Jak fotografować psa – okiem Vukowskich, część 1

Processed with VSCO with m5 presetRobienie zdjęć psom, powinno być przede wszystkim przyjemnością dla nich i dla Was. To nie są zawodowi modele, choć niektórym futrom niczego do tego miana nie brakuje. Żeby jednak tak było i żebyśmy uniknęli smutnego porzucania w kącie naszych aparatów, dobrze wiedzieć mniej więcej, jak się nimi posługiwać, jak patrzeć i czego szukać dookoła by uchwycić „ten moment”. Dzisiaj staram się w tym trochę pomóc.

•••

Wprowadzenie

Gdy zgłosiliście zapotrzebowanie na wpis tego typu, okazało się, że rozbieżność Waszych zainteresowań jest…hm…ogromna. Próbowałam zebrać to w sensowną całość, ale gdy zaczęłam pisać, okazało się, że gdybym chciała zawrzeć tutaj zarówno podstawy fotograficzne, obróbkę jak i vukowskie przemyślenia, to byłby KOLOS! Do tego absurdalnie zróżnicowany poziomem. Ci z Was, którzy dopiero chwytają w łapki aparaty, mogliby się pogubić, a bardziej zaawansowani, musieliby przebrnąć przez stos informacji, które już znają, by dokopać się do kilku ciekawostek. Dlatego od razu mówię, że będą dwa fotograficzne wpisy (jeśli nie trzy, a może i większa seria, ale to już nie w samotności, ale ciii). Druga część jest już gotowa, napisana i czeka w kolejce. Nie pojawi się w odległej i niewiadomej przyszłości, więc tak jak obiecałam, obróbka i szczypta vukowości będzie i to dosłownie za chwilę. Tymczasem dzisiaj zbudujmy sobie pod to fundamenty.

Wstępne pogaduchy

To jest wpis, do którego zbierałam się baaaaardzo długo. Głównie dlatego, że nie bardzo chciałam tykać temat, w którym choć czuję się dobrze, wiem, że jest wielu bardziej doświadczonych ode mnie. Wiecie jak chorobliwie podchodzę do wymądrzania się w sprawach, w których znam większych ekspertów. Jednak przy każdej możliwej okazji, wspominaliście mi, że macie zapotrzebowanie na coś takiego i chcielibyście przeczytać nasze fotograficzne porady. Dlatego postanowiłam zacisnąć zęby, nałożyć pancerzyk odporności i uznałam, że podzielę się z Wami tym co już wiem.

Fotografią zajmuję się dla przyjemności, z chęci uchwycenia chwili i falującego na wietrze futerka moich psów. Nadal popełniam dużo błędów, bo nadal się uczę i przede wszystkim eksperymentuję. Z tych prób wynikają kolejne i kolejne lekcje i to jest super, tak to działa. Jednak w psich internetach jest MASA, OGROM dobrych fotografów i ja nawet nie próbuję stawiać się w roli wielkiego znawcy tematu. Wpis ten jest zbiorem, w którym chciałam trochę ułatwić start, tym dla których ISO, migawka i raw to czarna magia, jak również podpowiedzieć kilka słów pstrykaczom, którzy mniej więcej ogarniają o co w tym chodzi, ale nadal szukają odpowiedzi.

Dlatego z góry poproszę wszystkich bardziej doświadczonych ode mnie, o łaskawość osądów. Jeśli uznacie, że coś co tutaj napisałam wymaga sprostowania, podzielcie się proszę w komentarzu.

•••

Zacznijmy od podstaw

Nie chciałabym tutaj wnikać w aparatowe trzewia, a poruszyć to co będzie dla Was najistotniejsze i możliwie to uprościć, na tyle by wyjście z trybu auto, nie było drogą przez tajemniczy, przerażający las. Dla tych bardziej doświadczonych, ta część może wydać się oczywista.

Tryb automatyczny, półautomatyczny i manualny

W Waszych pokrętłach w aparacie, macie możliwości wybrania trybu pracy. Jeśli chodzi o psią fotografię, od razu mogę Wam powiedzieć, że tryb auto, raczej się nie sprawdzi i jeśli chcecie żeby Wasze zdjęcia, przestały być rozmazaną plamą, musicie się polubić z pozostałymi członkami tej trójki. Dlaczego? Automat, ma to do siebie, że dąży do pewnego, uznanego przez niego balansu, nad którym Wy nie macie kontroli. Najczęściej balans ten polega na skupieniu się, by obraz w aparacie, był możliwie odpowiednio oświetlony. Dlatego zdjęcia w ruchu, wydają się jakby ostrzejsze w słoneczny dzień. Wasza machina ma więcej światła do dyspozycji i nie musi wydłużać czasu naświetlania, by fota była dostatecznie jasna. A im krócej otwarta migawka, tym bardziej zmrożony jest obraz, ale do tego przejdziemy za chwilę. O tyle o ile, zrobienie zdjęcia do albumu człowiekowi, widokowi za oknem, czy architekturze, jak najbardziej uda się na automacie, bo te obiekty mogą się nie ruszać, to zrobienie tego samego z psem, jest trudne. Nawet bardzo posłuszny i grzeczniutki piesek z pięknym zostawaniem, ruszy uchem, być może lekko głową o kilka centymetrów, czy poniucha nosem. Gdy nie mamy dostatecznej ilości światła, to już wystarczy, by twarz psa się rozmazała. To tylko w przypadku statyki, a co dopiero przy poruszającym się obiekcie, złapanym w tym jedynym, wyjątkowym momencie. Poza tym, na automacie nie kontrolujecie zupełnie nic, co oznacza również brak wpływu na głębię ostrości. Wiem, że wielu profesjonalnych fotografów, szczególnie okolicznościowych, pracuje na trybie półautomatycznym, w którym można samodzielnie ustawić parametry migawki, przysłony czy iso, a resztę dobierze za nas aparat. Jest to z pewnością dobry kompromis między kontrolą, a czasem ustawień, który podczas dynamicznych wydarzeń bywa cenniejszy niż złoto. Jeśli jednak mamy możliwość, a warunki są sprzyjające, warto próbować sił na pełnym manualu, żeby mieć totalną kontrolę nad tym co robimy.

