Dziękuję Ci „psiarzu” za świadectwo, które mi wystawiasz – rzecz o odpowiedzialności zbiorowej

5ablogMoją największą bolączką od wczesnych lat dziecięcych była niesprawiedliwość. Nie rozumiałam jej i wielce wzburzałam się na każdy jej przejaw. Nierozłączną siostrą niesprawiedliwości jest odpowiedzialność zbiorowa. To dla mnie absurd i prawdopodobnie jako stara babcia, będę się z jej powodu burzyć dokładnie tak samo, jak burzyłam się 15 lat temu jako dziecko, które odesłano do kąta za niewinność. Teraz chociaż mury szkoły dawno już opuszczone, czuję się jakby ktoś znów sadzał mnie na karnego jeżyka, za zachowania ludzi, z którymi nie łączy mnie nic, poza psim stanem posiadania.

•••

Kto nigdy nie cierpiał za przewinienia innych niech teraz wystąpi.  Ja nie znam takiego. Nie znam też nikogo kto nigdy nie doświadczył niesprawiedliwość. Hej, hej, świat nie jest obrośnięty watą cukrową, a po niebie nie biegają jednorożce. Świat bywa niesprawiedliwy i jest to rzecz niezaprzeczalna, ale to nie znaczy, że należy się z tym godzić. Więc oto jestem, wzburzona ja.

Każdy człowiek na świecie przynależy do jakiejś grupy. Część z nich jest zupełnie podstawowa i wstępnie nie podlega wyborowi. Są to np. narodowość (choć i obywatelstwa można się zrzec), rasa, płeć. Część wynika z naszych zainteresowań, statusu społecznego itd. Oczywiście są też mniejsze grupy, w obrębie większych jak np. zespół w pracy. Niezależnie od tego o jakiej zbiorowości mowa, jej członkowie są oceniani na podstawie zachowań współczłonków. Tak to po prostu działa. Bywa i tak, że do jednego zbioru pakuje się ludzi o skrajnie odmiennych poglądach, tylko dlatego, że mają pewien wspólny mianownik. To sprawia, że część z nich zostaje oceniona nieprawidłowo, niesprawiedliwe i nie zgodnie z faktycznym stanem. Czasem zostaje ukarana za pozostałych. Musi mierzyć się z nałożony niesłusznie zakazami. Zbiory, które dzieli przepaść ocenia się jako jedno i wspólne nakłada się im prawa.

Niektóre grupy maja tyle szczęścia, że społeczeństwo postanowiło rozdzielić je od siebie, nadać im inne nazwy i myśleć o nich w osobnych kategoriach. Weźmy na warsztat szczęśliwców jakimi są kibice piłki nożnej. Nikt nie próbuje nawet szufladkować w jednej kategorii ojca z synem w koszulkach klubowych i nabuzowanych kiboli, których interesuje tylko nowa twarz do obicia. Mają tyle szczęścia, że ich grupę rozdzielono na kibiców i pseudokibiców. Dla społeczeństwa jest jasnym, że poza pojawieniem się na meczu nic ich nie łączy.

•••

A psiarze?

Psiarze nie doczekali się jeszcze takiego sprawiedliwego podziału. Masz psa, dbasz o jego interes, to jesteś psiarz. Nieważne czy robisz to z zachowaniem zasad kultury, z poszanowaniem innych, czy może wręcz przeciwnie uprzykrzasz życie każdemu wokół. Psiarz, to psiarz.

Zastanawialiście się kiedyś nad tym jaki obraz psiarza funkcjonuje poza jego grupą i poza grupą zakochanych w psach dzieci i tych uroczych sąsiadek, które zawsze z radością powitają Wasze futro? Chętnie powiem. Otóż serio, całkiem spore grono ludzi psiarzy nie lubi. Niektórzy wypowiadają się na ten temat mniej, inni bardziej dosadnie, a w skrajnych przypadkach pojawia się tak ogromna antypatia, że to wręcz przeraża.

