Nagradzanie: 5 rzeczy, których nauczył mnie mój pies

vuuuuCzyli o tym jak Vuko nauczył mnie przebiegłości, manipulacji i pozbawił resztek wstydu.

•••

Tym dość pejoratywnym wstępem, chciałabym zaprosić na mały zbiór mądrości, którymi obdarzył mnie Vuk. To co zebrałam w tym wpisie, to moje doświadczenia, przerobione lekcje i nadwyrężony mózg mój. Nagradzanie psa jest baaaaaardzo, bardzo, ogromniaście bardzo rozległym tematem i za cienka w majtach jestem, żeby głosić tutaj prawdy objawione, złote recepty czy żelazne zasady. Od tego są mądrzejsi ode mnie. Nie chciałbym też wypisywać tutaj ogólników, o których każdy kiedyś słyszał. Natomiast mogę podzielić się swoimi osobistymi spostrzeżeniami. Jak już mój mózg się napocił, to być może oszczędzę tego potu Wam i coś dla siebie tutaj znajdziecie.

•••

5 rzeczy, których nauczył mnie o nagradzaniu (manipulowaniu) mój pies

1. Spontaniczność, wyluzowane majty i brak zahamowań

Są na świecie pieski, którym wystarczy drobne skinienie głową z aprobatą, by lecieć na fali i za nic mieć wszelkie niedogodności. Są też takie, które dostają skrzydeł i fruną po tęczy, gdy jest tam razem z nimi ich człowiek. I taki właśnie jest Vuko. To jest pożeracz emocji, wchłaniający je całym swoim ciałkiem. Nie potrzebuje wcale pisków, klasków, czy nadmiaru słów (co zresztą zrozumiałam po czasie). Jego napędza nieskrępowana niczym, szczera radość z tego, że robimy coś razem i totalne robienie ze mnie głupka. Oczywiście nie mam tu na myśli tego, że pracuje za piękny – umorusany piachem uśmiech. Jednak bez niego keczusie są jakby mniej fajne. Ulubione metody tracenia mojego rigczu i godności człowieka, preferowane przez Vukowskiego to:

–  Bieganie w kółko, z szarpakiem w ręce i psem uwieszonym na jego drugim końcu. Nie szarpanie, nie, nie. Bieganie/patatajanie jak z koniem na padoku.

– Kulanie się w trawie, najlepiej szarpanie się klęcząc lub leżąc.

– Radosne podśpiewywanie, podskakiwanie i uciekanie.

…generalnie wszystko co związane z poruszaniem się i męczeniem, brudzeniem czy kulaniem mocno wskazane.

I spytacie: „ale czego tu się uczyć?”. No uciekać z szarpakiem, żeby pobudzić popęd łupu, wielka mi filozofia. Ha! Tu Was mam, bo to nie tak, że byłam jak ten słup soli i musiałam nauczyć się biegać. Jako człowiek dwóch różnych skarpetek, nigdy nie miałam problemu z tym by robić po prostu swoje, mimo obserwującego mnie środowiska. Nie sądziłam więc, że będę miała problem z robieniem z siebie gamonia, bawiąc się z psem. A okazało się, że byłam w tej kwestii kanciastym sztywniakiem. Robiłam to co wydawało mi się zabawą, byłam głośna i powiedzmy aktywna, a w rzeczywistości zachowywałam się jak stary dziad, w czapce z daszkiem do tyłu, zbijający z gimnazjalistami pionę i próbujący uskuteczniać jakieś pokraczne rapsy. Trochę dziwne co? Nawet lekko niezręczne? No i tak właśnie było. Jak chcesz się bawić z dzieckiem w domek dla lalek, to bierzesz i nalewasz sobie wyimaginowanej herbatki, do tej mikro – filiżanki, a potem dyskutujesz o wyższości Pocahontas nad syrenką Arielką, a nie siedzisz obok i szczerzysz niezręcznie zęby jak dziwadło. Bawiąc się z psem, kulam się jak on i cieszę szczerze, szczerze jak on. Jak trzeba to odprawiam rundę honorowego patatajania i mało rzeczy tak Vuka nakręca. Po takie patenty zapraszam jakby co do Pani Pauli „zabawy” Gumińskiej ❤

2. Wszystko może być nagrodą 

Pojęcie zachowań samonagradzających przedstawiane jest zazwyczaj w negatywnym kontekście. Pies chce dotrzeć w jakieś miejsce – ciągnie – dociera tam. Nagrodził się. Pies chce powitać człowieka – skacze – zostaje pogłaskany. Nagrodził się. Z tym wszystkim staramy się najczęściej walczyć po prostu eliminując określone zachowania i wymagając opanowania emocji. Siedzisz spokojnie – pozwalam Ci zrobić to, tamto i siamto. Natomiast temat ten można wynieść na wyżyny naszej wyobraźni. Wszystko co sprawia psu przyjemność jest dla niego nagrodą, a już nasza w tym rola, by czasem to sprytnie wykorzystać.