Przykład: jest pochmurny dzień, późne popołudnie, ilość światła jest ograniczona, ale my chcemy zrobić zdjęcie psa w ruchu. Mamy świadomość, że możemy pozwolić sobie na pewne niedoświetlenie, kosztem krótszego czasu otwarcia migawki i zmrożenia zwierzęcia. Później obraz rozjaśniamy podczas obróbki. Na trybie automatycznym byłoby to nie do zrobienia, aparat za nas uznałby, że obraz trzeba sprowadzić do równowagi i rozjaśniłby go, rozmywając nam psa. 

Raw

Raw znaczy po prostu surowy i to słowo idealnie oddaje to, czym jest ten format. Czym różni się od jpg? Przede wszystkim i w dużym skrócie. Aby zapisać zdjęcie jako jotpeg, Wasz aparat poddaje to co pstryknęliście wstępnej obróbce, takiej jaką ustawioną ma fabrycznie, lub manualnie przez Was. Jest to min. balans bieli, czy tonalność, jednocześnie kompresując plik. Sprawia to, że zawiera on znacznie mniej informacji, „ucięte” są pewne graniczne wartości dla cieni, świateł czy kolorów. Takie zdjęcie będzie mniejszym plikiem, który zaraz po wypuszczeniu z aparatu, będzie prawdopodobnie wyglądał odrobinę lepiej, jednak niewiele jesteśmy w stanie z nim później zrobić. Raw natomiast, da nam zdjęcie zupełnie surowe, z maksymalna możliwą ilością zapisanych informacji. W związku z tym, wersja prosto z puszki, będzie raczej goła, być może mało nasycona, ale podczas obróbki możecie wyciągnąć z niego mnóstwo danych na temat światła, kolorów itd.łaczenie na blogaxDSC_9997-vertxNa zdjęciu papika widać, ile szczegółów i informacji kryło się w tym pliku. Cała czarna plama oczu, zamieniła się po obróbce w dwie bursztynowe kulki i to nie było nic innego niż wyciągnięcie cieni, podbicie bieli i dodanie trochę kontrastu 😉blog6Oczywiście jeśli są ku temu warunki, polecam jednak nie przesadzać z niedoświetlaniem zdjęć. Wiele z rawów można wyciągnąć, ale źle oświetlone, mocno wyciągnięte, szczególnie duże, czarne powierzchnie, będą miały widoczne, cyfrowe ziarno/szumy, nawet na niskiej czułości. Oczywiście dużo zależy też od sprzętu, którym fotografujecie, ale generalnie polecam, nie fotografować w trybie: „ciemne, ale się obrobi”, bo możecie się później niemiło zaskoczyć, podczas pracy nad zdjęciem.

Przysłona

Przysłona decyduje o tym jaka będzie głębia ostrości i ile światła wpadnie do naszego aparatu (na jego matrycę), podczas wykonywania zdjęć. Im większa wartość przysłony, tym mniejszy jej otwór i na odwrót. Jak to przekłada się na absurdalnie uproszoną praktykę? Ustawiając większą wartość, zdjęcie będzie miało ostry głębszy obszar, ale będzie stawało się ciemniejsze. I tutaj należy poruszyć kolejny istotny punkt:

głębia ostrości

Najważniejszą rzeczą, którą musimy tutaj zrozumieć, jest fakt, że ostrość nie jest punktem, miejscem, czy kształtem. Ostrość jest bardziej płaszczyzną o różnej grubości, o ile można to tak określić. Niech mnie teraz jakiś metematyczno – gemotryczny ortodoks nie bije. Ja tu upraszczam dużo rzeczy, dla łatwiejszego zrozumienia. Patrząc na fotografowany kadr, wyobraźmy sobie, że ciachamy go na plasterki. Im niższa wartość przysłony (1.4, 1.8, 2.0), tym cieńszy jest ten plasterek. W praktyce? W zależności od odległości od fotografowanego obiektu, może być tak, że ostre będzie oko czy rzęsa, a policzek już rozmazany.

Poniższe zdjęcie, robione było na f/2.0, z bardzo bliskiej odległości. Nie jest to wybitne dzieło fotograficzne, ale pokazuje dobrze, to o czym mówię. Proszę też nie zwracać uwagi, na łezkę w psim oku, to od hasania po krzakach, a nie chciałam tutaj nic retuszować.

  1. Górna fota – wydaje się, że ostrość jest na całej okolicy oczu i czoła prawda?
  2. Środkowa – no dobra, może między oczami to nie, ale na całych oczach już tak.
  3. Ostatnia – aha, pół włosków pod okiem już rozmyte.DSC_9828-vertłacz2

Tutaj pozwólcie, że posłużę się swoją grafiką pomocniczą:grafika1 niska wartoscGrafika pokazuje nam płaszczyznę ostrości „od boku”. Wartość przysłony jest bardzo umowna. Gdybym miała zaznaczyć w skali, ile faktycznie byłoby ostre przy f/1.8, to kreski pewnie byście tu nawet nie widzieli. Chodzi tylko o zobrazowanie różnicy między małą, a dużą wartością, która pojawi się za chwilę. 