Przy okazji ostatnich wydarzeń związanych z pogryzieniami, rozgorzała dyskusja, w której wypowiada się cała masa ludzi. Ta burza zainicjowała propozycje zmian w prawie. Surowsze kary dla właścicieli psów, zakaz puszczania luzem jakiegokolwiek psa, gdziekolwiek i inne nieprzyjemności, które odpowiednio prowadzonych zwierząt w ogóle nie powinny dotyczyć. Takie pomysły to póki co tylko luźne myśli, ale są wynikową realnych głosów. Chciałabym przytoczyć słowa, które zdarzyło mi się przeczytać pod artykułem na temat proponowanych zaostrzeń przepisów. Te komentarze, ich ilość i pozytywne oceny, które zbierają, uświadomiły mi, że samym faktem posiadania psa, należę do grupy, o której ludzie potrafią wypowiadać się w taki sposób:

(pisownia oryginalna poza jednym rzutem mięsem, który wygwiazdkowałam)

 

•    „potrzebne jest jeszcze prawo pozwalające gminom na wytyczanie stref wolnych od psów. fajnie by było np. mieć jeden park w mieście gdzie można wejść na niezasrany trawnik i gdzie nie ma biegających samopas wielkich psów-morderców. w moim mieście jest park z wymalowanymi zakazami wprowadzania ale jest to całkowicie ignorowane przez psiarzy, bo prawdopodobnie nie ma odpowiednich przepisów żeby to egzekwować”

•   „No i dobrze, psy powinny ogólnie nie być dozwolone w centrach miast oraz osiedlach mieszkaniowych. Są zbyt inwazyjne, szczekają, srają dookoła bloków, macają mokrym nosem nogawki w windach, a ich właściciele nie stosują się do podstawowych zasad typu kaganiec a czasem nawet smycz. 

Chcesz psa to zadbaj o to żeby nie ingerował w otoczenie.”

•   „I bardzo k***a dobrze. Policja nie reaguje a te szczury zasrywają ostatki zieleni w dużych miastach. Nieraz w parku jest gorzej jak na polu minowym.”

•   „prawidłowo psiarzy trzeba mocno za mordy trzymać tak mocno jak tylko to możliwe(…)
chciałbyś mieszkać w takim bloku ? kawałek „zielonego” pewnie byłby cały zaminowany, chodnik to samo, klatka to samo, brud, smród, wycie prawdopodobnie 24/7 bo 50 psów, kilku psiarzy spotykających się rano schodząc po klatce, przed blokiem, na chodniku to była by istna wylęgarnia patologiczna”

•   „ile ty masz lat 13? w Polsce mieszkasz czy na księżycu? sraluch ma byc na smyczy, a kupa po nim posprzatana. ROZUMIE? i nikogo nie obchodzi czy pies pogryzl z winy wlasciciela czy kogokolwiek. doprawdy nikogo. pies pogryzl, to jemu nalezy sie czapa bo nie jest dostosowany do zycia z ludzmi. a wlascicielowi sroga kara finansowa.”

MÓJ ULUBIENIEC

•   „Kto w ogole widzial żeby trzymać bydlaki na osiedlach. Przyjechali ludzie ze wsi pipidow do miast i robia z nich pastwiska.”

 

•••

ech…

Można by rzec:

„uuuu jak to, to nieprawda, ja sprzątam po psie i mój pies w bloku nie przeszkadza. Jest wybiegany, grzeczny, co to za bzdury uuuu”.

No pewnie, możemy się burzyć i tupać nóżkami, ale musimy też przyznać, że to się zdarza. A jeśli się zdarza, to z wielką chęcią ludzie to uogólnią.

Nie da się zaprzeczyć przytoczonym słowom. Są na tym świecie „psiarze”, którzy nie mają poszanowania dla nikogo i niczego. Nie sprzątaj po psach, robią syf. Pozwalają by ich burki szczekały po nocach, skakały na ludzi, uciekały z posesji i goniły dzieci na rowerach po wsi. W miastach puszczają je luzem bez kontroli, stwarzając realne zagrożenie dla ludzi. Zasrywają trawniki, pozwalają ujadać za domofonem, obsikiwać każdy murek, gonić biegaczy. Gdybyśmy spojrzeli na to z zewnątrz, zapominając na chwilę o tym jak zaangażowanymi psiarzami jesteśmy. Jacy to jesteśmy odpowiedzialni i cudowni, z pewnością zauważymy, ze te zachowania są obecne i nie można odmówić tu racji. Nas samych drażnią nieodpowiedzialni „psiarze”.

