Francodex: Chusteczki do higieny oraz preparat ochronny na opuszki łap – recenzja

1ok

Dzisiaj bierzemy się za pielęgnację psich łapek i psich oczu łanami zbóż smaganych. Do tego wpisu zbierałam się bardzo długo, bo i bardzo długo trwały próby rzetelnego sprawdzenia tematu, ale o tym przeczytacie poniżej.

•••

Bohaterami dzisiejszego wpisu będą:

Preparat do ochrony opuszek psich łap:

2

Według producenta pełni funkcję ochronną zarówno przeciw odmrożeniom jak i odparzeniom. Nawilża, uelastycznia, zmiękcza  i wspomaga gojenie się skaleczeń.

Oraz chusteczki nawilżające:

3

Tutaj informacja od producenta wygląda tak:

„Chusteczki o neutralnym Ph są nasączone roztworem wzbogaconym z wyciągu z aloesu (o właściwościach łagodzących i nawilżających), delikatnie perfumowane. Dzięki substancji, którą zostały nasączone, te chusteczki delikatnie i dokładnie oczyszczają oczy, uszy i łapy Twojego zwierzęcia.”

Francodex specjalizuje się w produktach typowo pielęgnacyjnych. Znajdziemy w ich ofercie bajery do:

-pielęgnacji sierści

-higieny jamy ustnej, uszu, oczu, opuszek łap

-higieny domowej

-neutralizacji zapachów

-suplementacji

-ochrony przeciw pasożytom

i chyba wszystko co przyjdzie Wam do głowy, gdy usłyszycie słowo „pielęgnacja”

•••

Jak się sprawdziło? Jak zadziałało?

Chusteczki:

11

Chusteczki nawilżające maja służyć to czyszczenia oczu, uszu, łapek z zabrudzeń dnia codziennego. Upraszczając, mamy tu do czynienia z czymś na kształt chusteczek nawilżających dla dzieci.

Nasze wrażenia:

Jeśli jest jakiś produkt, który jednogłośnie mógłby być atrybutem każdej szanującej się matki, z pewnością byłaby to paczka chusteczek nawilżających gdzieś na dnie wózka. Widzieliście kiedyś matkę, która nie posiada czegoś takiego? No ja nie. Zawsze i wszędzie towarzyszy im to cudo innowacji, dla którego z pewnością znalazłby sto i jeden zastosowań. A tu coś podetrzeć, a tu coś wytrzeć, a tu coś przeczyścić. Dla nas okazało się równie przydatne gdy wracając z dzikich wypraw w krzaki, mogłam Vukowskiemu przetrzeć oczy czymś innym niż mój własny kciuk. I choć prawda jest taka, że ten kciuk sprawdza się całkiem nieźle i takie chusteczki nie są czymś absolutnie niezbędnym, to swoją funkcję spełniały. Głównym powodem ich użyteczności jest dla mnie opakowanie. Można je bez problemu otwierać i zamykać ponownie, nie powodując wysuszenia zawartości. Jest bardzo kompaktowe i nie zajmują dużo miejsca w plecaku. Ponadto czyszczenie uszu przy użyciu chusteczek jest znacznie wygodniejsze, choć mniej precyzyjne niż przy pomocy patyczków, wacików i tym podobnych. Zapach nie jest specjalnie inwazyjny, dość przyjemny. Vuko dobrze znosił zabiegi, nie odnotowano żadnych reakcji alergiczno – negatywnych. Nie pozostawiają na dłoniach, ani na psie śladów, osadów czy odbarwień. Myślę, że niejedna matka przyjęłaby takie do swojego wózka 😉

Preparat dla łapek

10

Jego głównym założeniem jest ochrona i pielęgnacja opuszek psich łap. Forma opakowania ma ułatwiać nam rozprowadzanie produktu.

Zacznijmy metaforą

Tutaj należałoby upatrywać się powodu tak długiego czasu powstawania wpisu. Ja jestem człowiekiem raczej niecierpliwym, wiele rzeczy chciałbym na już, na teraz. Jednak jak trzeba to trzeba, potrafię pocierpieć w milczeniu baaaardzo długo. Bardzo długo mogę czekać jeśli wiem, że będzie warto. Potrafię też zawzięcie uprzeć się przy czymś i w połączeniu z patologiczną empatią dawać temu szansę za szansą. Jednak gdy to nadal nie chce ze mną współpracować, wysiadam z tego pociągu z hukiem, straszniejszym niż cokolwiek o czym moglibyście pomyśleć w najczarniejszych koszmarach.

W przypadku tego produktu, można by powiedzieć, że wsiadałam do wspólnego pociągu, wysiadałam, wsiadałam i wysiadałam tak długo, aż w końcu wyciągnęłam wystarczające wnioski i pomachałam mu z peronu bez większych krzyków, bo wystarczająco ochłonęłam.