Analogicznie, wyższa wartość przysłony np. f/4.0, f/8.0, f/16, sprawia, że nasz plasterek ostrości jest grubszy, a przestrzeń przed i za fotografowanym obiektem, jest mniej rozmyta. Przy takim ustawieniu, otwór przysłony jest mniejszy, a co za tym idzie, wpada przez niego mniej światła. Żeby doświetlić zdjęcie, będziemy musieli albo zwiększyć ISO (o którym za chwilę), albo wydłużyć czas otwarcia migawki (to też za chwilę). Duża głębia ostrości, będzie nam potrzebna fotografując np. dwa psy, architekturę, czy większą grupę ludzi.grafika1 wysoka wartośćTutaj znów chciałabym zaznaczyć, że grafika jest uproszczona i bez skali. Wartość przysłony, również jest umownie wysoka. Przy fotografii portretowej, możemy powiedzieć, że f/4.0 i obiektywie np 85mm, 50 mm, to jest już dooooosyć wysoko, natomiast przy zdjęciach architektury, uderzalibyśmy raczej w f/8.0 i wyżej. 

Jak można zauważyć z grafiki, wartość przysłony nie jest jedynym czynnikiem, decydującym o tym co dzieje się z rozmyciem na naszym obrazie. Choć głębia ostrości z niej wynikająca, pozostanie taka sama, ostateczny odbiór tej wartości może być różny, w zależności od odległości fotografowanego obiektu od tła i nas od naszego modela.grafika1 niska wartosctłoWyobraźmy sobie, że ta wielka, gruba, pionowa kreska to jest nasze tło. Kwiatki, ściana, drzewa, krzaki, cokolwiek. Chcielibyśmy żeby było możliwie rozmyte, sprawiając, że wzrok na zdjęciu, skupi się na fotografowanym obiekcie. Jeśli posadzimy sobie pieseczka zaraz przed tłem, okaże się, że mimo ustawienia bardzo niskiej wartości przysłony, w której pozornie mała płaszczyzna będzie ostra, to co za psem, wcale się nam dostatecznie nie rozmyje, nadal załapując się w pewien poziom ostrości. DSC_0237xNa tym zdjęciu, za Vukowskim naprawdę dużo się dzieje. Jest z milion drzew, krzaków, traw i jezioro. To wszystko zamienia się w plamę z rozmytymi kreskami brzóz, nie tylko dlatego, że ustawiłam tu niską wartość przysłony (f/2.0), ale głównie dlatego, że drugi brzeg, był całkiem daleko.DSC_0254-2x Tutaj również f/2.0, kilka minut później, podobne oświetlenie, a dookoła Vuka baaaaaardzo dużo widocznych i wyraźnych szczegółów korzeni. Wszystko dlatego, że są one bardzo blisko niego. Zresztą tutaj wyraźnie widać też krawędź naszego plasterka, za którym kończy się ostrość. DSC_0254-3Swoją drogą, takie zdjęcia są moim zdaniem dobrą okazją do użycia czerni i bieli. Kolory są mało ciekawe, natomiast dużo fajnego dzieje się z układającymi z korzeni formami. Usuwając kolor, sprawimy, że wzrok odbiorcy bardziej skupi się na tych elementach. 

Oczywiście cała ta kwestia nie jest aż tak prosta. Gdybyśmy zaczęli wnikać w temat głębiej, pojawi nam się wpływ ogniskowej* obiektywu i tym podobne parametry. Natomiast te rozmyślania, zostawmy na inną okazję, żeby nie mieszać sobie zbyt mocno w głowach.

*Ogniskowa, znów w ogromnym uproszczeniu, decyduje o kącie widzenia obiektywu. To są te nasze magiczne cyferki 35 mm, 50 mm, 85 mm, 200 mm itd. Dla przykładu, obraz z powyższych zdjęć pochodzi z obiektywu o ogniskowej 85 mm. Dla obiektywów szerokokątnych będzie to np. 24 mm.

Migawka 

Migawka odpowiada za to jak długo będziemy naświetlać obraz. Im dłużej naświetlamy, tym więcej światła pada na matrycę. Zdjęcie jest jaśniejsze, ale obiekty ruchome są mniej zmrożone, lub rozmyte i na odwrót.

Wyobraźmy sobie, że otwieramy i zamykamy oczy, patrząc na psa, który wskakuje do wody. Unosimy powieki, zwierz leci. My patrzymy na niego przez sekundę i mrugamy. Jak wiele zdążyło wydarzyć się w tym czasie? Sporo, być może nawet stoimy już opryskani wodą. A teraz zróbmy to samo, tylko znacznie krócej, powiedzmy przez 1/8000 sekundy. Gdybyśmy byli w stanie widzieć obraz w takich ułamkach, to pomijając fakt, że żylibyśmy na wiecznej stop klatce, bo nasze oko i nasz mózg działają w sposób gdzie 24 klatki na sekundę, dają już płynny obraz (chyba, że bylibyśmy np. muchą, albo innym zwierzęciem, dla którego my – ludzie poruszamy się w slow – motion), moglibyśmy zobaczyć pojedyncze krople wody, zatrzymujące się w powietrzu. Tak samo wygląda sprawa migawki. Otwarta przez setne, czy tysięczne sekundy, będzie rejestrować to co zadziało się w tym czasie, ale  mniej światła zdąży się przez nią przedostać, w związku z czym, ciemniejsze będzie uzyskane zdjęcie.

