Trudna sztuka równowagi

rrrrr4Być może to dziwne, ale najwięcej trudności w pracy z psem sprawia mi balansowanie na granicy planowanych postępów i swobodnej zabawy. Gibanie się na boki jak dzika, aby nie zachwiać równowagi, trochę trwało, ale chyba dojrzałam do pewnych spostrzeżeń i zaczynam to w końcu układać w tym kudłatym czerepie.

A zacząć należy od podstawowej kwestii

Przez te dwa lata, zdarzyło mi się odbić od obu ścian. Tonęłam w chaosie i beztroskim hasaniu po tęczy, ale też utknęłam w wielkiej „misji trening”. Wielka misja trening pozostawiła mi w głowie piętno pod postacią czerwonego guzika, który co jakiś czas świeci, aż razi w oczy i dzyn dzyni natarczywie ostrzegając o niebezpiecznym zbliżaniu się do granicy końca zabawy.

O a tu możecie przeczytać o „misji trening”

Guzik ten mam wrażenie, był zbyt pochopny w swojej ocenie sytuacji i gdy tylko zrobiliśmy kilka kroków w przód, gdy tylko nauczyliśmy się nowej rzeczy, to on już dzwonił i panikował na zapas:

„ło rety, ło rety, tylko teraz tego nie zepsuć. Jest tak fajnie, to może wrzuć na luz? Najlepiej nic nie rób”

Dobrze, że był i jest i dzwoni. Jednak pogadałam sobie na poważnie z Panem psem, dokonałam analizy tego co działa fajnie, co się sprawdza, gdzie mogę, a gdzie nie mogę odpuszczać i doszłam do wniosku, że czas najwyższy wyregulować guzik. Ostateczny wpływ na tę decyzję miał jednak kolejny trybik, który przeskoczył, a było to tak:

•••

Trybik, który przeskoczył

Wydawało się, że utkniemy z tym już na zawsze. Całe spektrum zachowań i sposób myślenia psa, który wpływał na takie, a nie inne wykonywanie ćwiczenia. Nie będę Was zanudzać rozwijaniem tego. Było w tym temacie średnio. Dłubałam to sobie i dłubałam, robiłam to ze stałym zapałem, ale efekty były powolne. Aż razu pewnego, przemyślałam temat i postanowiłam chwycić go od strony Vuka. Nie od jakiejś tam innej strony, a od strony tego jednego, konkretnego psa. Zamieniłam samo ćwiczenie w nagrodę i zaskoczyło*

Wtedy dotarło do mnie, że uwielbiam to w jakim punkcie pracy jesteśmy. Zrozumiałam, że nie wiem kiedy przeskoczył mi kolejny trybik, nawet tego nie zauważyłam, a to już się działo. Od jakiegoś czasu ufałam już swojej znajomości, mojego własnego psa. Widziałam nas takimi jakimi jesteśmy naprawdę. Nauczyłam się dostrzegać nasze mocne i słabe strony i dopasowywać do nich ćwiczenia.

Zaczęłam (w końcu) pracować na popędach, które najbardziej jarają mojego psa i już wiem, że wtedy mogę od niego wymagać nawet długiej, czy żmudnej pracy i będzie to dla niego nadal fantastyczne.

Przestałam bać się tak bardzo czerwonego guzika i ze strachu przed nim unikać wszystkiego co sprawiało nam trudność, czy zdawało się nudne dla psa. Natomiast mając go w pamięci i słysząc go co jakiś czas, kombinuję i kombinuję żeby wszystko co niefajne, chwycić od takiej strony, żebym nie musiała się tym martwić. Czasem udaje się  nawet zrobić to jeszcze fajniejszym, niż to co pozornie było najlepsze.

Uczę się w końcu obserwować swojego psa i dopasowywać się do niego, jednocześnie wymagając czegoś w zamian, zamiast biegać za nim i wmawiać mu co on myśli, albo co powinno mu się podobać, jeśli podoba mu się coś innego.

Balansowanie i zamartwianie jest już tylko w mojej głowie, bo Vuko dawno dojrzał w tej kwestii. Gdy ja już panikuję:

„olabolga było za mało zabawy”

to on patrzy na to pobłażliwie i myśli sobie: 

„dobra matka, nie dramatyzuj, było ok” 

A gdy marszczę brew z myślą:

” hm…zabawa, zabawą, ale trochę tam trzeba powymagać i pchnąć to w przód”

to Vuk stwierdza:

„ok jestem gotów, co za problem?”

