Krok w tył i dwa kroki w przód

dsc_5292Przez jakiś czas, po etapie szczeniackiego wariata i przed etapem, o którym opowiem, cieszyłam się psem, który jest absolutnie odwoływalny od wszystkiego. Który ignoruje inne psy podczas treningów i który wręcz denerwuje się, że ktoś mu przeszkadza, gdy on teraz jest przecież zajęty czymś innym. Bajka? A no całkiem to było miłe. Pies tak bardzo zmotywowany. Pies taki skupiony, pies taki super. Ale efekty uboczne z tym związane zmusiły mnie do cofnięcia się i przepracowania pewnych rzeczy na nowo. A zaczęło się tak:

Pierwszy trening agility ever. Pieseł jeszcze nie wie jakie to fajne. Dawno nie mieliśmy treningu na placu  z psami, wszystko takie ciekawe, tylu znajomych. Szarpaki i smaczki, nie bardzo go interesują. Więc wyciągam piłkę. Magiczne berło władzy, na które pies zaczyna ignorować otaczający go świat. Niestety okazuje się, że pies na tyle nakręca się na piłkę, że owszem biega jak szalony, ale zupełnie poza moją kontrolą. Stwierdzamy z trenerką, że piłka robi wylot na treningach. Vuko nie był skupiony na pracy, za którą mógł dostać nagrodę, tylko na piłce, którą chciał już teraz. A wszystko co robił, robił szałaputnie tylko po to żeby w końcu ją dostać. Tego samego dnia idziemy na nasz nocny spacer. Głucho, ciemno, zero ludzi, śmigamy bez smyczy. W kieszeni spoczywa berło władzy, w razie gdyby trzeba psa odwołać. I tak dreptam, dreptam i obserwuję tego mojego wariata, a on zamiast zająć się swoimi psimi sprawami, powąchać trawkę, oznaczyć kamień, biegnie do przodu, odwraca się i patrzy na mnie. I czeka i tak co jakiś czas. I ja wiem na co czeka. Ale w tym momencie postanawiam, że tego nie dostanie. Nie w ten sposób, już nie.

Wracam do domu. Analizuję całą naszą pracę w ostatnim czasie. Zastanawiam się nad tym jak praca na piłkę, która tak go nakręcała wpływała na wszystkie nasze postępy. Nie zrozumcie mnie źle i bądźcie wyrozumiali 😉 Zanim Vuko do mnie trafił naczytałam się dużo o borderach zafazowanych na piłkę. Naczytałam się o psach w ciągłym trybie pracy. Naczytałam i wbijałam sobie do głowy żeby o tym pamiętać. To nie tak, że zupełnie o tym nie myślałam. Starałam się dawkować tę piłkę w miarę normalnie i pamiętać o konsekwencjach. Zwyczajnie w praktyce okazało się, że trzeba było ją dawkować jeszcze inaczej. Dostałam lekcję i przyznaję się bez bicia. Ona ułatwiała mi życie do pewnego momentu. Potem okazało się, że generuje tylko problemy i gdy tylko się o tym zorientowałam, uznałam, że trzeba się tym zająć. Pilnie.

Nastąpił odwyk

Ale nie taki totalny. Zabrałam się do tego z bardzo konkretnym planem.

Piłka pojawiała się tylko w określonych okolicznościach. Podczas treningu na osiedlowej polanie. Dużo częściej podrzucałam piłkę blisko siebie, zamiast na dalekie odległości, w zamian za komendy, które wymagały spokojnego usiedzenia. Bez kompromisów. Wszystkie statyczne komendy, przy których trzeba się chwilę skupić, zamiast latać z psychowzrokiem i wywalonym jęzorem za piłką, zostały przerobione. Nie chcesz wykonać czegoś w statyce? To nie ma nagrody.

W tym samym czasie, wyeliminowałam ze wszystkich dłuższych, luźnych spacerów obecność piłki. Wyciągałam ją z kieszeni naprawdę rzadko, bardzo awaryjnie i zaraz jak Vuko wrócił, szybki rzut, po czym piłka lądowała znów w kieszeni z komendą „koniec”. Wszelkie jego odbiegania i odwracania się w oczekiwaniu na kolejny rzut, kompletnie ignorowałam.

Na treningach agility zaczęliśmy ćwiczyć na jedzenie, co było dobrym pomysłem. Poza tym samo agility bardzo fajnie wpłynęło na motywacje, skupienie i to jak Vuk pracuje.

Znalazłam w końcu smaczki, za którymi Vuko szaleje, co też dużo ułatwiło.

No i sprawa najważniejsza.

Operacja: „nocne manewry”, czyli nocny spacer tylko dla nas. Kompletnie wyeliminowałam z niego piłkę. Za każde spojrzenie i zwrócenie na mnie uwagi nagroda, cała seria ćwiczeń z odwoływania, bo przecież bez głównego piłkowego motywatora, nie było to już tak oczywiste. Dużo ćwiczeń na smaki przy mnie, mnóstwo chodzenia przy nodze. Samokontrola i opanowanie emocji. Po 3-4 dniach, zaczął się meldować, podbiegając do mnie co jakiś czas. Przestał szukać u mnie piłki. Wąchał trawę i zajmował się swoimi psimi sprawami. Po kolejnych dniach doszło do tego skupienie i fajna motywacja.