Im szybciej porusza się obiekt, tym krótszy będzie czas naświetlania, jeśli chcemy obraz zmrozić. Jeśli nie mamy statywu, po przekroczeniu granicy, za którą obraz rozmywa się od samego drżenia naszych rąk, musimy dostosować czas otwarcia migawki, do efektu, który chcemy uzyskać, oraz do panujących wokół warunków. Oczywiście chcąc uchwycić biegnącego psa, raczej zależy nam na tym, by był on możliwie zatrzymany na obrazie, ale nie oznacza to, że musimy w naszej twórczości ograniczać się, do zastanawiania się tylko nad mrożeniem obrazu. Zabawa migawką daje pole do wielu kreatywnych rozwiązań. Możemy np. uwypuklić statyczny element obrazu, fotografując go na tle obiektów, które poruszają się szybko i naturalnie rozmyją się na zdjęciu, podczas gdy nieruchome części będą zatrzymane i ostre. Ponadto, wszelkiego rodzaju zdjęcia nocnego nieba, czy obrazy jakby malowane światłem, powstają podczas dłuuuuuugiego naświetlanie, naprawdę długiego.

Spójrzcie sobie chociażby na to:oiuyAutorem tych zdjęć jest Pan Daniel Mercadante, który na długiej ekspozycji, fotografował swojego znajomego, biegnącego ze specjalnie skonstruowanymi „świetlikami”. Cały projekt, możecie obejrzeć na instagramie Daniela, o tu.

ISO

Znów odrobinę upraszczając, ISO to po prostu czułość matrycy na światło. Im wyższe będzie ISO, tym jaśniejsze zdjęcie, jednocześnie zaczną pojawiać się na nim szumy/ziarno cyfrowe. Nie powiem Wam złotej recepty na maksimum, przy którym obraz będzie „znośny” dla oka. Po pierwsze dlatego, że zależy to bardzo mocno od sprzętu, którym fotografujecie i nie tylko od jego „jakości”, ceny, czy wieku, ale również od zużycia – tak, matryca się zużywa i to również ma wpływ na pojawiające się szumy. Po drugie, oświetlenie przy pomocy pozostałych parametrów wpływa na ostateczny odbiór obrazu. Wykonywałam zdjęcia na ISO 800, czy 1000, które nie wyglądały wcale źle, bo pierwotny obraz, nie ten obrobiony w programie, był już dostatecznie naświetlony. Robiłam w swojej głupocie również takie, gdzie ISO 600 dawało obraz naprawdę średni, bo surowe zdjęcie było nadal niedoświetlone, a przy wyciąganiu czerni, w procesie obróbki, powyciągały się również powstałe szumy. Ostateczny efekt, był nie do akceptacji jakiejkolwiek. Są aparaty, które udźwigną wysoką czułość bez problemu, ale generalnie jeśli dobrze naświetlimy zdjęcie, to nawet tym gorzej radzącym sobie sprzętom, ułatwimy walkę z brudami. Oczywiście ISO też jest parametrem, którym możemy tworzyć ciekawe rzeczy. Często takie odczucie ziarnistości, niedoskonałości obrazu, jest czymś pożądanym i dodającym „artystycznego” wyrazu.

Spójrzcie sobie na prace tego Pana. Rafał Bojar tworzy obrazy będące jednym wielkim szumem, które są absolutnie przepiękne i magiczne (uwaga, są cycki, ale nie mają one w sobie za grosz niesmaku).

•••

Tu gdzie dzieje się magia

Światło

Światło jest absolutną podstawą fotografii i większości innych dziedzin, w których budujemy obraz. Przy jego pomocy możemy ukryć, lub uwypuklić elementy. Możemy nadać ton i nastrój. Możemy zmieniać wyraz i kształt, formować bryły, zmiękczać je, utwardzać i modyfikować. W końcu, światło jest niezbędne do samego technicznego procesu powstania zdjęcia. Myślę, że jest też najtrudniejszym, a jednocześnie najpiękniejszym elementem do opanowania w fotografii. Ja sama przechodziłam i nadal przechodzę i jeszcze pewnie przejdę do tysiąca innych wersji, patrzenia na ten element. Na początku całej przygody, szukałam go jak najwięcej, był dla mnie pewnikiem i prostą podstawą, by reszta parametrów była łatwa w obsłudze. Im więcej jasności, tym lepiej! Później zagubiłam się na etapie: „raw uratuje wszystko”, co jak możecie się w tym miejscu wpisu domyślić, okazało się głupie. Następnie nastąpiła faza ucieczki od światła. Tutaj też względna stabilizacja.

Warunki, w których nie pojawia nam się jednokierunkowe mocne światło, są najprostsze do opanowania. Pochmurny, ale stosunkowo jasny dzień, ze stałym oświetleniem ze wszystkich stron, sprawia, że cały obszar zdjęcia i cały fotografowany obiekt jest podobnie naświetlony. Nie musimy prowadzić walki z kontrastami, z tym, że pół psiej twarzy jest ciemne, pół jasne i jak to teraz obrobić, żeby otrzymać odpowiedni balans. To bardzo mocno ułatwia dalszą pracę nad zdjęciem. Unikamy przepaleń, niedoświetleń i innych dziwnych zaskoczeń.