Ten czerwony guzik jest spoko, ale serio chyba trochę zbyt mocno wziął sobie do serca swoją robotę. I regulacja była/jest konieczna.

DSC_1875

*zaskoczyło póki co, w naszych ćwiczeniach, zobaczymy jak sprawdzi się na torze, ale jestem dobrej myśli 😉 

•••

Wiem już, że w naszej drużynie najfajniej sprawdza się chaos (s)kontrolowany. Wielka siła uformowana w ramy, nie powolne wydobywanie jej i pojedyncze układanie niczym puzzle. Tzn. „wiem”, to może nie jest najodpowiedniejsze słowo, bo może się okazać, że za pół roku napiszę Wam, jakieś inne spostrzeżenia. Jednak na tę chwilę, tak mi się wydaję 😉

Temu chaosowi skontrolowanemu trochę ostatnio brakuje ram, bo za dużo słuchałam dzyn dzynienia czerwonego guzika. Zauważyłam, że znacznie lepsze efekty, nawet gdy nadal „bawimy się w ćwiczenia”, przynosi wyjście z domu, z jakimkolwiek planem na to, w co się bawimy (oh odkrycie życia nie? Planowanie przynosi efekty)

Dlatego właśnie regulujemy guzik. Zabawa zabawą, ale powoli i trochę nieśmiało postaram się wprowadzić w najbliższym czasie (w końcu) dziennik treningów, albo jakikolwiek planer dla tego tematu. I czas zacząć nagrywać treningi.

•••

Nieuchronne zbliżanie się do końca roku i trochę wolnego prowokuje jak widać, do wielkich analiz nad samym sobą. Myślę, że pies mój radzi sobie w tym wszystkim lepiej ode mnie. On nie analizuje wszystkiego tylko to robi. Po prostu jest, bo jest psem i takiemu to dobrze 😉

 

 

 

Reklamy

7 uwag do wpisu “Trudna sztuka równowagi

  1. Oj, równowaga to trudna sprawa. My często z Lady mamy przerwy, bo albo nie mam czasu, albo za bardzo się spinam na progress :/
    Mam nadzieję, że dobrze mi pójdzie projekt 62 dni. Wszystko w nim planuje małymi kroczkami i na luzie, ale zobaczymy jak wyjdzie

    Polubienie

  2. Widzę że nie tylko ja siadam na poważnie do nowego roku 😀 Mądrze, mądrze i prawidłowo. Był taki czas że chciałam za bardzo być jak inni, próbowałam wprowadzić Beta w taką metodę, jaka mi pasowała. Nie patrzyłam na jego potrzeby. Teraz to się zemściło, że siedzę w miejscu i ani rusz.
    Ja już mam pomysł na rozpiskę psią, zamierzam aktywnie używać 😀 Jak masz pytania co do tego, to wiesz gdzie pukać 😉
    Bardzo się cieszę że udało Ci się zatrybić, przede mną jeszcze długa droga. Ale czym jest ten problem, skoro mam przyjaciela godnego naśladowania? ❤️

    Polubienie

    1. U nas głównym problemem po przebrnięciu przez temat z wpisu o „pozbawianiu treningu zabawy”, był strach. Strach, że popsuję to co wypracowałam i z tego powodu niepotrzebne odpuszczanie nowości. Koniec takich głupot. Plan już jest, a rozpiska przede mną, ale najpierw muszę kupić odpowiedni zeszyt 😛 Po wsparcie możemy do siebie zawsze uderzyć ❤

      Polubienie

  3. Myślę, że ważne w tym wszystkim jest uświadomienie sobie i mocne wbicie do głowy tego, że pies to tylko pies i rzeczy się psują – nic po nauczeniu nie jest dane na zawsze, na 101% i najpewniej przyjdzie taki moment, że ćwiczenie, które było pewniakiem nie pójdzie. Bo pies się rozproszy, bo zdziwi go jakaś rzecz w otoczeniu, bo coś tam. Jak człowiek się z tym pogodzi to jakoś mu łatwiej, bo raz, że nie zapomina się o wracaniu do podstaw, a dwa, że pracuje w spokoju, bez lęku. W obedience jest takie powiedzenie „Co się polepszy to się popieprzy”, ale zdaje się, że to prawda uniwersalna, dotycząca sportów kynologicznych w ogóle. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s