A teraz gdy mamy za sobą te absurdalne, być może zbędne metafory, przejdźmy co części właściwej:

Część właściwa

Muszę przyznać, że popełniłam tutaj błąd na samym wstępie, ponieważ nie doczytałam, nie zauważyłam, nie zorientowałam się, że preparat ten znajduje się w opakowaniu roll-on, a przynajmniej nie dostrzegłam tej informacji w katalogu, który dostałam, bo w internecie jest to zaznaczone. To jest pierwsza z dwóch rzeczy, które uniemożliwiały mi jakąkolwiek pracę z tym produktem, choć w opisie jest to podkreślane jako zaleta. Po pierwsze jest on w swojej konstrukcji bardzo nieprecyzyjny. Trudno jest dostać się w zakamarki między paluchami. Dużo łatwiej robi się to po prostu własnymi dłońmi. Ponadto kulka stale się blokuje, na tak małej powierzchni jak psi opuszek nie ma nawet jak dobrze się rozkulać. W związku z tym, jednorazowo jesteśmy w stanie nałożyć na łapkę praktycznie tyle preparatu, ile znajduje się w danym momencie na kulce. Później należy przekręcić ją ręcznie i znów powtarzać ten proces. Dodatkowo, zbiera psie kłaki, przez co blokuje się jeszcze bardziej. Oznacza to nie mniej nie więcej, kolejne babranie przy aplikatorze podczas oczyszczania go. Gdy już uda nam się nałożyć produkt, czeka nas walka z psem próbującym go z łapki zlizać, co jest zupełnie normalne i naturalne. Gorzej gdy na opakowaniu wyraźnie napisane jest, że pies tego lizać nie powinien. Każdorazowe nakładanie wiązało się z pilnowaniem Vuka, co miłe ani dla mnie, ani dla niego nie było.

65Zastanawiacie się pewnie co do tego miała cała ta przypowiastka powyżej. A to, że bardzo chciałam zrobić to dobrze i rzetelnie. Bardzo chciałam sprawdzić czy to faktycznie działa. W żaden sposób nie zaszkodziło Vukowi, ani nie wywołało reakcji alergicznych, więc jedyną kwestią pozostawała moja cierpliwość przy babraniu się z tą złowieszczą kulką. Wsiadałam i wysiadałam do wspólnego pociągu co jakiś czas. Jak już nie miałam cierpliwości użerać się tematem to odpuszczałam na jakiś czas. Ostatecznie po kolejnej próbie uznałam, że nowych wniosków już nie wyciągnę. Poza tym co mogliście przeczytać wyżej, to:

tak, preparat działa. W zasadzie prawie natychmiast trochę nawilża, na dłuższa metę wygładza i zmiękcza opuszki psich łap. Faktycznie zauważyłam regenerację obecnych uszkodzeń.

4

Na górnych zdjęciach łapki wcześniej, na dolnych po około dwóch miesiącach używania z wspomnianymi przerwami. Oczywiście łapka jest widocznie czystsza co działa tu na korzyść preparatu, ale zupełnie obiektywnie: cztery mniejsze paluchy są dużo gładsze i milsze w dotyku. Delikatne zrogowacenia zniknęły i już nie czuję na sobie papieru ściernego, gdy Vuko mnie smyrnie łapką. Pewne niedoskonałości na największej części pozostały, choć są załagodzone. Ponadto jedno dłużej utrzymujące się pęknięcie w końcu się zagoiło. Produkt działa i trudno tu zaprzeczać. Nie jest to spektakularna miękkość, ale poprawa jest widoczna. Jednakże droga, która do tego prowadzi była bardzo męcząca, uciążliwa, wymagała sporej determinacji i trwała w związku z tym strasznie długo.

Podsumowanie:

Jako człowiek lasu, po zużyciu jednego z opakowań chusteczek, wyciąganie farfocli, baboli i nocnych marków pozostawiłam swojemu kciukowi. Natomiast drugiego z pewnością będę używać do przeczyszczania uszu, bo jest to bardzo szybkie, wygodne i mało inwazyjne. Choć nie uważam ich za coś absolutnie innowacyjnego i koniecznego w psiej szafie, to swoją funkcję spełniały i nie mam tutaj zastrzeżeń. Odnośnie preparatu do łapek: działa, ale używanie go jest niestety bardzo trudne, niewygodne i irytujące zarówno dla mnie jak i psa.

•••

Dziękujemy firmie Fancodex za możliwość testów. Myślę, że gdyby preparat na łapki zrobić w sztyfcie i być może tak przeanalizować skład, aby pies mógł bezpiecznie polizać sobie łapki, to wszystko byłoby ok.

2 uwagi do wpisu “Francodex: Chusteczki do higieny oraz preparat ochronny na opuszki łap – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s