Problem polega na tym, że wypowiadający oskarżenia w kierunku właścicieli psów, nie zauważają tego grona, które jest zupełnie nieszkodliwie. A nie zauważają go, bo im nie przeszkadzaja. Nikt ich nie goni, nie zaczepia, psy wybieganie, nie latają z wywalonym jęzorem na wszystkie strony, nie straszą ludzi. Są niewidzialne.

Najczęściej spotykany u ludzi obraz psiarza, to ten, który krzyczy najgłośniej, bo taki najbardziej wryje się w pamięć. To ten, który sprawia, że cała reszta dostaje zbiorową karę za przewinienia innych. W szale agresji, rykoszetem obrywa grupa, która jest tak odmienna, a którą łączy z tym wszystkim jedynie obecność psa. Nie zgadzam się na tę niesprawiedliwość, wkurza mnie odpowiedzialność zbiorowa. Nie chce by mnie identyfikowano z ludźmi, którzy tak bardzo naruszają przestrzeń innych. Nie chcę, ja nie jestem jedną z nich. Wszystko co robię z psem, robię tak aby być nieinwazyjną. Nie szkodzę żadnej postronnej osobie, a mimo to chce mi się odbierać koleje i kolejne swobody, dawać zakazy i karać za przewinienia ludzi, którzy drażnią mnie równie mocno co resztę społeczeństwa. Ja nawet nie wymagam specjalnych udogodnień. Nie potrzebuję wybiegu, nie potrzebuję darmowych woreczków, nie potrzebuję misek na wodę. Wystarczy mi kawałek trawy, na który przez pół godziny nie wbiegnie nikt inny, worki i miskę mam swoje. Niczego nie oczekuję, poza zrozumieniem, że wykazuję się rozsądkiem w swoich działaniach.

•••

Jeśli miałabym przeanalizować moje psie kontakty z resztą świata,  na palcach jednej ręki zliczyłabym sytuacje, w których doszło do konfliktu z człowiekiem bez psa. Staram się budować nasz obraz jako bezproblemowych i neutralnych w dbałości o wspólny interes. Choć czasem świerzbi mnie język, na ogół zamiast negować staram się wytłumaczyć. Bardzo często z dobrym efektem.

Lwia część wyrzuconych przeze mnie dotychczas złości, miała miejsce na linii psiarz – „psiarz”. Zresztą znacie to. Na psich – januszy wylano już potok słów. POTOK. Naśmiewa się z nich na grupach, krytykuje, wałkuje się to bez przerwy. Próbuje się uświadamiać, ułatwiać życie woreczkami, koszami, akcjami społecznymi. Efekt jest, mówienie, że nie, byłoby ignorancją. Świadomość społeczna rośnie i psiarze powoli, powoli przepoczwarzają się w lepsze wersje siebie. Nadal jednak są jednostki, za które nic tylko się wstydzić. Dopóki więc w grupie istnieje spory i bardzo głośny zbiór ludzi, z którymi tak bardzo się nie zgadzam, chciałabym w jakiś sposób być od nich odróżniona.

Nie wiem czy należałoby starać się aby społeczeństwo zauważyło różnicę i by dostosowano do tego prawo, a jeśli miałoby tak być, to jak myśleć by przy tym samemu nie osądzić niesprawiedliwie?

To co możemy robić z pewnością, to promować takie wychowanie psa, by wszystkim nam żyło się lepiej. Zawsze znajdą się jednostki, które będą wystawiać konkretnej grupie złe świadectwo, ale grupy w tym interes by było ich jak najmniej. Myśl na dziś jest więc taka, abyśmy reprezentowali to zapsione środowisko, tak aby inni nie musieli być karani za nasze przewinienia, a jeśli mamy możliwość zamienić poczwarkę psiarza w motylka to zróbmy to, nawet jeśli tak trochę to go jednak nie lubimy 😉 Nie musimy się wszyscy lubić, ale wstydu sobie nie róbmy na wzajem.

 

 

 

Reklamy

17 uwag do wpisu “Dziękuję Ci „psiarzu” za świadectwo, które mi wystawiasz – rzecz o odpowiedzialności zbiorowej

  1. Niestety, to znane zjawisko, z którym bardzo trudno jest walczyć. Co więcej, muszę z przykrością powiedzieć, że ja tych wszystkich, którzy wylewają pomyje na ludzi z psami trochę rozumiem. Bo przecież sama niejednokrotnie sprzątając po swoim wdeptuję w cudze.

