Piłka Rainbow Grey od Lilly Pet Shop – recenzja

lilly

Miękkie, piszczące i cukrowo piękne. Cóż to jest? Piłka Rainbow Grey od Lilly Pet Shop. Czy jest wystarczająco wytrzymała? Jak się nią bawić? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w dzisiejszym wpisie, ale już teraz mogę Wam powiedzieć, że jest fajnie 🙂

Zaczęło się od szybkiego mignięcia na monitorze. Krótki rekonesans i oto jestem w fabryce cukierków. Lilly Pet Shop, to polska marka ręcznie robionych akcesoriów dla psów i kotów.  W ofercie znajdziemy bawełniane piłki, koszyki na zabawki, legowiska i koce. Wszystko to ze sporym naciskiem na jakość, dobrą zabawę i estetykę.

Pierwszą moją myślą po przejrzeniu wszystkich kolorowych zabawek i po wstępnym ochłonięciu było:

„no dobra, ale czy to się nadaje dla takiego psa jak Vuko i w ogóle co ja z tym będę robić”. A chwilę później pojawiła się kolejna myśl:

„no właśnie, sprawdźmy to!”.

1 (1)

Kontakt i przesyłka

Dotarła do nas paczka z miękką, piszczącą zawartością. Dotarła to w sumie mało powiedziane, bo ona przyfrunęła lotem błyskawicy. Została wysłana jeszcze tego samego dnia, którego rozmawiałam z Panią Ewą, a już nazajutrz była u mnie. Jak? Nie wiem? Może leciała na jakichś jednorożcach, albo co. Swoją drogą, Pani Ewa jest przesympatyczną osobą, której niestraszne większe psiaki i moje chęci sprawdzenia, czy coś co jest tak urocze, może być też wytrzymałe.

Pierwsze wrażenia

Pierwsze wrażenie, to był niezaprzeczalne wow. Piłka jest wykonana bardzo, bardzo dokładnie. Ma piękne kolory,  materiał jest przyjemny w dotyku. Wszystkie pasy kolorów, są estetycznie zakończone. Nie ma tu mowy o niedokładnym i niechlujnym pozostawieniu sprawy. Piłka jest miękka i bardzo fajnie się ją uciska. Piszczałka nie jest denerwująca, skrzecząca. To jest zdecydowanie znośny poziom piszczenia. Estetyka i dokładność, to jest coś co warto tu mocno podkreślić. Piłka jest faktycznie okrągła. To nie jest kanciasty, krzywy twór, tylko elegancka kula, która cieszy oko.

29

Wrażenia Vuka

Nie będzie odkryciem, gdy powiem, że Vuko jest zabawką absolutnie zachwycony. Po pierwsze: jest piłką, co już daje jej +1000 do wspaniałości, po drugie piszczy i to jest kolejne +1000. Ale jeśli jakieś psy tego nie lubią, to wersja bez piszczałki też jest dostępna. Poza tym bardzo fajnie się ją memła i trzyma w pyszczku. Przyjemnie masuje dziąsła, daje wygodny i pewny chwyt. Vuko z wielką radością po prostu uciskał ją w pyszczku.

Mój Pan Pies raczej niechętnie bawi się sam. Zazwyczaj stara mi się wszystko przynosić żeby mu rzucać lub szarpać się tym. Jest jednak kilka zabawek, które w pierwszym momencie są przez niego porywane, pomemłane i jak ochłonie z pierwszej radości, to wtedy przychodzi czas na wspólne harce, chyba, że wymagam tego od samego początku. W każdym razie, do grona takich zabawek dołączyła nasza miękka piłka, a to znaczy, że bardzo mu się spodobała.

151312

Przeznaczenie zabawki

Jestem zdania, że wszystko czego używamy w naszym psim życiu, ma jakieś swoje przeznaczenie i zgodnie z nim powinno być używane. Nie zostawiamy psa z futrem, żeby je sobie dziamgał beztrosko, bo nie do tego służy. Nie będziemy mu wrzucać tego futra do wody i błota, a później płakać, że futro się zniszczyło, bo do tego też przecież nie służy. Dokładnie tak samo podeszłam do naszej piłki.

Mam już takie, które pływają, mam takie, które mogą być wytarzane w błocie i nic im nie będzie. Te piłki świetnie sprawdzają się na dworze, ale zupełnie nie nadają się do zabawy w domu, czy pomieszczeniu. Odbijają się i łatwo toczą. Gdybyśmy wpadli na genialny pomysł zabawy takimi w domu, to najprawdopodobniej skończymy z psem ślizgającym się na panelach, wpadającym na ściany. Vuko mocno, mocno nakręca się na takie przedmioty, a nie o to chodzi.

No i hałas. Myślę, że sąsiedzi by mnie znienawidzili za dźwięki odbijanej od podłogi piłki. Uplasowałabym się na pierwszym miejscu najgorszych sąsiadów, zaraz przed „ludźmi-krzesło-szurającymi o drugiej w nocy”.

Piłka od Lilly Pet Shop, jest bardzo fajnym uzupełnieniem kolekcji, która świetnie sprawdzi się w domu, ale również na świeżym powietrzu, o ile jest to trawnik, a nie bagna w lesie. Jest miękka cicha i bezpieczna. Bardzo przydatna przy wszelkich domowych aktywnościach:

-podczas nauki sztuczek

-podczas zabawy w domowe chowanego, aportowanie, szukanie, trzymanie w pyszczku i inne tego typu aktywności. W przeciwieństwie do klasycznej piłki, tej pies nie wprowadzi w spiralę odbić i ucieczek.