O proszę: tutaj copiesnato.pl mądrze prawi

Vukowski np. kocha tunele, całym swoim merle sercem. Gdy jest taka możliwość, pozwalam mu więc na rundę, czy dwie, jako rozładowanie i nagrodzenie za wcześniejszą pracę, jeśli wymagała tego co dla niego najtrudniejsze, czyli: dokładności, myślenia i ćwiczeń technicznych – drobnych elementów. W ten sam sposób działa backhand w frisbee, na koniec wygibasów przy ciele. Jeśli jest jakaś figura, czy sztuczką, którą pies lubi to również może być świetną nagrodą samą w sobie. W takim handlowaniu z psem ogranicza nas tylko wyobraźnia i BEZPIECZEŃSTWO naszego psa. Podłubmy razem, a w zamian porobisz to, co lubisz najbardziej. Miły deal co?**

3. Manipulacja w czystej postaci

Tak, właśnie do takich okropności zmusił mnie mój pies. Do bycia przebiegłą i sprytną. Vuko jest pieseczkiem, który lubi biegać. Aportu go nigdy uczyć nie musiałam, choć przez czas jakiś naprawiałam kilka swoich błędów w tym temacie. W każdym razie, największą formą nagrody dla tego pana, jest patatajanie – co już ustaliliśmy. Piłka lata, toczy się, ucieka, jest czymś po co można daleko biec, czyli ideał nad ideałami. Ale taka głupia piłka jest niesamowicie ograniczająca. Ani tym poszarpać, ani nauczyć pracy przy ciele, ani tym frisbee na sucho porobić. Szarpak z piłką niby fajny, ale to jednak nie to samo. Ażurka? – „matka co ty mnie tu w ogóle”. A ona przecież taka idealna do tych wszystkich ćwiczeń. Co robić? Jak żyć?

A no przebiegle, przebiegle żyć. Żeby nadrobić moje błędy wychowawcze, o których pisałam tu, musiałam podejść do tego strategicznie i poznać mojego przeciwnika. Uznałam, że w piłce najbardziej pokochane zostało to, co najmniej pożądane – bezsensowna psycho – pogoń. Postanowiłam więc wpleść ten element w inne zabawki. Wszystko co było szarpane, zaraz było też rzucane przed siebie, przywoływane, znów szarpane i popatajane. Z czasem rzucanie zostało jako forma rozluźnienia z punktu 2 i o dziwo, obojętna wcześniej ażurka, znalazła swoje miejsce na podium w vukowskim rankingu. Absolutnie wszystko mogło stać się cudownością z krainy tęczy, jeśli w którymś momencie zasugerowałam psu, że można za tym pobiec, ku zachodzącemu słońcu. Wystarczyło po prostu zrozumieć co go napędza i odpowiednio to ukierunkować, zamiast walczyć z wiatrakami. Czyli znów (huehue): dostosuj metody do psa, nie psa do metody i uplastycznij się.*

4. Obraz szerokokątny

Pies jest istotką żywą i myślącą. Nie jest robotem , którego zaprogramujemy w określony sposób i tak jak sobie napiszemy program, tak on będzie działać. Zmienia się tak samo jak my i po pierwsze, to co wcześniej go nie interesowało, może zacząć go interesować. Po drugie, nie jest tak, że ucząc jednej rzeczy, tylko na jedną rzecz mamy wpływ. On sobie w swojej głowie układa sprawy, których my możemy nie wyłapać i szczęśliwi z przerobionej kwestii, sami stworzymy kolejną. Dlatego coraz częściej pilnuję się żeby myśleć szeroko, żeby dostrzegać ciągi i konsekwencję. Nagradzając jedną rzecz, z którą mamy aktualnie problem, łatwo przeoczyć coś co pozornie było pewnikiem, ale zlekceważyliśmy to i tym samym, zlekceważył to nasz pies. W zależności od tego jak daleko zabrniemy w takim wąskim spojrzeniu, odkręcanie może być szybkie i przyjemne. Polegające głównie na pacnięciu się w głowę, dwóch, trzech konsekwentnych treningach, lub żmudnym przerabianiu podstaw od nowa.