Chyba najgorszym co możemy sobie zrobić, jest pstrykanie w mocnym świetle, w południe latem, w słońcu. Jeśli już koniecznie musimy, polecam ukryć się gdzieś lekko w cieniu. Takie ostre światło, nawet jeśli nie zrobi nam cieni i w swojej jasności będzie dość jednolite, bardzo spłaszczy obraz. Budowanie formy światłem to jest sztuka sama w sobie. Zastanówcie się jak oświetlane są elewacje budynków, albo rzeźby w muzeach? Jest to najczęściej punkt kierunkowy, od spodu, od góry, od boku. W ten sposób powstaje światło – cień, który nadaje kształt. Gdybyśmy oświetlili np. płaskorzeźbę ostro, maksymalnie mocno, zupełnie na wprost, wszystkie wypukłości zniknęłyby i zagubiły się gdzieś po drodze. To samo dotyczy zdjęć. Dlatego tak często możecie się spotkać z twierdzeniem, że najlepszy do fotografii jest wschód, zachód, czy popołudnie. I tak i nie. Jest z pewnością okazją do uzyskania przepięknych efektów, ale jest też trudny do opanowania. Pojawiają nam się obszary o miękkim, ale różnym stopniu naświetlenia i nie jest to wcale takie łatwe do ogarnięcia, jednakże gdy ktoś to potrafi, może tworzyć piękne rzeczy.

Oczywiście unikanie ostrego światła, nie oznacza unikanie go w ogóle. To są zdjęcia z wczesnej wiosny i z końcówki lata, było jasno, było kolorowo, ale nie było jednego ostrego, topiącego nas, słońca.xxx10 (1)A jak już jesteśmy przy topieniu się. Unikanie fotografowania w pełnym słońcu, w przypadku psów ma jeszcze jeden powód. Spróbujcie zrobić zwierzowi dostojne zdjęcie, gdy ten przez cały czas zipie i dyszy, bo mu gorąco, już pomijając sam komfort naszego modela. No nie da się.

I tutaj przechodzimy do mojej kolejnej fazy, czyli wyłączenia lęku przed światłem i początków zabawy nim. Po przejściu przez wszystkie wymienione wyżej etapy fotograficzne, aktualnie dochodzę do punktu, w którym staram się nim bawić, próbować i patrzeć jak buduje ostateczny obraz i Wam też to właśnie polecam. Nadal uciekałabym precz daleko od ostrego, brzydkiego słońca w południe latem, ale warto wyjść z zaciemnionej komórki i eksperymentować.

Wrócę jeszcze raz do zdjęcia, które już się tutaj pojawiło.DSC_0237xZdecydowanie nie jest ono oświetlone równomiernie, ale nie ma w sobie aż tak dużych kontrastów, a słońce daje nam dosyć miękką poświatę. Coś w tym temacie zaczyna się już dziać, coś tam budować, a jednocześnie jest to do opanowania (jak kiedyś zrobię zdjęcie z zachodu, z którego będę zadowolona, to będzie święto lasu).

Spójrzcie sobie, co robią ze światłem mądrzejsi ode mnie fotograficznie ludzie, których z pewnością kojarzycie:

Alicja Zmysłowska

Iza Łysoń

Emilia Heller – Mrotek

Natlia Śliwińska

Kamila Borecka

Martyna Ożóg

Alicja Boruczkowska

Cyntia Zygmuntowicz

Paulina Lewicka

Ewa Leśniewska

Dominika Dubownik

Beata Patrzałek

U dziewczyn można zauważyć, że to światło jest, zawsze gdzieś tam skądś tam się wylewa, jeśli jest taka koncepcja fotograficzna, to mocno buduje ono określoną formę, ale nie znajdziemy tam przypadkowych kontrastów.

PS Całe wymienione przeze mnie wyżej towarzystwo, śledzę dzielnie, podziwiam, szanuję i polecam i to sztosy są.

Miejsce, kadr i pozycja fotografa

Zrobić piękne zdjęcie, w pięknej scenerii, to jest sztuka. Jednakże zrobić znośne zdjęcie, gdy otoczenie zapiera dech w piersiach, a warunki pogodowe sprzyjające, jest bardzo, bardzo łatwo. Sadzamy psa przed falą oceanu, pstryk i elo. To nie jest żaden wysiłek. Oczywiście do powstania fantastycznych, kreatywnych i olaboga zdjęć z malowniczych zakątków, potrzeba już wiedzy, umiejętności i talentu, ale naprawdę nie umiejąc wiele, mając zacne tło, wszystko będzie wyglądać lepiej. Co jednak wtedy gdy, fotografujemy w pozornie mało wyględnych miejscach? Otwieramy szare komórki i zmuszamy się do kreatywności. Na zwykłym chodniku, można zrobić ciekawe zdjęcia, jeśli tylko jakoś to uchwycimy. Warto zastanowić się nad kilkoma rzeczami. Co lub kogo focimy i jak będzie się to kleić z otoczeniem. Co chcemy pokazać i po co? Przyjrzeć się kolorom i fakturom dookoła i szukać elementów, które zbudują nam ramę dla zdjęcia, plany i kompozycję. Gdy to co dzieje się za psem jest mało ciekawe, spróbujmy chwycić go od dołu, lub od góry. Być może płyty chodnika ułożą się w coś ciekawego?