    Problem w ogóle jest wielowarstwowy i myślę, że wynika z kilku rzeczy:
    1) media gonią za sensacjami, kliknięciami, odsłonami, więc oczywiście każda tragedia zostaje rozdmuchana do ogromnych rozmiarów, dużo się o niej mówi, wszędzie się słyszy, co buduje negatywny obraz psów jako takich w społeczeństwie;
    2) jak psy zrobią coś fajnego czy też gdy jest do pokazania jakiś pozytywny materiał o psach to zwykle jest on umieszczany na samym dole strony, gdzieś w wydarzeniach lokalnych, na które mało patrzy/ w które mało kto klika – tym samym wracamy do negatywnego wizerunku psa, którego nie ma jak zrównoważyć;
    3) edukacja, edukacja, edukacja – wciąż jest jej za mało, co więcej, jest ona prowadzona praktycznie wyłącznie w zakresie sprzątania po psach. To oczywiście ważny aspekt życia z psem w mieście, ale jest także mnóstwo innych rzeczy, których trzeba właścicieli psów nauczyć – jak choćby to, że wolność ich psa kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność jakiegokolwiek żywego stworzenia, nieważne czy mowa o tych nogawkach w windzie, czy o psie sąsiada czy sarence w lesie.
    4) w ogóle, mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie postawa „ja, Ja, JA!” jest bardzo powszechna i brakuje empatii, stąd bierze się większość tego rodzaju problemów; niestety, obawiam się, że długofalowa edukacja w tym zakresie przyniesie efekty za wiele lat – wtedy, kiedy dzieci uczące się obecnie w przedszkolach będą dorosłymi. Widać to zresztą często właśnie w kontaktach z psami, gdy rodzic ignoruje to, co ma do powiedzenia właściciel psa, a dziecko stwierdzenie „Proszę go nie głaskać, bo się boi” traktuje bardzo poważnie.

    Uff.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja też doskonale rozumiem tych, którzy wylewają na „psiarzy” pomyje. Sama wzburzam się na nich co pięć sekund gdzieś w internecie. Tym bardziej boli mnie gdy uświadamiam sobie, że dla postronnego człowieka jestem tym samym co psi-janusz.
      1. Zgadzam się w pełni
      2. Zgadzam się jeszcze bardziej w pełni
      3. Uczyć, uczyć tak, ale też starać się jako psiarz drugiemu psiarzowi pomóc być w tym lepszym, bez generowania w nim wstydu i złości. Przykład: Moja znajoma gdy widzi, że ktoś nie sprząta, nigdy nikogo nie krytykuje, nie komentuje. Podchodzi i pyta: „zapomniał pan może woreczka? Chętnie poratuję” – z zabójczym uśmiechem. W efekcie człowiek sprząta tę kupę, nawet jeśli wie, że to pytanie było trochę udawane, to gra w tę grę i wszyscy rozchodzą się w tęczy, a następnym razem ten pan zbiera kupę.
      4. Ta postawa to bardzo szeroki problem i wielu dziedzin dotyczy. Ja myślę, że skończy się dopiero razem z pewnym pokoleniem….

      Uf 😉

      Polubione przez 1 osoba

      1. to u mnie psiarz dość neutralnie, ale psiara to akurat jak taka rasowa laska, w brudnych ciuchach, zapierdzielająca ze stadem psów słuchających jej jak świnie grzmotu 😛 swoją drogą przydałoby się jakieś krótkie określenie na janusza kynologii inne niż psiarz…

        Polubienie

  2. Dosłownie kilka zdań:

    Niestety muszę się z Tobą zgodzić, chociaż chciałbym żeby to była nieprawda. Chciałabym żeby trawniki były zielone i niezaminowame, a ludzie szczęśliwi i mądrzy.

    Chciałabym.