5. Konsekwentne wymagania i nagradzanie podstaw

Konsekwencja wydawała mi się zawsze oczywista, w kontekście codziennego wychowania. Jeśli raz na coś pozwalasz, a raz nie, to pies w zasadzie nie wie czego od niego oczekujesz, albo wie, że może robić to co mu się podoba, bo trochę pomarudzisz, a ostatecznie i tak pozwolisz. Proste jak cholera i dzielnie się tego pilnowałam. No może poza kwestią wykradania skarpetek z kosza na pranie. Tutaj poległam i przy okazji jest to idealny przykład na to, co by było gdybym tak samo niekonsekwentnie podchodziła do innych spraw. Jednak w ćwiczeniach zdarzało i czasem nadal (trochę nieświadomie) zdarzy mi się popełnić ten błąd. Z rozpędu nagrodzić za coś zrobionego niechlujnie, albo nagrodzić zerwaną komendę. Wcześniej, w przypadku bycia gamoniem w balansowaniu zabawkami, było to też nagięcie się do pożądanej, nieszczęsnej piłki (no debilizm w czystej postaci, dzięki do widzenia). Aktualnie, pilnuję swojej głowy, a postawienie pewnych wymagań, daje rezultaty w dreptaniu do przodu (szok, co?). Jednakże, wymagania rodzą presję, nawet gdy wydaje nam się, że pracujemy na tęczy. Presja tę tęcze wysysa z kolorów i grozi smutkiem i złem. Tutaj wkracza punkt drugi, czyli nagradzanie podstaw. Jak już tak namęczę ten vukowski mózg, to dostaje solidną dawkę radości z drobnych – aczkolwiek zrobionych dobrze błahostek, które lubi, a nad którymi zawsze warto pracować. Póki co, zdaje to egzamin utrzymania tęczy, z jednoczesnym spacerem w kierunku radości i postępu.

*to już chyba trzeci wpis z rzędu, w którym pada to zdanie. Chyba zrobię sobie z tego jakieś wyzwanie.

**tu dochodzi również kwestia odłożonej nagrody, łańcuchów i innych mądrych rzeczy.

•••

Wiem, że nie poruszyłam tutaj, zdaje się spraw oczywistych. Takich jak: rodzaje nagrody, metody, formy itd itp. Takie wpisy znajdziecie w wielu miejscach, u mądrych ludzi internetu, niewiele bym tu mogła dołożyć. Dlatego moja cegiełka „mądrości”, to raczej około – tematyczne rozważania, ale jeśli choć jednej psio – ludzkiej drużynie dodadzą skrzydełek i tęczy, to moja misja będzie spełniona. A jeśli Wy macie jakieś swoje patenty i nagrodowe – spostrzeżenia, to podzielcie się w komentarzu 🙂

 

 

 

 

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Nagradzanie: 5 rzeczy, których nauczył mnie mój pies

  1. Punkt czwarty bardzo dobrze widać w obedience: w ogóle, cały ten sport jest balansowaniem pomiędzy. Pomiędzy tym co wydaje się być pewnikiem, a tym co trzeba poprawić. Pomiędzy dynamiką a dokładnością. Pomiędzy skupieniem a pobudzeniem. Można by tak wymieniać i wymieniać. Mnie bardzo w ogarnianiu tego pomaga odpowiednio prowadzony dziennik treningowy, bo widzę czarno na białym, że np. w danym tygodniu robiłam wyszukiwanie patyka x razy, ale za to dostawienia się do nogi z patykiem – wcale. 😉

    Polubienie

  2. Grzeczni Podopieczni

    Obraz szerokokątny choć u nas wiąże się to również z widzeniem szerokokątnym, czyli człowiek nagle zaczyna posiadać zdolność wyłapywania dziwnych cieni (sarenka na horyzoncie), dźwięków (wiewiórka na drzewie) i postaci (rowerzysta na trzeciej!) 😉
    pozdrawiamy!
    http://www.grzecznipodopieczni.pl

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s