Kadrowanie obrazu, to przede wszystkim zloty podział, trójpodział  i analiza tego, co chcemy wzmocnić. Ten pierwszy, to stworzona w zasadzie przez naturę, harmonijna, boska proporcja, która wygląda po prostu dobrze. Wykorzystywana była w architekturze, malarstwie, sztuce w ogóle. Jest to podział odcinka na dwie części tak, by stosunek długości dłuższej z nich do krótszej był taki sam, jak całego odcinka do części dłuższej. Innymi słowy, coś mniej więcej takiego:4aqxDążymy do tego, aby w mocnych punktach podziału, czyli miejscu przecięcia linii, pojawiały się mocne punkty zdjęcia. W fotografii zazwyczaj stosuje się trójpodział, ze względu, na prostsze obliczenia, a właściwie ich brak. Dzielimy obraz na 9 identycznych prostokątów i znów, szukamy zbiegu linii, lub tych linii w ogóle.

Tutaj temat jest opisany bardzo fajnie, przejrzyście i zrozumiale.

Dobrze jest również nie ucinać psa, w kolanach, w połowie łapki. Nie gubić uszu i mieć w miarę prosty horyzont. Zdjęcie powyżej ucina Vukowi łokieć. Lepiej wyglądałoby takie, gdzie byłby on w całości.

Wszyscy znamy widok psiego fotografa, który kuca, lub kładzie się na ziemi. Te wygibasy są wynikiem tego, aby fotografowany obiekt był gdzieś mniej więcej na równym poziomie z aparatem. Taka pozycja zazwyczaj daje poczucie ładu i sprawia, że nie zaburzamy proporcji. Oczywiście nie jest to jedyna perspektywa, z której warto robić zdjęcia. Nie powinna być, ale zdecydowania najprościej opanować przy niej ogólny odbiór fotografii. Ponadto zniżenie się do poziomu terenu, na którym fotografujemy, pomoże uzyskać wrażenie głębi, poprzez dodanie rozmytego planu przed psem, ale do tego dojdę za chwilę.DSC_0273xZerknijmy na zdjęcie powyżej. Zrobiłam je nie ustawiając się, nie patrząc nawet na podgląd, sprawdzałam tylko parametry w aparacie. Nie obrabiałam też go, bo brzydkie, próbne, to i po co. Zastanówmy się, co jest tutaj nie tak z kadrem – wszystko (prawie). Jakikolwiek podział – brak. Pies ma dziwnie zaburzone proporcje i wygląda jak wklejona w piasek postać, lewitująca w powietrzu. Patrzymy no i nic nam się tutaj nie zgadza, a ogólny odbiór jest taki, że zdjęcie robiliśmy kalkulatorem. 

Poniżej zestawienia zdjęcia, które „ratowałam”. Na górze, obrobiona wersja, z nie ruszaną perspektywą, kadrem itd. Niby jest znacznie lepiej niż na zdjęciu powyżej, ale jednak nadal czujemy, ze coś tu nie gra. Druga fota, już po szybkim RKO. Nadal mogłoby być lepiej, bo sam kadr chwyciłam nieszczęśliwie, ale odpowiednie zoperowanie optyką obrazu, skalą i umieszczenie Vukowskiego w jako takim złotym podziale, sprawia, że na zdjęcie idzie już normalnie patrzeć 😉 Jest mniej ciasno, trochę jakby niżej i proporcjonalniej.DSC_0180-2x2DSC_0180x1W moim odczuciu, zabawa zasadami, łamanie ich i obchodzenie, mogą dać niesamowite efekty, ale tylko wtedy, gdy jest to działanie świadome i wynikające ze znajomości tychże. Prace Pablo Picasso, kompletne abstrakcje, pozornie oderwane od jakichkolwiek form i poprawności, stworzył człowiek, za którym stał ogromny warsztat i zanim zaczął łamać konwencję, rysował realistyczne, dokładne i proporcjonalne prace. Tak samo wygląda to z fotografią i każdą inną dziedziną sztuki. Możemy stworzyć zdjęcie, na którym każda linia będzie z innej strony, pozornie nic nie będzie mieścić się w ramach, kąt nie ten, poziom nie ten, ale ostatecznie patrząc na obraz, zobaczymy coś niesamowicie ciekawego, bo za przełamaniem zasady, stała jej znajomość.

Złapane chwile

Moje serduszko zawsze biło mocniej do fotografii reportażowej, lub takiej, gdzie łapie się chwile, emocje, ten jeden moment. W kontekście psów, mnie samej trudno jest robić coś podobnego, bez pomocnika. Zazwyczaj jeśli nie ustawię sobie psa, on siada gdzieś przy mnie, albo wącha przypadkowe kwiatki i niewiele mogę z tym zdziałać. To co widzicie jako pies w ruchu, bardzo często wynika ze zwolnienia do zabawki i moim zdaniem to czuć. Marzy mi się łapać kadry, w których jest trochę więcej zatrzymanej chwili. Niesamowicie radzą sobie z tym:

Claudio Piccoli – choć zakładam, że jego kultowe już foty, psów przeskakujących przez powalony pieniek, są wykonywane również ze zwolnieniem do zabawki.

Ksenia Raykova – moja absolutna mistrzyni w tej dziedzinie. Kocham, wielbię. Ta kobieta nawet jak pstryknie zdjęcie z absurdalnej strony, z jakimś dziwnie wygiętym zwierzem, to i tak wygląda dobrze. Jak? Nie wiem.

Tutaj jej fp na facebooku, na którym jest więcej zdjęć w stylu, o którym mówię, a mniej typowo pozowanych.

Tomasz Mońko nasz polski mistrz w łapaniu tych jednych, wyjątkowych momentów z zawodów frisbee i nie tylko.