    Polubione przez 1 osoba

  3. dosmachone

    Psi janusze to zmora chyba wszystkich ludzi, ale…
    Mieszkam w ‚nowym’ osiedlu (zamieszkałym od niespełna 2 lat, jeszcze sporo mieszkań jest na sprzedaż), widuję nawet w mojej klatce (na 5) sporo psów a moje obserwacje ‚higieniczno-estetyczne’ są takie (zaznaczając, że sama nie trawię Psiarza-janusza i wdeptywania w kupska):
    – winda, chwilowo wyłożona płytą OSB (by remontowicze jej nie zniszczyli) jest cała zapisana w głupotach, bluzgach i innych poezjach podwórkowych
    – notorycznie zastawiony jest samochodami podjazd dla wózków
    – notorycznie pod śmietnikami leżą dziurawe, rzucone w kąt i rozerwane worki, śmieci remontowe (mimo zakazu)
    – na trawnikach znajduję puszki po piwach, mikroflaszki, potłuczone butelki a pod oknami stłuczone kieliszki, kości, na wpół rozkładające się ryby (wtf w ogóle?! komuś się chyba flądra przejrzała w lodówce więc machnął za okno…), pety (MORZE PETÓW! tez magicznie pod oknami), całe bochenki zgniłego chleba, stare kanapki
    – sporadyczne małe kupy (chyba jeden sąsiad z małym kundelkiem nie odkrył jeszcze co to kupoworek…
    – dam rękę uciąć, że raz Cho próbował zjeść kupę ludzką, najprawdopodobniej jakiegoś bobasa bo z placu zabaw za daleko do domu to pod drzewo, a co…

    Także zaprawdę, drzazgę w czymś oku znajdą a kłody w swoim nie bardzo. Mając psa zwraca się większą uwagę na śmieci (z wiadomych powodów) i dostrzega się ich istny ocean… I to są czysto ludzkie śmieci.

    A edukacji faktycznie brakuje, nie ma żadnego ‚ogólnego’ ruchu w kierunku uświadamiania i psiarzy i niepsiarzy jak powinni się w przestrzeni publicznej zachowywać, by jedno drugiemu nie przeszkadzało. Przecież da się, nie daleko szukać – już u naszych Czeskich sąsiadów przy bilecie (2zł) za psa w Skalnym mieście dostaje się torebkę na kupę i nikt nie robi problemu z wejściem np. do ZOO czy galerii handlowej. Kawałek dalej, we Włoszech wejdzie się z psem do banku, urzędu czy piekarni. Czyli DA SIĘ żyć tak, by wszyscy czuli się komfortowo w swoim mieście, niestety nie u nas, jeszcze nie teraz.

    Wczoraj chociażby szłam z Cho do samochodu, wycieczka na fizjoterapię. Łapa zanabdażowana, w worku, na krótkiej smyczy. I wołam z daleka do Pani żeby zawołała swojego psa (bo już leciał do nas ujadając a Cho stracił mózg chcąc się pobawić) i słyszę klasyczne ‚niech się nie boi, ona chce się bawić!’… To mówię, pies kontuzjowany, proszę zabrać swojego psa. I nic, skończyło się na wzięciu psa pod pachę i wysłuchiwania za plecami ‚ale ona tylko się bawi, tylko trochę poszczekała, co Pani od razu swojego zabiera’…

    Tylko jak edukować tych, którzy edukować się nie chcą a na zwykłe prośby reagują chamstwem? 😦

    Polubienie

    1. Ludzie w ogóle mają problem z nie przeszkadzaniem innym i to się tyczy wszelkich grup. Kierowcy w stosunku do rowerzystów, rowerzyści do kierowców. Psiarze – niepsiarze. Dzieci – starsi itd. Chociaż bardzo się staram to czasem sama pewnie naruszam czyjąś przestrzeń.Taki już nasz ludzki los. A odnośnie edukacji, nie liczę tu na cuda. Raczej zakładam naturalną, wymianę pokoleniową i lzakładam, że jak moje dziecko wyjdzie kiedyś z psem na spacer to statystyczny janusz – psiarz będzie już powoli myślał o emeryturze i nie w głowię będą mu psy. Jego miejsce zajmą na chodnikach świadomi psiarze, którzy będą budować obraz grupy tak, aby siary nie było 😀

      Polubienie

  4. Szeptucha

    Właśnie z tego powodu planuję przeprowadzkę na wieś. Nie dziwię się ludziom że walczą o każdy najmniejszy skrawek zieleni i przestrzeni, bo mieszkając w mieście tego po prostu nie masz. Pomijając już to że zawsze będzie ktoś, kto po swoim psie nie posprząta, istnieje też konflikt interesów między posiadaczami psów a ludźmi którzy psów po prostu nie lubią. Oni nie chcą ich widzieć, mimo że właściciele robią co mogą żeby były jak najmniej inwazyjne. Mnie ostatnio dostało się za to, że pies siknął sobie na trawkę, bo „tutaj też dzieci chcą się bawić”… I szczerze nie mam pojęcia co z tym zrobić, bo szczenior nauczony lać tylko na trawę a do lasu nie dotrzyma, chyba zacznę na spacery biegać z mopem 😉

