do głów jego odbiorców.

• Nagle na fali popularności postanawia kupić mrówki, chomika, czy inne zwierze i nie posiada na jego temat absolutnie żadnej wiedzy, przekazując te braki swoim obserwatorom.

• Zmusza szczeniaka do wchodzenia i schodzenia po schodach oraz wykonywania masy innych ignoranckich rzeczy, których szczenię nie powinno robić. Skoki, podskoki, dziwne przeszkody i wszystko to, co moglibyście sobie wyobrazić jako idealny pretekst do gównoburzy od rana, na pierwszej lepszej psiej grupie.

• Szerzy mity i zabobony o klatkach i sukach z absolutną potrzebą posiadania w życiu choćby jednego miotu.

• Pod przykrywką eksperta, zakamuflowanego ninja, znawcy budzącego zaufanie, opowiada o przeróżnych stworzeniach, w tym egzotycznych, mając na temat każdego z nich szczątkową wiedzę. Rozpowszechnia częściowo błędne – częściowo prawdziwe informacje tak, że łatwo jest się w tym zagubić.

Do tego:

Napomknę tylko, że moje drobne rozeznanie w temacie, skończyło się zalaniem mnie w proponowanych filmach, treściami o tym jak kolejna twórczyni bjuti – kjuti – lajfstajl dostała jako niespodziankę od partnera buldoga francuskiego, lub mopsa i ja nie wiem czy przetrwam jeszcze jeden film, w którym taka pani zastanawia się czy skoro mieszkają w bloku, to nie byłoby warto nauczyć psa robić do kuwety (sik!). Jestem zszokowana ile youtube był w stanie znaleźć i podrzucić mi podobnych treści. Nie sądziłam, że to wygląda aż tak źle.

Nikt nie musi wiedzieć wszystkiego

Żeby była jasność, ja nie oczekuję, że nagle twórca filmów o kaczkach i samolotach, będzie opowiadał o ciasnych skrętach, markerach i aporcie formalnym, czy leg vaulcie. Jakbym chciała słuchać na ten temat, to bym została na psiej wyspie. Skoro przychodzę po filmy o mrówkach, to własnie mrówki mnie interesują. Ode mnie też nikt nie będzie oczekiwał, że pisząc sobie o pieseczkach i wspominając, że posiadam samochód, zacznę opowiadać o tłokach, świecach i panewkach. Jednakże gdybym nagle zaczęła reklamować olej silnikowy, który rozwala wszystko co siedzi po maską i gdybym miała równie duże grono odbiorców co rezydenci superkontynentu, to zasadniczo nie byłoby niczym złym, gdyby taki ekspert motoryzacyjny, pacnął mnie w durny czerep za sianie dezinformacji i niszczenie samochodów ludziom, którzy mnie obserwują.

Funkcjonujesz w obszarach wielkiego internetu? Masz psa, kota, świnkę morską kawię domową? Super, cudownie, pokazuj go światu, ciesz się nim i bawcie się dobrze, tylko błagam, trzymaj lewiatana na smyczy i nie siej głupoty, pożerając dzielne stateczki z wiedzą, które próbują się gdzieś tam przebić i dotyczy to każdej możliwej dziedziny życia. Twoi odbiorcy to setki tysięcy młodych ludzi, którzy słuchają cię jak świnia grzmotu i z ogromną pewnością będą powielać twoje zachowania. Pangea byłaby miejscem idyllicznym, gdyby twórcy, którzy tam rezydują, na tematy, których ledwie liznęli rozdawaliby podstawowo – poprawne instrukcje obsługi, tak by każdy kto zechce dalej zainteresować się konkretną dziedziną, mógł bezpiecznie dopłynąć na konkretną wyspę z wiedzą i nie utknąć na pierwszej mieliźnie.

Przylądek nadziei

Oczywiście to nie jest tak, że tam na tym wielkim kontynencie to tylko zło i buba. Jest caaaaała masa twórców, którzy podchodzą do takich tematów zaskakująco świadomie i po prostu nie robią, ani nie pierdzielą głupot. Ponad to do szerszego grona dociera coraz więcej eksperckich kanałów z każdej dziedziny, zajmując sobie mięciutkie i milutkie miejsce, szerząc wiedzę. Cieszy to me serce niezmiernie i niech tego będzie więcej, a giganci wielkiego internetu, niech zrozumieją wreszcie naczelną zasadę, że nie, nie muszą wiedzieć wszystkiego i nie muszą mieć na każdy temat zdania. Nie wiem – to się nie wypowiem, albo się dowiem i odpuszczę sobie reklamowanie psich kiełbasek z trocin, głębokim filmem o przyjaźni i przygodach w lesie.