Anja Troha – miłość, miłość, miłość

Kristyna Kvapilova – światło, chwile, miłość!

Magdalena Żurawińska – ja nie wiem jak, ale ona zawsze złapie te swoje futra w jakiś ciekawy sposób.

Magdalena Wilczewska – te zdjęcia z podróży to miłość mega.

Jak również wszystkie panie wymienione przy temacie światła i jeszcze z milion innych by się znalazło, ale na tę chwilę mam już w głowie pomieszanie z poplątaniem.

•••

Vukowscy radzą

Czyli mniej technicznie, bardziej psio – życiowo.

Gra z obiektami

Udając się na zdjęcia, warto poszukiwać obiektów, z którymi nasz pies mógłby wejść w interakcję. Pieniek, kamień, liście, cokolwiek. Jeśli mamy piękne miejsce, czy światło, wystarczy posadzić to nasze zwierze, zrobić dobrze zdjęcie i wszystko układa się w przyjemną całość. Jednak usadzenia psa jak żaba wśród błota, piachu i naszych pięknych szaro – zgniłych pni drzew, będzie mało interesujące. Spróbujmy nakierować go tak, aby wszedł na coś, przytulił to, spojrzał na to, może wyszedł zza tego.DSC_7616_0001_TłoxTutaj Vukowski leży sobie na barierkach. Zwykłe, najzwyklejsze barierki na moście, a zbudowały nam trzy plany, dodały koloru, geometrii i wymusiły jakąś interakcję.DSC_6136_0001_TłoxNasz pieniek. Dokładnie taka sama sytuacja. otoczenie jest szare, bure, ponure. Światła prawie brak, a jednak coś tam się tutaj dzieje na tym zdjęciu.

Wolność i swoboda

Jeśli macie taką możliwość, jeśli macie pomocnika, albo uda Wam się wprawić psa w niewymuszony, swobodny ruch, spróbujcie chwycić go w tym czasie, zupełnie bez myślenia o pozowaniu. To daje ten nieuchwytny element zatrzymania chwili, który w fotografii jest mega cenny. W łapaniu ostrości na psa w biegu, pomocne będzie użycie jednego punktu autofocusa, w trybie ciągłym (AF-C) i przez cały ten czas śledzenie naszego biegnącego futra.DSC_9842xRuch kontrolowany

Jeśli marzy Wam się zdjęcie z psem biegnącym na wprost, lub od boku, wystarczy Wam w zasadzie, że model potrafi zostawać w określonym miejscu i czekać na zwolnienie do zabawki.

W przypadku zdjęcia bokiem. Ustawiacie go sobie tam gdzie byście chcieli, lekko na granicy kadru, po przeciwnej stronie do tej, w którą będzie biegł. Na wprost modela, zostawiacie zabawkę. Ważne by była ona mniej więcej na linii psa (na tej samej płaszczyźnie ostrości). Odchodzicie na swoje miejsce, kadrujecie obraz, ustawiacie ostrość na oczach zwierza, zwalniacie go, śledzicie autofocusem, pstrykacie i gotowe.DSC_9821-2xW przypadku zdjęcia na wprost. Ustawiacie psa w miejscu, z którego ma ruszyć. Zabawkę zostawiacie za sobą, na przeciwko niego, ale tak aby biegnąc nie zrobił sobie krzywdy i nie staranował Was. Ostrość najlepiej ustawić kawałek przed psem, chyba, że zastosujecie dużą głębię. Dlaczego? Dlatego, że na małej płaszczyźnie ostrości, gdy ustawicie ją na psi pyszczek, w momencie, w którym pies poruszy się do przodu, już Wam z niej wyjdzie. Najlepiej znaleźć jakiś charakterystyczny kawałek krzaka, liść, większe źdźbło trawy i pstryknąć serię zdjęć, gdy pies po ruszeniu wejdzie w okolice naszej płaszczyzny.xxxxwdwewewTutaj pomogłam sobie walającą się w okolicy kłodą. To na niej ustawiona była ostrość. Po zwolnieniu psa, zaczynałam pstrykać w momencie gdy był chwilę przed nią. W ten sposób z powiedzmy z 3 – 4 zdjęć, mam jedno to, w którym pies trafił z oczami w płaszczyznę ostrości. Może nie być to widoczne tutaj, ale jeśli przyjrzelibyśmy się zdjęciu w większym formacie, zauważylibyśmy, że nos i futerko pod pyszczkiem nie jest już ostre. 

Trzy plany

Bardzo fajną rzeczą na zdjęciu, które dodaje mu głębi i pewnej trójwymiarowości jest budowanie planów. Tak aby mieć nie tylko ostry obiekt i rozmyte tło za nim, ale również coś przed nim. Tutaj dochodzi też sprawa, o której wspominałam wcześniej, czyli kulanie się w trawie i robienie sobie pierwszego planu z rozmytych źdźbeł.DSC_9317 (1)To zdjęcie musiałabym spróbować obrobić jeszcze raz. Jestem ciekawa jak bardzo różniłoby się od tego, co widzicie tutaj, a wiedzieć musicie, że jest to jedno z pierwszych jakkolwiek bardziej świadomych, które wykonałam. Jest niewyostrzone i pewnie można było je ogarnąć lepiej, ale kocham je całym serduszkiem, za moment, który uchwyciło. Pokazuje ono też idealnie efekt trójwymiarowości, o którym mówię. Na pierwszym planie mamy rozmyte kwiatki i zboża, z pośród nich wyłania się Vukowski, a za nim rozmazują się kolejne trawy. Umieszcza nam to fotografowany obiekt w środku obrazu, sprawiając wrażenie, że nie jest tylko płaską naklejką. 

