Agility-początki

ok1

Długo uznawałam, że dopóki nie opanujemy jakichkolwiek podstaw, nie ma o czym opowiadać. Niedawno ukończyliśmy kurs z podstaw agility z Joanną Korbal, pobiegaliśmy w Annówce i ruszyliśmy dalej z naszymi treningami. Myślę, że to dobra okazja do naskrobania czegoś na ten temat.

Ważne #1: dlaczego zamiast ładnych zdjęć z agility, mamy tu mokrego psa? Bo nie ma kto mi robić zdjęć 😦 Jak trenujemy, głównie pocę się i dyszę zamiast focić. Poza tym nasze dotychczasowe treningi odbywały się albo ciemnymi wieczorami, albo na ciemnej hali w Annówce, gdzie wszelkie próby miłych ludzi, którzy chcieli nas poratować zdjęciem, skończyły się fiaskiem. Ale mam kilka filmów- na dole.

Ważne #2: Drodzy eksperci agility, od razu proszę o wyrozumiałość i pamięć o własnych początkach, przymrużenie oka na wszelkie niedostatki w wiedzy i tym podobne ;). Kochani początkujący łączmy się w bólu 🙂

Pan pies wbrew temu co mogliście dotychczas oglądać na naszych sołszjal miiidia zajmuje się czymś więcej niż pozowaniem do zdjęć, bieganiem po krzakach i poznawaniem kolejnych psów.

Cofnijcie się wszyscy kilka lat wstecz i zastanówcie się co myśleliście o agility. Albo lepiej, jak najłatwiej wytłumaczyć nie-psim znajomym czym jest ten sport. To ja wam powiem. Najprostszym wytłumaczeniem, po którym znajomi kiwają głowami ze zrozumieniem, zamiast robić rybkę i patrzeć na mnie jak na głupka jest: „to takie skoki przez płotki i inne przeszkody jak na koniu, tylko człowiek biegnie koło psa i go prowadzi”. To jakże upraszczające wszystko wytłumaczenie okazuje się zaskakująco dobre, otwiera pole do dalszych tłumaczeń i pytań z serii: „a to nie można psa nauczyć na pamięć tego toru, stać i patrzeć jak biegnie?” huehue jakby to było takie proste.

Mniej więcej takie spojrzenie miałam na ten sport jeszcze kilka lat temu. Później gdy zaczęłam myśleć poważnie o psie i zaczęłam czytać, oglądać jutuby i inne, okazało się, że to jest troszkę bardziej skomplikowane i pełne istotnych szczegółów. A jeszcze później gdy sami zaczęliśmy okazało się, że jest tego jeszcze więcej niż myślałam.

Agility to coś co bardzo wciągnęło zarówno Vukeła jak i mnie. Ilość składowych, które mają wpływ na ostateczny efekt jest ogromna, jest nad czym pracować, ale taka praca jest ekstra zabawą, która wpłynęła również na te codzienne aspekty naszego życia. Agility w połączeniu z naszą pracą na odfazowywanie od piłki, o której pisałam tu, dało zaskakująco miłe efekty. Jedno pomogło drugiemu i w ostatecznym rozrachunku Vuko znacznie lepiej się skupia na działaniu i na pracy. Fajniej motywuje się na jedzenie, bardziej myśli przy wszystkim co robi i jesteśmy bardziej zgrani jako zespół.

Obecnie coś co z początku wydawało mi się najgorszą rzeczą w całym tym sporcie, okazało się czymś co sprawia mi mnóstwo radości. A mianowicie: zapamiętanie toru. Nadal każde wejście na nowy układ kwituję: „ta jasne, ja tego nie ogarnę”, ale potem jak już powiedzmy ogarnę i zupełnie o tym nie myśląc po prostu sobie biegnę, bardzo mnie to cieszy. Zresztą to  jak z każdą rzeczą, której się uczymy. Gdy przestajemy o tym myśleć i po prostu to robimy to jest ten moment kiedy zaczyna nam wychodzić. Jasne, że jeszcze nie umiem wyczuć do końca swojego psa, jasne, że jeszcze nie umiem dobrze dobrać sposobu biegu bez błagalnego spojrzenia na Asię o pomoc, ale biegnę, zapamiętuję to i nawet zaczynam zamieniać ręce w odpowiedniej kolejności 😛

A jak wyglądały nasze początków początki?

