Wąż na smakołyki – recenzja dla FERA.PL

7

Zabawki, które możemy wypchać jedzeniem, mają przeróżne kształty, rozmiary i formy, ale cel ten sam. Zająć psi mózg, wytrzymać psie zęby i służyć nam jak najdłużej. Wężowa zapchajpaszcza zaciekawiła mnie, gdy tylko ją zobaczyłam. Chodźcie i obczajcie jak się sprawdziła.

Co to? Po co to?

2

To nad czym będziemy rozwodzić się dzisiaj, to wąż na smakołyki od Trixi. Ma około 42 cm długości, wykonany jest z gumy termoplastycznej, służy do wypychania  smakołykami i dostępny jest o tu, na fera.pl

W odróżnieniu od większości zabawek tego typu, powierzchnia przeznaczona na umieszczenie jedzenia nie jest głęboka, a szeroka. Ponadto otwór, przez który pies dostaje się do środka jest wąski. To sprawia, że węża raczej nie będziemy kulać po podłodze, czekając aż wypadnie z niego granulat. Psa czeka metodyczne dłubanie w jego wnętrzu, lub potrząsanie w paszczy, rozgryzanie i przytrzymywanie łapką, ale do tego przejdziemy za chwilę.

Zabawka ma bardzo przyjemny poziom miękkości. Jest na tyle twarda, że wytrzymuje starcie z napadającym ją psem, a jednocześnie na tyle miękka, że zwierz może dostać się do jej wnętrza. Krawędzie otworu nie są ostre, choć w pierwszym odczuciu budziły mój niepokój. Smyrałam tam swoim paluchem, Vuko intensywnie dłubał jęzorem i wszystko było w jak najlepszym porządku.

Nie mogę się też powstrzymać, przed wrzucaniem tutaj czegoś, co pojawia mi się w głowie, za każdym razem jak chwytam węża w ręce. Wybaczcie mi te głupoty, ale mój wewnętrzny człowiek internetu lat 90′ nie umie tego zapomnieć. Jak nie wiecie o co chodzi, to po prostu zignorujcie. Jak wiecie, to zbijam z Wami starczą piąteczkę.

wonsz rzeczny

Psie wrażenia i psie użytkowanie 

8

Ponieważ od jakiegoś czasu wcinamy mięcho, to nim głównie wypychaliśmy węża. Jednak włożyłam do niego kilka razy, również granulat i smakołyki. W zależności od tego, czego akurat użyłam, zmieniał się sposób obsługi zabawki.

W przypadku wszelkich pasztetów, past, czy właśnie mięsa, Vuko po pierwszej próbie dzikiego rozgryzienia zabawki, zabierał się do metodycznego i dokładnego wylizywania od jednego końca, do drugiego. Na jeden raz mieściłam około 200g ładunku i bardzo często używałam zabawki jak miski spowalniającej. Porcja mięsa tej wielkości, znika z miski za jednym połknięciem. W zabawce nie zajmowała futra na bardzo długo, ale po wszystkim przez dłuższą chwilę obgryzał ją i memlał. Bardzo się przy tym uspokajał. Wąż podczas takiej zabawy, wydawał zasysające i „łamiące” dźwięki, które również relaksowały Vukowskiego.

Granulat, smaczki i inne twarde formy jedzenia, oznaczały dłuższą walkę. Ponieważ przez wąski otwór nie wypadały łatwo, a językiem trudniej było je wydobyć. W takim przypadku, Vuko zazwyczaj próbował rozgryźć zabawkę, która ściskana z jednej strony, lekko rozchylała się z innej i uwalniała z siebie pyszności. Często przytrzymywał ją sobie łapką, lub chwytał w paszczę, podrzucał, czy uderzał o ziemię. Udawało mu się też wydłubać coś językiem, ale zdecydowanie w granulatowej konfiguracji, mniej było spokoju i systematycznego wydobywania, a więcej wariactwa i kombinatoryki.

Wąż sprawdzał się też jako klasyczny gryzak. Vuko chętnie obgryzał go gdy był zupełnie pusty, a nawet zdarzało nam się nim przeciągać.

34

Moje wrażenia 

Jeśli śledzicie nas od dłuższego czasu, mogliście się już zorientować, że jestem fanatykiem doboru kolorystycznego psich akcesoriów. Jest dużo fioletu, dużo różu i niebieskiego, ale zielonego u nas nie doświadczycie(raczej). Wąż jest czymś, dla czego mam ten fanatyzm w nosie, bo po prostu robi dobrą robotę. Zajmuje psią głowę, jest łatwy w czyszczeniu, wytrzymały i ciekawy w swojej formie. Używało mi się go bardzo wygodnie, a Vuko na jego widok cały chodził. Jedyną wadą jest również jego zaleta. W związku z wąskim otworem, wkładanie w niego jedzenia jest utrudnione, ale w miarę szybko znalazłam na to patent.

5

Czyszczenie i konserwacja

Można by pomyśleć, że wężowa forma nie sprzyja łatwemu czyszczeniu. Cytując klasyka: „nic bardziej mylnego”. Zabawkę dość łatwo można rozsunąć na tyle, żeby wcisnąć w nią gąbkę. Następnie wystarczy przejechać nią od głowy do końca ogona(?), lub na odwrót i gotowe. Jest to znacznie prostsze niż mycie wszelkich jajo – owalno – podobnych zapchajpaszczy, co zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Powierzchnia w środku jest gładka i płytka, dzięki czemu nie musimy wciskać paluchów w dalekie zakamarki i małe otwory, którymi cechuje się większość zabawek tego typu. Niestety nie miałam okazji sprawdzić czy wąż przeżyje stracie ze zmywarką, ale z kontaktu z bardzo gorącą wodą, wypełznął cały i zdrowy.

Czy polecamy?

Polecamy całym sercem. Aktualnie jest to nasza główna zapchajpaszcza i jestem z niej bardzo zadowolona. Myślę, że spodoba się zarówno małym, jak i dużym. Zarówno metodycznym i chaotycznym. Ponadto odnajduję w sposobie obchodzenia się z wężem, bardzo dużo elementów, które siedzą głęboko w psiej naturze.

Za możliwość testów dziękujemy FERA.PL

a węża rzecznego możecie dorwać tutaj.

 

 

3 uwagi do wpisu “Wąż na smakołyki – recenzja dla FERA.PL

  1. M

    jaki masz patent na napełnianie węża? właśnie wrzucam go do koszyka i się zastanawiam, czy nie zaleje mnie fala frustracji przy pierwszym podejściu wpychania jedzonka 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s