Dajcie czas sobie i psu

Musimy pamiętać, że te nasze stworzonka, to są żywe, czujące istoty. Jeśli zakładacie, że zrobicie zdjęcia w godzinę, prawdopodobnie skończy się na dwóch – i dobrze. Wymaganie od psa ciągłej pracy (tak, taka sesja to często skupienie, ćwiczenia w rozproszeniach i inne elementy prawilnego treningu) nie jest dobre i nie jest efektywne. Najlepiej zanim w ogóle zaczniemy cokolwiek pstrykać, pozwolić zwierzowi zaznajomić się z miejscem. Powąchać kwiatki, krzaczki i trochę spuścić z pary. Dopiero wtedy zacząć robić zdjęcia. Gdy zauważymy, że zwierz zaczyna się już rozpraszać i ewidentnie nie jest to już dla niego ciekawe, najlepiej przejść się po okolicy. Nam da to świeże spojrzenie, a psu pozwoli trochę odetchnąć. Jeśli mamy pomocnika, albo psa, którego możemy spuścić z wzroku na sekundę, warto jednym okiem przejrzeć sobie zdjęcia, które zrobiliśmy. Później powtórzyć sesję w trochę innym kącie, albo w tym samym miejscu, ale ze świeższym spojrzeniem. I przede wszystkim, patrzcie na komfort modela!

Oczy

Ostrzymy na oczy, przy obróbce uwypuklamy je. Mówią, że to jest zwierciadło duszy, psiej też 😉

Kolejność zdjęć

Jeśli planujemy podczas sesji zrobić zdjęcia zarówno portretowe, jak i te w ruchu. Zostawmy sobie dynamiczną część na później, nie na odwrót. Unikniemy w ten sposób zmęczonego, mniej zmotywowanego i zasapanego modela.

Zostawcie to w cholerę na chwilę

Przy rysowaniu, malowaniu, jak również obrabianiu zdjęć, dobrze jest zostawić je na chwilę w spokoju. Odejść, zjeść kanapkę, wyjść z psem. Długo na coś patrząc, albo wprowadzając zmiany stopniowo, możemy nie zauważyć, gdy dotrzemy do punktu, w którym coś jest nie tak. Odejście i powrót do pracy, daje nam świeże spojrzenie i czasem sprawia, że chwytami się za głowę myśląc: „co ja żem uczniła”.

Bawcie się, eksperymentujcie

Nie popełnia błędów tylko ten kto nie robi nic. Wszystko czego się dowiedziałam na temat fotografii, a nadal wiem….NIC, dowiedziałam się po pierwsze zadając mnóstwo pytań najcierpliwszemu Robertowi na świecie, który mam nadzieję czyta to i nie wstydzi się za mnie ❤ – Vuko śle uściski.

Swoją drogą Robert przepięknie operuje światłem. Patrzajcie.

Po drugie, oglądając kilka poradników z obsługi programów graficznych, czytając słowa mądrzejszych od siebie, a po trzecie robiąc mnóstwo zdjęć i nie bojąc się ich obrabiać. Każde z nich, uczy Was czegoś nowego i nowego. Wychodźcie poza schematy, szukajcie piękna w pozornie brzydkich miejscach i łapcie chwile. W drugiej części wpisu, z pewnością poruszę temat błędów obróbkowych, w które sama wpadłam, żeby Wam tego oszczędzić, ale nikomu krzywda się nie stanie jeśli dacie za dużo winiety, dziwnie, sztucznie rozmyjecie tło za psem, albo przegniecie z saturacją. Po prostu, następnym razem, gdy usiądziecie do zdjęcia, będziecie już wiedzieć, czego nie robić.

•••

Kończąc

Mam nadzieję, że wpis będzie dla Was przydatny. Wszystkim czekającym na obróbkę i coś więcej, przekazuję, że wpis jest gotowy i będzie równie obszerny. Będziemy poruszać się w Lightroomie i Photoshopie, czekajcie na część drugą!

 

 

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jak fotografować psa – okiem Vukowskich, część 1

  1. Emilka

    Kurczaczki! Wszystko jest cacy, szkoda tylko, że mój aparat jest za słaby, aby połączyć rzeczy, z których chciałabym stworzyć ładną całość. Przykładowo, żeby rozmazać tło, muszę na maksa otworzyć przysłonę, plus zrobić zoom. Im większy, tym większe rozmycie. Ale co za tym idzie – wtedy muszę wydłużyć czas naświetlania, no i kiszka, bo psiutka się rusza i trudno zrobić zdjęcie, które miałoby elegancko złapaną ostrość i nie było rozmyte. A zdjęcie w ruchu z rozmytym tłem, to niestety, albo stety moje marzenie. Niespełnione marzenie, a dlaczego to już wyjaśniłam u góry. W ogóle zdjęcia w ruchu z moim fujiem to trudna sprawa i nie wiem jak ją ugryźć. Najprawdopodobniej za słaby sprzęcior i cóż poradzić, przydałby się nowy, ale obiecałam sobie, że z tego małego cacka wyciągnę wszystko co tylko się da. ;P Ach, no i niestety są to zdjęcia JPG, a co za tym idzie, dużo nie uda mi się zmienić podczas obróbki, meeh.

    Polubienie

  2. Pingback: Psie internety - marzec 2019 - Życie z Psem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s