W poszukiwaniu rozwiązania

Jako, że tak trochę głupio mi było zostawić ten wpis bez sensownej konkluzji co można by z tym wszystkim zrobić, poza oczywistym propsowaniem eksperckich kanałów w tematyce wszelakiej. Przyjrzałam się sekcji komentarzy pod filmami, wpisami i zdjęciami, które szczególnie…zakuły. Z moich „poważnych” obserwacji wynika, że to wcale nie tak, że nikt nie zwraca uwagi twórcom, że coś robią źle. Poza wtórowaniem niewiedzy, powielaniem kolejnych mitów i przepychankami kto pierwszy napisał komentarz, przebijają się również słowa pełne mądrości i wyjaśnień w dwóch typach. Pierwszy ma w sobie mnóstwo agresji, osądu i krytyki, zazwyczaj spotyka się on z falą obrońców – wyznawców, krzyczących: „nie przesadzaj, jesteś nawiedzona, zostaw Krysię/Kasię/Tomka w spokoju” i nie wnosi zupełnie nic. Drugi – rzadziej spotykany, to spokojne, wyważone słowa, próba pokazania przykładów i brak jednoznacznych osądów, pełnych wulgarnych epitetów. O dziwo zazwyczaj nie znajdowałam pod nim wiele odpowiedzi. Nie wiem czy ta cisza to dobry znak, ale patrząc na nasze własne psie poletko i nasze własne psie grupy, tylko tłumacząc wyrozumiale i bez osądu, jesteśmy w stanie dotrzeć do zainteresowanego. Wykrzykując swoje racje, obrażając kogoś i wymagając od niego eksperckiej wiedzy, nie powodujemy nic innego niż odcięcie się od tego co mówimy, zamknięcie nas pod etykietą: „ci nawiedzeni” i wieczne zapomnienie.

Dlatego jeśli jest coś co moim zdaniem możemy robić by lewiatany zasięgów i wpływów nie rozpowszechniały błędnych informacji z wąskich dziedzin wysp zainteresowań, z pewnością jest to merytoryczne tłumaczenie naszych racji w miejscach przeznaczonych do dyskusji i nie czepianie się każdej drobnej, nieznaczącej bzdury, której ktoś z poza środowiska nie musi wiedzieć. Skupienie na tym co naprawdę istotne. No i oczywiście oglądanie oraz wspieranie tych kanałów, które w swojej dziedzinie robią to dobrze. Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania w tym temacie, Waszych przemyśleń i Waszych pomysłów jak promować świadomość wśród tych Gigantów, jestem totalnie otwarta na dyskusję.

 

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Wielkie zasięgi, wielki Internet, wielka dezinformacja i drobne czepialstwo

  1. Problem, o którym piszesz (jak dla mnie jednak w nieco za bardzo metaforyczny, a za mało konkretny sposób) jest znany nie od dziś i dotyczy chyba każdej wąskiej dziedziny. Z jednej strony, jest związany z influencerską etyką („Nie znam się, to się nie wypowiem”), z drugiej zaś – z parciem agencji obsługujących duże marki na zasięgi. Lepiej wygląda blogerka modowa z buldożkiem francuskim i 100kUU, która nie ma pojęcia o psach, niż bloger kynologiczny z 5kUU, który ma rzetelną wiedzę, wiedza wszak, jak nie od dziś wiadomo, słabo się sprzedaje.

    Świetnym przykladem tego zjawiska jest akcja Puriny z budowaniem wybiegów dla psów. Firma chciała ze mną współpracować, rozmawialiśmy o ich planach w związku z organizacją miejsc spacerowych, etc. Tłumaczyłam, że metalowe tunele i sprzęt do pseudoagility to nie jest najlepsza opcja na ogólnodostępnym wybiegu – bez skutku, więc oczywiście do współpracy nie doszło, bo nie mogłam się przecież pod czymś takim podpisać. Purina, rzecz jasna, olała sprawę bezpieczeństwa psów i strzeliła wielką, medialną kampanię z blogerami lajfstajlowymi. Powstała przy okazji masa niebezpiecznych wybiegów, na których zamontowany jest sprzęt wykonany bez jakiejkolwiek dbałości o dobro korzystających z niego psów. Słabo. Ale mimo to hajs się zgadza, bo osób, które po prostu psa mają jest zdecydowanie więcej niż takich, które mają jakieś pojęcie o sporcie. Szkoda, że firmy nie chcą dbać o edukowanie tej dużej grupy ludzi.

    Polubienie

    1. Nawet nie próbuję zaprzeczać, że metafora mocno tu przygniotła konkret, ale to jest spaczenie głowy, z którym trudno mi się walczy. Niemniej jednak doceniam, że i tak zrozumiałaś o co mi chodziło. Akcja z Puriną to jest idealny przykład i w sumie, gdyby właśnie firmy spojrzały na to inaczej, wiele by to ułatwiło w całym problemie. Trudno jednak by zarząd gigantycznej firmy usiadł przy wielkim stole i uznał, że hajs się nie musi zgadzać, ważne żeby pieseczki były szczęśliwe :/

      Polubienie

  2. Mądrze!
    Nie lubię, wręcz nie trawię narzekania bez dawania rozwiązania. Bo narzekać każdy potrafi. Ale dałaś pomysł, jak można z tym działać.
    Uważam, że skupienie się nieco bardziej na sobie, a nie na innych, mogłoby niektórym dobrze zrobić. Czepialstwo w naszej branży jest okropne i popularne, więc zamiast wytykać innym błędy, może lepiej najpierw spojrzeć na siebie, a potem delikatnie, spokojnie, powiedzieć tej drugiej osobie, że coś nie do końca gra.
    Warto też zastanowić się czy ten bzdet, o którym chcemy powiedzieć, jest tak istotny. Tak jak już wspominałaś, nikt nie jest specjalistą we wszystkim i bogom dzięki, nie musi być.
    Czapki z głów, że podjęłaś się tematu. Naprawdę.
    Daję łapkę w górę i ślę całusy!

    Polubienie

  3. Pingback: Posiadanie psa - i co dalej? – SkyDog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s