    Polubienie

    1. dosmachone

      Tylko wiesz, wszyscy mieszkańcy miasta powinni mieć takie same prawa. Ja nie powiem matce z dziećmi, żeby poszła się bawić z nimi gdzieś indziej, bo ja tu pracuję z psem i sobie nie życzę krzyków dzieciarni i w stosunku do psiarzy powinno to działać w ten sam sposób. Ja swojego psa pilnuję i jak go mam pół roku tak nigdy nie tykał nikogo nosem w windzie, nie przewracał dzieci na placu zabaw i nikogo nie pobrudził brudnymi łapami, kupy sprzątam – w żaden sposób nie naruszam przestrzeni i swobody ludzi nielubiących psów (a także tych lubiących, bo nie pozwalam skakać i witać się nawet, gdy mi Pani w windzie mówi, że ona też ma pieska i na nią może skakać) więc mam pełne prawo do tego, by ludzie nie naruszali mojej przestrzeni i wolności…
      Miejska zieleń nie jest po to, żeby o nią walczyć i sobie ją zagrabiać ‚dla siebie’ bo jest przestrzenią publiczną czyli wspólną.

      Chociażby wcześniej przytoczony przeze mnie przykład Zoo w Pradze (tej czeskiej 😉 )
      Zoo jest jednocześnie parkiem (biletowanym ale parkiem), są ławeczki, pace zabaw, bary z lodami i zapiekankami, nawet gondolka widokowa. I można tam normalnie wejść z psem i jakoś Czechom to nie przeszkadza – psy na smyczy pod kontrolą właścicieli, dzieci pod kontrolą rodziców i wszyscy są szczęśliwi i w takim samym stopniu mogą korzystać z tej jakże nielicznej w mieście zieleni.

      Polubienie

      1. Szeptucha

        Oczywiście, zgadzam się z tobą w 100%! Ja sama absolutnie o przestrzeń publiczną nie walczę – po prostu niektórzy ludzie widząc że mam psa, od razu przystępują do boju 😀 Raz dostało mi się nawet w momencie, kiedy właśnie po nim sprzątałam bo trawnik już został skalany 😀 Albo zostałam okrzyczana na skwerku przez starszą panią, bo pies stoi i wącha trawę, więc na pewno coś zaraz zrobi i mam się stąd czym prędzej wynosić 😉 To są już przypadki ludzi, którzy po prostu psów nie lubią i twierdzą że w miastach nie ma dla nich miejsca. W takim wypadku nie ważne jak się staram żeby mój pies nie był niedogodnością, najlepszym rozwiązaniem jest to, żeby przestał istnieć. To jest trochę nie fair, bo naprawdę się staram, obiecałam sobie biorąc szczeniaka, że mój pies będzie taki właśnie nie uprzykrzający się nikomu, „niewidzialny”. Ale okazuje się że dla wielu osób niedogodnością jest to, że jest 😉

        Polubione przez 1 osoba

  5. dosmachone

    To chyba właśnie ta nasza smutna, polska mentalność – przeczepić się do wszystkiego do czego się da. I szczerze to ja nie mam pomysłu jak się w takich sytuacjach zachowywać więc… ignoruję. Wdawanie się w dyskusję tylko zaostrza fikcyjny problem (bo nie dość, że z psem to jeszcze rozwydrzonam i niewychowanam), przepraszać nie mam za co. Czasem egzamin zdaje uśmiechnięcie się i życzenie miłego dnia – sympatyczny gest zbija takich furiatów z pantałyku i albo milkną albo zmienia im się nastawienie (to samo robię z trąbiącymi na mnie oszołomami za kółkiem gdy wiem, że nic złego nie zrobiłam, działa 😉 ) jednak zgadzam się, jest człowiekowi zwyczajnie przykro, tym bardziej że gro ludzi stara się i pracuje na dobry wizerunek psa w przestrzeni miejskiej a kilka januszowych egzemplarzy co krok zaprzepaszcza starania.
    Od dłuższego czasu zastanawiam się, co faktycznie psiarze mogliby zrobić, prócz oczywiście pracowaniem nad sobą i najbliższym otoczeniem (w myśl – chcesz coś zmienić, zacznij od siebie). Strony i blogi o takiej tematyce trafiają raczej do środowiska mniej lub bardziej kynologicznego, do tego już świadomego bądź działającego w kierunku poszerzania swoich horyzontów. Ale jak trafić do ‚cywila’, który przez pryzmat psiarza-janusza traktują czworonogi jak zło (nie)konieczne, które trzeba tępić słowem i działaniem (od apeli o zaostrzenie prawa po trucie psów w swojej okolicy)?