Te pierwsze zajęcia przełknęłam z lekkim zgrzytaniem zębów nad rozpraszaniem się na placu. Najpierw było tysiąc pytań do mądrzejszych. Potem  była analiza błędów, później pojawiła się nasza wspomniana wcześniej praca nad odfazowywaniem i skupieniem. Do tego pieseł dostał bana na zabawki. Wyciągałam je na minutę? pół? Drobne efekty w domowych zaciszu, było widać bardzo szybko. Poza tym zupełnie przypadkowo, odkryłam nową miłość mojego psa. Kabanosy z gęsiną. Tak, przecież to wybredne, wysublimowane podniebienie nie zadowoli się byle czym.  W każdym razie, przełknęłam ból zakupu większej ilości ów kabanosów i zabraliśmy się do pracy. Intensywne, krótkie sesje. Znacznie krótsze niż mogłoby się wydawać. Wiedziałam, że należy je zakończyć w momencie gdy pies jest najbardziej nakręcony, że nie powinniśmy doprowadzić do momentu, gdzie to on kończy zabawę. Jednak jak się okazało, faktycznie kończyłam zabawę, gdy pies jeszcze chciał, ale często był to moment, gdy chciał już troszkę mniej. I to wystarczyło. Pięć minut? No przecież to chwila jest. Tak jest, jak jest już ugruntowana motywacja. Szybko zobaczyłam jak ogromną różnicę robi znaczne skrócenie sesji, do czasu, który wydawał się wręcz absurdalnie krótki. Już na następnych zajęciach było lepiej. Później zrezygnowaliśmy z ćwiczeń na zabawki, a przeszliśmy na jedzenie.  Cała reszta płynęła już swoim miłym torem, gdzie po każdym treningu wracałam do domu szczęśliwa.

Biegamy już coraz bardziej złożone sekwencje, biegamy po łuku, śmigamy tunele pod różnym kątem, ślepe zmiany. Vuko zaczyna porządnie wyszukiwać hopki i uwaga, uwaga: „ bardzo skupia się na przewodniku”. Co było miodem na moje uszy, gdy to usłyszałam, choć nie powinno. Musimy to wypośrodkować. Vuk musi oprócz skupienia na przewodniku wyszukiwać i patrzeć na tor, na przód. Ładnie wysyła się do tuneli i z wielką chęcią je pokonuje. Robimy ślepe zmiany, przy których jego wysyłanie się do tuneli bardzo mnie ratuje. Vuko jest szybkim psem i gdybym musiała go prowadzić za rączkę do tego tunelu to nie wiem jakim cudem zdążyłabym go wyprzedzić przy ślepej zmianie. Zaczęliśmy też ciasne skręty i o dziwo fajnie nam to idzie. Przez vukełową prędkość była duża możliwość wyrzucania go na boki, ale co mnie bardzo cieszy, widać efekty naszego domowego dłubania i zarówno Asia, jak i ja byłyśmy zdziwione tym jak Vuk sobie poradził podczas pierwszych prób.

Bardzo dobrze mi się z nim aktualnie współpracuje. Choć jako niedoświadczony człowiek, nie umiem go jeszcze dobrze wyczuć przy biegu. Jest bardzo nakręcony na tor, trochę jeszcze w tym nakręceniu rozbrykany momentami. Gdybym mu postawiła koło siebie dwa zakręcone tunele, biegałby najpewniej przez nie ta długo aż by padł. Jest szybki, co tylko uwydatnia to, że ja jestem za wolna w stosunku do niego i chyba skończy się to bieganiem, w najbliższym czasie 😉 Jak twierdzi Asia: „płynnie się prowadzi”.

Agility utwierdziło mnie  we wszystkim co myślałam o współdziałaniu w sportach kynologicznych.

  1. Doceniaj każdą małą rzecz, którą osiągniecie
  2. Jesteście teamem. To jak mocni jesteście zależy od Was obu.
  3. Osiedlowy park jest idealnym, prowizorycznym placem treningowym
  4. Wszystko co robicie razem, ma być przede wszystkim zabawą i wtedy wychodzi to najlepiej

Mnóstwo pracy przed nami. Jesteśmy początkującymi, którzy dopiero się tego wszystkiego uczą, ale brniemy do przodu. Przed nami jeszcze strefy, slalomy, i wiele innych. Agility na pewno będziemy ciągnąć dalej. Mam związane z tym absurdalne cele i plany, z których jakby choć część się spełniła byłoby super. Póki co bawimy się świetnie i  Vuko i ja, a o to w tym przecież chodzi. Trzymajcie za nas kciuki, bo fajnie jest 🙂

I łapcie filmy, za które dziękujemy naszej mistrzyni Asi 😀

Tor 1

„geniuszkowska” ślepa zmiana 😉

Tor 2 -ślepa średnia, ale ładny tunel

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s