W codziennym życiu pojawił się u niego spokój. Jego skupienie jest dobre, właściwe, zdrowe. To nie jest już psychoskupienie. Zrobił mu się fantastyczny on/off. Gdy od czasu do czasu dostanie piłkę na spacerze, to po komendzie: „koniec” momentalnie wraca do wąchania krzaczków. Nocne spacery są najlepszą przyjemnością dnia. Jesteśmy zupełnie sami, ja i pies. On zajmuje się sobą, ja patrze sobie na wszystko dookoła i co jakiś czas przywołuję go i coś tam sobie ćwiczymy. To jest taki idealny spacer, z absolutnym relaksem. Podczas treningów jest zdecydowanie bardziej skoncentrowany. Zastanawia się czego będę od niego chciała, co będziemy robić. Nie widzę już w jego oczach tej jednej myśli: „ piłka”,.”piłka”,”piłka”. Ćwiczymy na jedzenie, na szarpaki i na piłkę też. Ale poziom motywacji na wszystkie te trzy rzeczy unormował się mniej więcej na podobnym poziomie. Nadal piłka jest największą nagrodą świata. Ale używam jej rozsądniej i w rozsądny sposób. Czeka nas jeszcze praca nad skupieniem w momencie, kiedy Vuk wie, że jesteśmy na luźnym, spokojnym spacerze. Bo tutaj trochę za bardzo wziął sobie luz do serca, ale wszystko przed nami.

Był w tym moment lekkiego dołka. Zaraz gdy postanowiłam wdrążyć cały mój plan w życie. Eliminując największą motywację sprawiłam, że cofnęliśmy się o krok w tył. Ale tylko po to żeby teraz być dwa kroki do przodu. Żeby mieć fajnie skupionego psa. Ta przyjemna poprawa nastąpiła już jakiś czas temu. Ale ten tydzień był przełomowy i uznałam, że jest czas by o tym napisać. O tyle o ile przebrnęliśmy przez większość planu, to bez piłki miałam  problem z odwoływaniem się od psów. Do tego tygodnia. Cała ta praca poskutkowała i ostatnie dni były pod tym względem super. A zwieńczeniem wszystkiego było odwołanie od Maliny, czyli największej psiej miłości Vukeła. Konsternacja na jego pyszczku była przekomiczna. Chce iść, ale matka woła, ale on chce, ale matka, ale Malina, ale matka. No i w końcu przyleciał do mnie, za co dostał wszystko co miałam w kieszeni i ochy i achy. I ten moment był moją największą radością i największą świadomością, że ta praca popłaciła i, że zrobiliśmy te nasze dwa kroki w przód 🙂 Nadal piłka jest awaryjnie w kieszeni, ale to jest już inna piłka.

Do następnego 🙂

6 uwag do wpisu “Krok w tył i dwa kroki w przód

  1. To jeden z najlepszych wpisów jakie ostatnio przeczytałam. Nero też miał kiedyś totalną fiksację na piłkę. U niego był jednak duży problem z przywołaniem i skupianiem uwagi a ja poszłam na łatwiznę i… poprzez piłkę mogłam lepiej kontrolować mojego psa. Już dawno to odkręciliśmy, ale nasze początki właśnie tak wyglądały. 🙂

    Polubienie

    1. Ania

      O rety, tak bardzo dziękuję za ten wpis! W relacji z Uno popełniłam ten sam błąd. Niechcący nakręciłam go na piłkę, „bo on tak lubi!“,” bo sobie pasie…“, “bo się wybiega…”, bo nawet na plaży piłka była skuteczniejszym narzędziem, żeby zatrzymać przy nas Uno – nawet bez smyczy, nawet jeśli przechodziły inne psy, on siedział wpatrzony w piłkę… Kompletnie nie rozumiałam, że robiłam Mu krzywdę… do dnia, w którym zauważyłam, że Uno coraz rzadziej ma zwykłą, psią frajdę że zwykłych, psich aktywności i na spacerach skupiony jest głównie na oczekiwaniu na piłkę. Od dwóch tygodni jesteśmy „na odwyku”. Do gry wróciły szarpaki i smaczki, pracujemy też ze specjalistą. Po kryzysie i zmniejszonej reaktywności na komendy, zaczynam czuć poprawę: Uno jest bardziej zrelaksowany, węszy sobie, zwraca uwagę na inne psy i jest w większym kontakcie ze mną bezpiłkową:) Chyba wszyscy czujemy ulgę, a największą nasz piesiołek, który narodził się na nowo. Bardzo mi przykro, że naraziłam go na taki stres, ale naprawdę-naprawdę na początku wydawało się, że to taka super sprawa…

      Polubienie

  2. Pingback: Agility-początki – VUKO BORDER COLLIE

  3. Pingback: Błędy wieku szczenięcego – VUK VUK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s