Nauka „przytulania”

vu6hPieszczoty z psem, o ile nie jest on agresywny, lękliwy, ani nie ma żadnych problemów behawioralnych wydają się być czymś najprzyjemniejszym i najprostszym na świecie. Na potrzeby tego wpisu zakładamy też, że mówimy tu o pieszczotach, które pies lubi. Co jednak jeśli nasz psiak ma pewne problemy w panowaniu nad swoimi emocjami? 

Emocje. Wszystko rozchodzi się o emocje. Bordery teoretycznie uznawane są za psy hiperemocjonalne. Vuko jest tego klasycznym przykładem.  Łatwo się ekscytuje i pobudza. Fajnie, do sportów, ale w codziennym życiu jest to coś, do koniecznego przepracowania. Moje papiszcze  złożone jest głównie z futra i ogromu miłości. Gdybym była z cukru to już dawno rozpuściłabym się od tej ilości oblizywania mnie. Zresztą tak samo jak wszyscy ludzie w okolicy, którym Vuko z chęcią te miłość rozdaje.  Jest po prostu psem, który strasznie łaknie kontaktu z człowiekiem i zawsze jest gdzieś blisko.

W tej chwili problemu, o którym przeczytacie, prawie już nie ma. Jeśli pies się nakręca przy pieszczotach to tylko dlatego, że ja sama zacznę go tarmosić w sposób sugerujący zabawę. Ale opiszę jak to wyglądało jeszcze do niedawna .Gdy zaczynało się głaskanie, Vuko lizał mnie, wtulał głowę, rozkładał brzuch.Wszystko było w zupełnej normie, po czym zaczynał się nakręcać. Cieszyć coraz bardziej, aż w końcu zaczynał mi memłać dłonie, lub bluzę, czy koszulkę.  Było to typowe rozładowanie emocji, w wersji leniwej. W wersji bardziej obudzonej, było to iskanie, podszczypywanie. Niestety takie memłanie czasem stawało się mocniejsze i intensywniejsze. Przestawało być po prostu memłaniem i iskaniem, a stawało się zaczepianiem zębami, gryzieniem i zapraszaniem do zabawy. Bardzo dużo tych z początku przytulnych momentów kończyło się szaleńczym biegiem po całym mieszkaniu, połączonym z rozrzuceniem wszystkiego co było w okolicy. Można pomyśleć, że to wszystko normalne, że szczeniaki tak mają, że bolą je dziąsła i tak dalej i tak dalej. Pewnie, racja, ale uwierzcie, że te wybuchy niekontrolowanych napadów „miłości” wychodziły poza znane normy 😛 . Ja powoli, małymi krokami od samego początku starałam się działać na tym polu. A trwało to dość długo z kilku powodów.  Po pierwsze było to po części zachowanie typowo szczeniackie, po drugie nie karałam Vuko za to zachowanie jakoś specjalnie mocno. Nie chciałam ryzykować, że mały gamoń uzna całą formę pieszczot za coś złego. Musiałam skupić się na tym, żeby wyłapał ten konkretny element. I tak, jakkolwiek to brzmi, uczyliśmy się przytulania.

vuku90

Jak taka nauka wygląda?  Przede wszystkim przy przeróżnych okazjach samokontrola, dla ogarnięcia emocji. A poza tym, gdy podczas przytulania Vuko zaczynał gryźć słyszał komendę, a właściwie dźwięk wydobywający się nawet bez otwierania ust, krótkie „e”. Jeśli przestawał memłać i zaczynał lizać, bądź wtulał głowę, miziałam go dalej. To jest pierwszy stopień jakichkolwiek zakazów u nas.  Jeśli to nie działało słyszał: konkretne nie, przestawałam go miziać. Odsuwałam się. Wtedy zazwyczaj następował atak czułości i miłości. Miałam wylizane pół głowy. A pies był  miziany od nowa. Jeśli nakręcał się za bardzo, na tyle, że mnie wręcz zabolało, albo zaczynał swoje szalone biegi, słyszał głośną wersję „nie”, lub  „powariował pies?”, zarezerwowane, dla momentów kiedy serio przesadzał, a ja wstawałam i kończyłam mizianie. Czy to działa? Działa, ale wymagana jest tu konsekwencja, bo wystarczy, że odwiedził nas znajomy, który z nim za bardzo poświrował, pozwalał na takie gryząco-wariujące zabawy, to młody wykazywał chęci takich akcji zdecydowanie wzmożone. Sama często zaczepiam psa i bawię się z nim w ten wariacki sposób, ale teraz Vuko nauczył się odróżniać tę formę zabawy, od głaskania i potrafi dostosować do tego swoje emocje.  Dlaczego nie karałam go za podgryzanie w takiej sytuacji jakoś mocniej? Dlatego, że dla niego karą w tym przypadku była już sama moja rezygnacja z miziania. Poza tym widziałam po psie, że nawet podgryzając ma postawę absolutnie łagodną i uległą. Trudno karać zwierze za to, ze w zasadzie nie panuje nad radością z bliskości. Gdybym go zaczęła za to karać nie wiem czy nie sprawiłoby to, że samo przytulanie zaczęłoby mu się kojarzyć po prostu źle.

W tej chwili mam psa, który potrafi wyleżeć spokojnie na kanapie z serialem trochę czasu i po prostu spokojnie być obok, a gdy wychodzimy się bawić robi to na całego 😀 To jest coś na co czekałam te pięć miesięcy. Ten moment kiedy siadam koło niego na dywanie a on siada przede mną i kładzie mi pyszczek na ramieniu, a potem kładzie się na plecach, wystawia bebzol i daje się głaskać, tak po prostu, na spokojnie. Być może dla niektórych to jest dość oczywiste zachowanie. Być może ktoś zastanawia się z czego tu robić filozofię?! Głaskanie psa, co za wyczyn. A jednak. Dla nas z Vuko to była mała przeprawa, ale teraz tym bardziej się cieszę z takich chwil.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s