-do ćwiczeń na zabawkę, które trzeba przeprowadzić w domu czy w pomieszczeniu

-przy kwarantannie

-przy boliłapce dla relaksu i memłania w pyszczku.

Generalnie, przy wszystkim tym co robimy na zabawkę w domu/pomieszczeniu. Nie prowokuje mocno do wariactwa i szarpania, a jednak nadal jest bardzo interesująca. Gdy upadnie na ziemię nie spowoduje szaleńczego biegu, a po wszystkim fajnie się ją dziamga, memła i nosi. Dla mnie jest bardzo dobrym uzupełnieniem zabawkowej kolekcji na długie zimowe wieczory.

Dla kogo?

Myślę, że każdy zwierz znajdzie w niej coś interesującego. Te, które uwielbiają ściskać i memłać zabawki będą zachwycone. Aportująco-łapiące futra z łatwością będą mogły ją złapać w pyszczek, a przy okazji nie połamać się podczas gonitwy. Starszym psiakom przyjemnie będzie chwytać coś miękkiego. Zastanawiałabym się nad psami, które nie bawią się zabawkami inaczej, niż próbując je rozłożyć na części pierwsze i niechętnie je oddają. Znam dwóch, czy trzech takich gagatków. Normą jest dla nich porwanie piłki tenisowej, ucieczka i zjedzenie jej w 15 minut. Myślę, że miałyby ogromną frajdę z rozszarpania naszego cuda, ale nie o to w tym chodzi. Każdy piechu, który ściska i gryzie, ale nie rozszarpuje maniakalnie powinien być zadowolony 🙂

7345

Wytrzymałość i użytkowość

Pierwszą moją myślą odnośnie wytrzymałości, było wyobrażenie sobie jak Vuko haczy kłem o oczka w piłce. Jednak są one na tyle blisko siebie i mocno zszyte, że nic takiego się nie zdarzyło.

Kolejną myślą była watolina wychodząca z piłki, co również się nie wydarzyło.

Później zabrałam piłkę na spacer, gdzie Pan Pies wziął ją do ubrudzonego ziemią pyszczka. Tu pojawiła się kolejna myśl „już widzę jak to wyczyszczę”. Jednak przeprałam piłkę ręcznie i wszystko z niej zeszło.

Gdy po raz kolejny piłka dała mi pstryczka w nos mówiąc: „kobieto, czy ty nie widzisz, że daję sobie radę” pozwoliłam sobie zostawić ją sam na sam z Vukiem po zabawie. Niech ma, niech pomemła, zobaczymy co z tego będzie. I po tym widziałam oczyma wyobraźni jak piłka krzyżuje ręce na piersi, podnosi jedną brew i mówi: „czy teraz już przetrwałam wystarczająco?” No przetrwałaś piłko, przyznaję 😉

Piszczałka też nadal żyje. Po kąpieli umarła na jeden wieczór, by po przeschnięciu, wrócić do siebie.

Po ugniataniu, wraca do swojej podstawowej formy.

Aktualnie, po miesiącu stałego używania, wygląda bardzo dobrze i po wszystkim pięknie prezentuje się na półce. Nie ukrywajmy nasze psy mogłyby bawić się i starą skarpetą, kwestie estetyki zabawek, to już nasze ludzkie widzimisię 😉

2726

Czy znalazłam jakąś wadę?

Stosując piłkę, zgodnie z jej formą, nie ma w zasadzie nic co mogłabym powiedzieć złego.

Podczas dłuższej zabawy zaczyna trochę namakać psią śliną, co niektórym mogłoby przeszkadzać.

Jej funkcja, czyli coś co jest dla mnie zaletą, bo o takim jej zastosowaniu myślałam, jest lekkim ograniczeniem. Zależy jak podejdziemy do tego tematu.

32294 (1)

Razem z Vukiem polecamy. Jestem pozytywnie zaskoczona wytrzymałością, Vuko jest zachwycony formą. Piłkę możecie kupić na stronie Lilly Pet Shop

Do wyboru jest cała masa pięknych kolorów. Pewnie jeszcze się skuszę na jakiś w przyszłości 😉 Do tego legowiska, bawełniane kosze i mnóstwo innych dobroci 🙂

 

PS.

Uprzedzając:  Odnośnie samej zabawy w domu czymkolwiek. Ja wiem, że teoretycznie owczarkowo-pracujące świry, w domu to powinny odpoczywać, a wariować na dworze, ale to jest temat na zupełnie inny wpis i inną rozkminę 😉

2 uwagi do wpisu “Piłka Rainbow Grey od Lilly Pet Shop – recenzja

  1. Lilly Pet Shop przewijał mi się pod palcami wiele razy, ale nigdy nie zdecydowałam się na zakup właśnie ze względu na wytrzymałość. Memłanie, prucie i żucie to uwielbiana czynność mojego sierściucha 😀 Może się za jakiś czas przekonam, ale na razie wrzucam ją do „rzeczy śliczne, niekoniecznie idealne, niekonieczne must have, ale ja chcem”. Zobaczymy co będzie 😉 I jeszcze jedno, masz fantastyczne zdjęcia, pomysł nad znakami wodnymi ❤

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s