    Polubienie

    1. Problem trafialności do cywila to w zasadzie główny problem w całym tym „uświadamianiu”. No bo co z tego, że my sobie będziemy tu płakać i marudzić jak żaden janusz w życiu nie przeczyta jakiegoś bloga o psach, o ile jakiegokolwiek przeczyta. To jest trudne i ja bym mocno stawiała na nowe pokolenie 😦

      Polubienie

  6. Też mnie boli ta niesprawiedliwość bardzo. Kminiłam nad tym nie raz i doszłam do kilku wniosków.
    Świadomi właściciele psiaków nieco inaczej podchodzą do sprawy „posiadania psa”, inaczej zajmują się czworonogami, wychowują, socjalizują, jeżdżą po weterynarzach gdy trzeba, chuchają i dmuchają, pilnują. To wynika z edukacji i empatii.
    Przyglądając się stereotypowej rodzince „Januszy” widzę brak empatii w stosunku do kogokolwiek, zapatrzenie na czubek własnego nosa. Taki Janusz jeden z drugim robi wszystko, żeby tylko ten drugi miał gorzej. Zwróćcie uwagę, że większość z takich ludzi jest pozamykana na świat – oni nie dopuszczają zmian. Świadomość właścicieli psów wzrosła w ciągu kilku / kilkunastu lat. Dla większości takich pozamykanych w sobie Januszy to nowość, której z racji swojego pozamykania nie ogarniają. Taka troszkę smutna polska rzeczywistość się pokazuje. Można próbować edukować, ale niestety można przy tym oberwać rykoszetem. Mam taką cichutką, malutką nadzieję, że przyszłe pokolenia będą odrobinę mądrzejsze.

    I tak sobie myślę jeszcze (chociaż wiem, że w Polsce raczej nie dojdzie do tego za mojego życia), może pies powinien zostać postrzegany jako tzw „dobro luksusowe”? tak jak to jest w krajach zachodniej Europy. Tam wielu z tych patologicznych sytuacji nie ma. Może dlatego, że ludzi którzy mogliby przyczyniać się do takich niefajnych sytuacji najzwyczajniej nie stać na utrzymanie zwierza, opłacenie podatków, koszty opieki weterynaryjnej. W Polsce psa może mieć każdy i w tym jest problem. Gdyby każdy mógł jeździć Porsche pewnie nikt by nie szanował tych samochodów.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Doskonale Cię rozumiem, boleśnie odczuwam to, jako członkini fandomu.
    Boli to tym bardziej, że:
    1. Ze względu na, nazwijmy to eufemistycznie, problematyczne jednostki, cierpi opinia moich idoli (a w przypadku pisarzy – psów).
    2. Moi idole reprezentują wysoki poziom kultury, ich myślą przewodnią najnowszych albumów jest pokochanie siebie, aby móc kochać innych. A ludzie zwący się ich fanami obrzucają się mięsem i plują nienawiścią.
    Ręce odpadają.

    Polubienie

  8. Zawsze sobie mówię, że nie będę się denerwować takim uogólnianiem i podciąganiem pod odpowiedzialność zbiorową. Ale się denerwuję. Bo to to takie niesprawiedliwe. A teoretycznie powinno być już twarde dupsko, bo obrywa się w wielu dziedzinach (nie tylko psiej) – jeżdżę motocyklem, więc na pewno dawca. No i ta muzyka świadcząca o jedzeniu kotów;)
    Żarty żartami, ale opinie powstające o całości grupy mogą być wręcz niebezpieczne. Niechęć do psów powoduje przecież nie tylko narzekanie sąsiadów nie-psiarzy. Niestety słyszy się ciągle o mięsie z gwoździami porozrzucanym w parku albo psie nakarmionym (na prywatnej posesji!) kiełbasą z trutką.
    Skąd w ludziach tyle nienawiści?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s